Reklama

Reklama

Manifestacje w USA. Strzelanina w Austin, gwałtowne starcia w Seattle

Sobota (25 lipca) była kolejnym dniem antyrasistowskich protestów w wielu miastach USA. W Austin w Teksasie doszło do strzelaniny, w wyniku której zginął uczestnik marszu. Z kolei w Seattle demonstranci podpalili baraki na budowie domu poprawczego.

Postrzelenie ze skutkiem śmiertelnym zostało potwierdzone przez policję oraz służbę ratownictwa medycznego w nagłych wypadkach (EMS) w Austin w stanie Teksas. Według EMS nie było więcej ofiar ani rannych po rozpędzeniu przez policję marszu, który odbywał się pod hasłem "Black lives matter".

Reklama

W Austin protestowała setka osób - podaje Reuters.

Gwałtowne zajścia w Seattle

Do gwałtownych zajść doszło w sobotę w mieście Seattle. Ich dramatyczny przebieg został sprowokowany wydarzeniami w pobliskim Portland w stanie Oregon, gdzie dochodzi do starć agentów federalnych z manifestantami. Decyzją Białego Domu również do Seattle zostali wysłani funkcjonariusze podlegający rządowi federalnemu, co wywołało niezadowolenie wśród miejscowych.

Policja w Seattle potwierdziła w sobotę, że użyła kul gumowych dla rozproszenia tłumu, który zgromadził się przed placem budowy domu poprawczego i sądu dla nieletnich w hrabstwie King. Wcześniej uczestnicy marszu "Black lives matter" podpalili tam kontenery i baraki używane przez ekipy budowlane.

Policja podała na Twitterze, że "wraz ze strażą pożarną pracuje nad tym, by zapewnić dostęp do miejsc ogarniętych pożarem". Za podpaleniem miała stać mała grupa uczestników kilkusetosobowego marszu - wskazano.

Zamieszki trwały do godz. 20 czasu miejscowego w sobotę (godz. 5 w niedzielę rano w Polsce). Aresztowano łącznie 25 osób. Jeden z policjantów jest ranny. Trafił do szpitala z poparzeniami nóg, po odpaleniu przez manifestantów rac.

"Mamuśki z Seattle" w akcji

Do protestów w Seattle przyłączyły się też ubrane na żółto "Mamuśki z Seattle" ("Moms of Seattle"), które starają się oddzielać kordonem manifestantów od funkcjonariuszy służb porządkowych. Inicjatywa "Mamusiek" jest wzorowana na akcji zorganizowanej w Portland.

"Widziałyśmy, co się tam dzieje i postanowiłyśmy włączyć się do akcji, wyrażając przy tym solidarność z mamami z Portland" - powiedziała agencji Reutera Lhorna Murray - inicjatorka ruchu z Seattle.

Agenci federalni wysłani do Seattle

Decyzja o wysłaniu agentów federalnych do Portland i ich modus operandi wywołała protesty władz stanowych w wielu częściach Stanów Zjednoczonych. Wyjaśnień od Białego Domu domagają się deputowani z Partii Demokratycznej w Kongresie.

Prokurator Stanów Zjednoczonych dla zachodniego dystryktu stanu Waszyngton, gdzie znajduje się Seattle, Brian Moran podkreślił w piątek w specjalnym oświadczeniu, że agenci federalni stacjonują w Seattle, by chronić nieruchomości i budynki federalne, a także - by zapewnić funkcjonowanie znajdujących się w nich instytucji użyteczności publicznej.

Administracja Trumpa wysłała również policję federalną do Chicago, Kansas City i Albuquerque w Nowym Meksyku mimo sprzeciwu lokalnych władz - pisze Reuters.

Protesty po śmierci George'a Floyd'a

Antyrasistowskie protesty, które ogarnęły niemal całe Stany Zjednoczone, rozpoczęły się po 25 maja, gdy nieuzbrojony, czarnoskóry Amerykanin George Floyd zmarł podczas próby aresztowania go w Minneapolis za domniemaną próbę zapłacenia fałszywym banknotem 20-dolarowym. 

Policjant udusił go, przygniatając do ziemi i klęcząc na jego szyi przez ponad 8 minut. 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy