Reklama

Reklama

​Marine Le Pen wraca na scenę polityczną

Przywódczyni skrajnej prawicy we Francji Marine Le Pen, która ponownie pojawiła się na scenie politycznej po porażce poniesionej w konfrontacji z Emmanuelem Macronem w drugiej turze wyborów prezydenckich, zaatakowała ostro w sobotę francuski establishment.

"Jesteśmy dokładnie antytezą macronizmu" - oświadczyła Le Pen na wiecu z udziałem dziesiątków swych zwolenników w Brachay pod Paryżem, potwierdzając, iż zamierza przebudować swą partię, Front Narodowy (FN), a nawet zmienić jej nazwę.

Reklama

W Lille ma odbyć się kongres, na którym rozważona zostanie reforma Frontu Narodowego. Le Pen powiedziała, że nowa struktura partii będzie wyposażona w "nowy mechanizm założycielski" i będzie "bardziej zdecentralizowana", a ponadto pojawią się w niej "nowe osobowości".

Wycofanie Le Pen i pęknięcia wewnątrz partii

Marine Le Pen wycofała się w swej partii na drugi plan, gdy poniosła porażkę w drugiej turze wyborów prezydenckich, nie zdoławszy uzyskać po niezbyt udanej kampanii wyborczej poparcia nawet trzeciej części wyborców.

W okresie powyborczym mocniej zarysowały się pęknięcia wewnątrz Frontu Narodowego. Widoczne są zwłaszcza rozbieżności, jakie dzielą Marine Le Pen i wiceprzewodniczącego formacji Floriana Philipota, który domaga się wystąpienia Francji ze strefy euro.

Przywódczyni partii nie nawiązywała jednak bezpośrednio w swym wystąpieniu do kryzysu wewnętrznego we Froncie Narodowym, podkreślając jednocześnie swą rolę jako gwaranta jego "stabilności politycznej oraz ideologicznej", na podstawie której ma dojść do "wielkiej przemiany".

Ostre słowa przywódczyni skrajnej prawicy

"Macronizm to triumf klasy dominującej, która używa praw człowieka jako pozłotki moralnej i dla której pieniądze są jedyną wartością" - powiedziała.

Jednocześnie Le Pen skrytykowała radykalną lewicę, która jej zdaniem jest "zdominowana przez "trockisto-islamistów", zwolenników Jean-Luca Melenchona oraz mieszaninę kontestatorów, którzy szukają inspiracji "w dyktatorskich reżimach - kiedyś kubańskim, a obecnie wenezuelskim".

Natomiast konserwatywną partię Republikanie, która podzieliła się na zwolenników polityki Macrona i jej bardziej prawicowy odłam - jego przeciwników, porównała do "pary w trakcie rozwodu". 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne