Reklama

Reklama

Media: Turcja zaproponowała Bułgarii współpracę ws. migracji

Premier Turcji Binali Yildirim w rozmowie telefonicznej z szefem rządu Bułgarii Bojko Borysowem zaproponował dwustronny mechanizm współpracy ws. migrantów - podało w sobotę bułgarskie radio publiczne, powołując się na służbę prasową tureckiego szefa rządu.

Według tureckiego komunikatu rozmowa odbyła się z inicjatywy Ankary, a Borysow zgodził się na przedstawioną mu propozycję. Nie sprecyzowano, na czym polega proponowany mechanizm, stwierdzono tylko, że jego wprowadzenie nie oznacza anulowania zawartego w marcu porozumienia między Turcją a Unią Europejską w sprawie migrantów.

Służby prasowe Borysowa potwierdziły, że poświęcona migracji rozmowa telefoniczna Borysowa z Yilidirimem się odbyła.

Presja migracyjna

Reklama

Do tureckiej propozycji doszło po nasileniu się w ostatnich tygodniach presji migracyjnej na granicy z Turcją, a także po tym, jak w środę Sofia przekazała Ankarze tureckiego biznesmena Abdullaha Buyuka, który zwrócił się w Bułgarii o azyl polityczny.

Wydalenie Buyuka wywołało falę protestów w Bułgarii, gdyż dokonano go wbrew orzeczeniu sądu dwóch instancji.

Rzeczniczka praw obywatelskich Maja Manołowa oświadczyła w czwartek, że wydalenie Buyuka odbyło się "z naruszeniem prawa międzynarodowego i konstytucji Bułgarii". Ekstradycję ostro skrytykował również Christo Iwanow, który był ministrem sprawiedliwości w obecnym rządzie do grudnia 2015 roku. Oburzenie wyraził Bułgarski Komitet Helsiński i liczne organizacje pozarządowe.

Bułgaria najbardziej zagrożona nową falą migracyjną

W obliczu protestów premier Borysow przyznał, że przekazując Ankarze tureckiego biznesmena Abdullaha Buyuka wbrew orzeczeniu sądu, władze w Sofii działały pod presją, by za wszelką cenę uniknąć fali migracyjnej z Turcji. Przyznał jednocześnie, że dokonując ekstradycji biznesmena, MSW "działało na granicy prawa".

W piątkowym wywiadzie telewizyjnym premier oświadczył, że wśród krajów europejskich Bułgaria jest najbardziej zagrożona nową falą migracyjną. "Mamy długą granicę lądową i morską z Turcją. Przy zamkniętych granicach w Europie słowa (tureckiego prezydenta Recepa Tayyipa) Erdogana "Puszczamy uchodźców do Europy" w praktyce oznaczają "Puszczamy uchodźców do Bułgarii". Nie możemy na to pozwolić, powinniśmy za wszelką cenę zachować dobre stosunki z Turcją" - powiedział.

Kraj tego nie wytrzyma

Borysow podkreślił, że w ostatnich tygodniach nasiliła się presja migracyjna od strony Turcji. Jak powiedział, od początku roku odesłano z powrotem do Turcji ok. 25 tys. osób, ale tysiącom innych udało się nielegalnie przedostać przez granicę. Codziennie w Bułgarii zatrzymuje się po 200-300 takich osób. Po uszczelnieniu granic przez Serbię i Macedonię ludzie ci pozostają później w Bułgarii. - Kraj tego nie wytrzyma - zaznaczył premier.

Tłumaczenia Borysowa nie uspokoiły opinii publicznej, która działania bułgarskich władz w tej sprawie ocenia jako haniebne. Sobotnia prasa w licznych analizach i komentarzach krytykuje wydalenie Buyuka, podkreślając, że w obecnych warunkach nie może on liczyć na sprawiedliwy proces sądowy.

"Bułgaria jest rządzona nie zgodnie z konstytucją, lecz z wolą premiera. Gdyby prokuratura działała jak należy, interweniowałaby, ponieważ mamy do czynienia z nadużyciem władzy" - napisał znany adwokat i obrońca praw człowieka Michaił Ekimdżijew w dzienniku "Sega".

Z Sofii Ewgenia Manołowa

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy