Mika Brzezinski kontra Donald Trump. Opinia publiczna oburzona

Fala krytyki spadła na prezydenta Donalda Trumpa, po tym jak nie przebierając w słowach, skrytykował Mikę Brzezinski, córkę Zbigniewa Brzezińskiego. Prezydent za pośrednictwem Twittera stwierdził, że dziennikarka jest "wariatką o niskimi IQ".

Donald Trump skrytykował poranny program "Morning Joe", nadawany przez popularną w Stanach Zjednoczonych stację MSNBC. Prowadzą go Mika Brzezinski i Joe Scarborough, który jest zarówno zawodowym jak i życiowym partnerem córki Brzezińskiego. 

Reklama

Prezydentowi nie spodobały się prezentowane przez dziennikarzy treści na jego temat. Zapowiedział, że nigdy nie obejrzy ponownie programu "Mornig Joe", po czym rozpoczął personalny atak. Mikę Brzezinski określił mianem "wariatki" i stwierdził, że ma niskie IQ, a Scarborougha nazywał "psycholem". Wszystko w 140 znakach (to limit długości wpisu na Twitterze).

Trump nie poprzestał jednak na jednym wpisie. Publikując kolejny stwierdził, że jest zaskoczony postawą prowadzących, tym bardziej, że odwiedzali go trzykrotnie w jego posiadłości w Mar-a-Lago w okolicach Nowego Roku. Dodał, że Brzezinski wówczas "mocno krwawiła po liftingu twarzy".

W odpowiedzi Mika Brzezinski zamieściła fotografię płatków śniadaniowych z hasłem reklamowym: "W sam raz dla małych rączek". Komentatorzy odczytują to jako aluzję do niewielkich dłoni Donalda Trumpa, co nierzadko jest mu wytykane przez jego przeciwników.

"Prezydent poświęca czas na znęcanie się"

Tweety prezydenta Trumpa wywołały falę oburzenia, również w jego macierzystej partii.

"Panie prezydencie, pański wpis jest poniżej godności urzędu prezydenta i reprezentuje wszystko, co najgorsze w amerykańskiej polityce" - napisał Lindsey Graham, senator Partii Republikańskiej z Karoliny Północnej.

"Proszę się powstrzymać. To nie jest normalne i poniżej godności pańskiego urzędu" - wtórował kolejny republikanin, Ben Sasse.  

Trumpowi dostało się również od umiarkowanej republikanki Susan Collins, która stwierdziła, że wypowiedź prezydenta jest nie miejscu i potwierdza, że kobiety w polityce są często krytykowane za swój wygląd, podkreślając, że sama się z tym spotkała. "Powinniśmy pracować, by wzmocnić pozycję kobiet" - zaapelowała.

Całe zajście skomentował również rzecznik MSNBC. "To smutny dzień dla Ameryki, w którym jej prezydent poświęca czas na znęcanie się" - stwierdził. 

Wydaje się, że jedynie najbliższe otoczenie Trumpa, jak i on sam nie widzi w tych wypowiedziach nic złego. Sarah Huckabee Sanders, rzeczniczka prezydenta pytana o komentarz w tej sprawie, oświadczyła, że Amerykanie wiedzą, kogo wybrali. Dodała, że prezydent jest typem wojownika, i że był wielokrotnie personalnie atakowany. "Nikogo więc nie powinno dziwić, że się broni" - powiedziała.

Oburzenie, które szybko przemija


"Gdyby jakikolwiek inny prezydent w historii Stanów Zjednoczonych publicznie kpił z "krwawiącej twarzy" reporterki, zszokowałoby to opinię publiczną i wywołało powszechne oburzenie mediów i polityków. Jednak w przypadku Trumpa jego tweety szybko odejdą w niepamięć, przykryte wydarzeniami nachodzącego tygodnia" - pisze "The Huffington Post", sugerując, że seksistowskie zachowania uchodzą 45. prezydentowi USA na sucho.

Przykładów nie trzeba poszukiwać w odległej przeszłości. Na kilka tygodni przed wyborami "Washington Post" ujawnił taśmę z 2005, na której Trump mówił o tym, jak wykorzystując pozycję celebryty, molestuje seksualnie piękne kobiety, "bo ma do nich słabość". Choć taśma wywołała burzę medialną, ostatecznie i tak nie zaszkodziła Trumpowi w drodze po fotel prezydenta.

JK

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje