"Nasza Niwa" z opisem filmu o Łukaszence nie dotarła do kiosków

Do kiosków nie dotarł numer niezależnej białoruskiej gazety "Nasza Niwa", którego głównym tematem był film "Ojciec chrzestny" o prezydencie Alaksandrze Łukaszence. Dystrybutor, Biełsajuzdruk, twierdzi, że albo cały nakład zaginął, albo tak szybko się rozszedł.

Pokazany w miniony weekend przez rosyjską stację NTV dokument "Ojciec chrzestny" jest ostrą krytyką białoruskiego prezydenta. Łukaszenka został w nim zestawiony z Hitlerem; w filmie pojawiało się też oskarżenie, że podwładni prezydenta stali za zabójstwami politycznymi na Białorusi w minionych latach. Materiał opisuje również prywatne życie białoruskiego lidera.

Reklama

Władze zablokowały emisję filmu w białoruskiej wersji programu NTV. Pojawił się on jednak na stronie internetowej "Naszej Niwy", gdzie obejrzało go prawie 120 tys. internautów. Zdaniem redaktora naczelnego, to ten kontrowersyjny temat sprawił, że nakład ostatniego wydania nie dotarł do kiosków i w największych miastach Białorusi pojawił się w ilościach śladowych.

Na Białorusi monopol na dystrybucję prasy posiada państwowa firma Biełsajuzdruk. Wszystko wskazuje na to, że to ona nie przekazała numeru do sprzedaży, bo według relacji świadków gazeta opuściła drukarnie zgodnie z planem. Dziennikarze "Naszej Niwy" uzyskali z działu sprzedaży detalicznej Biełsajuzdruku potwierdzenie, że gazeta została przekazana do dystrybucji.

Szef kolportażu gazety Dźmitryj Sałoszkin powiedział w rozmowie z Biełsatem, że nakład zaginął w drodze między centralą Biełsajuzdruku i jego oddziałami regionalnymi. - Jednak z ich strony nikt nie wykazuje żadnego zaniepokojenia, że gazeta nie dotarła do kiosków - zauważył Sałoszkin. Podejrzewa on, że cały nakład mógł zostać wykupiony, co utrudnia gazecie możliwość dochodzenia swoich praw przed sądem.

Wicedyrektorka Biełsajuzdruku Tacjana Dzieduch w rozmowie z dziennikarzem Biełsatu wytłumaczyła zniknięcie tytułu z kiosków jego ogromną popularnością. - Nakład po prostu szybko się rozszedł i dlatego nie ma go w kioskach - powiedziała.

Jednak redaktor naczelny "Naszej Niwy" Andrej Skórko podejrzewa, że większość nakładu po prostu nie została przekazana do dystrybucji. - Świadczy o tym fakt, że w niektórych kioskach pojawiają się pojedyncze numery - wskazał. Jego zdaniem, sprawa ma polityczny charakter. - Dziwi mnie, że zablokowaniu dystrybucji gazety nie przeszkodziła nawet wizyta (w Mińsku) eurokomisarza (ds. rozszerzenia Sztefana Fuele) - powiedział Skórko.

Wskazał on, że jeżeli nakład nie został sprzedany, to będzie to oznaczać dużą stratę finansową dla redakcji. Jak dodał, gazeta skieruje sprawę do prokuratury po otrzymaniu wyjaśnień z Biełsajuzdruku.

"Nasza Niwa" i inna opozycyjna gazeta, "Narodna Wola" wróciły na Białorusi do kiosków dwa lata temu. Wcześniej, w 2005 roku - przed wyborami prezydenckimi - władze wstrzymały ich druk. Zgoda na ponowne wydawanie opozycyjnych gazet miała być gestem Mińska wobec Unii Europejskiej. W ciągu ostatnich dwóch lat nie zdarzył się przypadek zablokowania dystrybucji obu gazet.

Dowiedz się więcej na temat: zaginięcie | chrzestny | ojciec | gazety | Alaksandr Łukaszenka | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje