Niemcy mają problem z prawicowymi radykałami

Nowy szef Urzędu Ochrony Konstytucji (BfV) Thomas Haldenwang zapowiedział w wywiadzie dla "Sueddeutsche Zeitung" intensyfikację działań przeciw prawicowemu ekstremizmowi. Jego zdaniem zjawisko to przyjmuje w Niemczech nową jakość - czytamy w monachijskim dzienniku.

"Od pewnego czasu ekstremizm prawicowy cechuje nowa dynamika. Wydarzenia w Chemnitz pokazały to jak w soczewce" - powiedział Haldenwang odnosząc się do zamieszek z przełomu sierpnia i września w saksońskim mieście, po tym jak obywatel Niemiec został tam zamordowany przez migranta.

"Mobilizacja w tych środowiskach następuje według klarownego wzoru. Najpierw mieliśmy do czynienia z wydarzeniem katalizującym: morderstwem Niemca. Następnie została do tego dopisana historia. W tym przypadku, że mężczyzna bronił kobietę przed napaścią seksualną ze strony migrantów. Historia, która pasuje do obrazu świata prawicowych ekstremistów rozprzestrzenia się w internecie. Z całych Niemiec zjeżdżają się radykałowie. Różne organizacje współpracują ze sobą" - przekonuje szef BfV.

Kontrowersje wokół poprzednika

Reklama

Haldenwang ponad miesiąc temu zastąpił na stanowisku szefa BfV Hansa-Georga Maassena. Ten ostatni został odesłany w stan spoczynku po długich sporach w koalicji rządowej w konsekwencji kontrowersyjnych wypowiedzi na temat wydarzeń w Chemnitz. Zdaniem Maassena w mieście nie dochodziło do "polowań" na migrantów, jak podawały media głównego nurtu. Były już szef BfV uznał, że była to celowa dezinformacja rozpropagowana przez środowiska lewackie, żeby odwrócić uwagę od morderstwa Niemca.

Politycy partii Zielonych i Lewicy domagali się dymisji Maassena. Oskarżali też BfV o bagatelizowanie prawicowego ekstremizmu. W Chemnitz doszło do wielotysięcznych demonstracji w których oprócz zwykłych obywateli brali też udział neonaziści. W towarzyszących im starciach z radykalnie lewicowymi kontrmanifestantami rannych w sumie zostało kilkadziesiąt osób.

"Byłoby niesprawiedliwością twierdzenie, że Urząd Ochrony Konstytucji, kiedy na jego czele stał Maassen nie dość poważnie traktował problem prawicowego ekstremizmu. Ujawniliśmy wiele organizacji terrorystycznych z tego spektrum" - usprawiedliwia swojego poprzednika Haldenwang. "Chcę jednak jeszcze bardziej wzmocnić nasze działania na tym kierunku" - zapowiada.

Nowy szef BfV, który był wcześniej zastępcą Maassena zapowiada rozbudowanie wydziału zajmującego się prawicowym ekstremizmem o połowę. Obecnie pracuje w nim około 200 osób.

"Ze względu na zagrożenie jakie niesie islamski terroryzm w ostatnich latach kierowaliśmy największe środki właśnie tam. Opinia publiczna mogła mieć w związku z tym wrażenie, że za mało robimy w sprawie prawicowego ekstremizmu, co nie jest prawdą" - tłumaczy Haldenwang.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje