Niemcy wściekli. Biały Dom się tłumaczy

​ Relacje Niemiec i Stanów Zjednoczonych wystawione na poważną próbę.

Wiele wskazuje na to, że amerykańskie służby specjalne podsłuchiwały rozmowy telefoniczne kanclerz Angeli Merkel. Sprawa wywołuje w Niemczech ogromne emocje. 

Reklama

Szef urzędu kanclerskiego Ronald Pofalla mówił dziś, że jeśli zarzuty się potwierdzą będzie to incydent absolutnie nie do zaakceptowania.  

Przebywająca na szczycie w Brukseli kanclerz Merkel skomentowała sprawę słowami 

- Jesteśmy z Ameryką sojusznikami, ale sojusz musi opierać się na zaufaniu. Podsłuchiwanie przyjaciół - tak być nie może.  

Wcześniej do ministerstwa spraw zagranicznych w Berlinie wezwany został amerykański ambasador. 

Szef niemieckiej dyplomacji zażądał wyczerpującego wyjaśnień. Niemiecki rząd domaga się też podpisania z Waszyngtonem umowy, która zabraniałaby wzajemnego szpiegowania.  

Niemcy podejrzewają, że Amerykanie podsłuchiwali rozmowy prowadzone przez Angelę Merkel przez telefon komórkowy. Niemiecka kanclerz wczoraj rozmawiała już o tej sprawie z Barackiem Obamą. Rzecznik Białego Domu poinformował, że prezydent zapewnił, że Stany Zjednoczone nie inwigilują i nie będą inwigilować Angeli Merkel.  

Rzecznik nie odniósł się jednak do tego, co działo się przeszłości.  

Rewelacje na temat możliwej inwigilacji przez Amerykanów przywódczyni Niemiec to kolejny problem dla władz USA. Wcześniej, kryzys na linii Waszyngton - Paryż wywołały publikacje o podsłuchiwaniu przez Amerykanów rozmów telefonicznych Francuzów. 

Z powodu inwigilacji obcokrajowców przez USA wizytę w Białym Domu niedawno odwołała prezydent Brazylii.  

Wojciech Szymański/Berlin

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje