Reklama

Reklama

Oettinger: Dostałem list Ziobry, ale jeszcze go nie przeczytałem

​Komisarz UE ds. gospodarki i społeczeństwa cyfrowego Guenther Oettinger potwierdził w poniedziałek, że otrzymał list od ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, ale na razie się z nim nie zapoznał. Odpowiedź wyśle po środowej debacie KE na temat Polski.

- Nie mogłem przeczytać tego listu. (...) Przeczytam list wieczorem  - poinformował Oettinger na konferencji prasowej w Brukseli.

Reklama

Oettinger opowiedział się 3 stycznia na łamach "Frankfurter Allgemeine Sonntagszeitung" za objęciem Polski nadzorem Komisji Europejskiej. Jako powód podał m.in. zmiany w mediach. Komisarz zaznaczył, że podczas wyznaczonego na środę posiedzenia KE opowie się za takim rozwiązaniem.

W liście otwartym do Oettingera, przesłanym w sobotę, Ziobro napisał m.in., że w Niemczech jest powiedzenie "czyja władza - tego radio", która sprowadza się do zasady, że szefów publicznych mediów wyznaczają rządzący politycy. Minister sprawiedliwości zapewniał, że ustawa, nad którą pracuje polski rząd, przewiduje znacznie bardziej demokratyczne rozwiązania.

"Tydzień temu w wywiadzie dla "Frankfurter Allgemeinen Sonntagszeitung" skrytykował Pan działania wybranego demokratycznie polskiego parlamentu i rządu, które mają przywrócić obiektywizm i niezależność mediów publicznych w Polsce. Zażądał Pan, by postawić Polskę pod nadzorem. Tego rodzaju słowa, wypowiadane przez niemieckiego polityka, budzą wśród Polaków jak najgorsze skojarzenia. Także moje. Jestem wnukiem polskiego oficera, który w czasie II wojny światowej walczył w podziemnej Armii Krajowej z "niemieckim nadzorem" - napisał Ziobro.

Dodał, że nie ma w zwyczaju odpowiadać "na niemądre uwagi o Polsce wypowiadane przez zagranicznych polityków", ale do napisania listu sprowokowało go podejście niemieckich mediów do informacji o seksualnych atakach na kobiety, do których doszło w sylwestrową noc w niemieckich miastach.

Minister sprawiedliwości pytał też w swoim liście Oettingera m.in., czemu nie reagował, "kiedy w czerwcu 2014 roku agenci służb specjalnych wdarli się do redakcji jednego z największych tygodników w Polsce +Wprost+ i szarpali się z jego redaktorem naczelnym, żeby wydrzeć mu przenośny komputer z nagraniami kompromitującymi ówczesny rząd".

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje