Podsłuchiwano aż 17 dziennikarzy, są nowe fakty

Litewscy dziennikarze największej agencji informacyjnej w krajach bałtyckich BNS (Baltic News Service) wnieśli się w środę apelację od decyzji sądu, na mocy której założono podsłuch u 17 dziennikarzy.

Podsłuch został założony w związku ze śledztwem w sprawie opublikowania w październiku ubiegłego roku przez BNS fragmentów tajnego raportu litewskich służb specjalnych dotyczącego możliwych ataków informacyjnych Rosji na Litwę.

Reklama

BNS pisze w środę, że w zeszłym tygodniu została powiadomiona przez biuro prokuratora generalnego, iż w ramach śledztwa w sprawie wycieku raportu podsłuchiwane były rozmowy telefoniczne 17 byłych i obecnych pracowników tej agencji. Wydana została też zgoda na przeszukania w domu jednej z redaktorek BNS i objęcie jej inwigilacją.

Zdaniem BNS zakładanie podsłuchu u dziennikarzy "było działaniem nieproporcjonalnym i mogło spowodować ujawnienie poufnych źródeł informacji" Agencja twierdzi, że "bez należytego powodu została naruszona prywatność dziennikarzy".

W poniedziałek sąd wszczął sprawę karną w sprawie wycieku tajnego raportu i ujawnienia tajemnicy państwowej. Jedyną osobą podejrzaną w tej sprawie jest Daiva Ulbinaite, rzeczniczka prasowa prezydent Dalii Grybauskaite.

Ulbinaite, której grozi kara do trzech lat pozbawienia wolności, odpiera zarzuty i deklaruje, że liczy na szybką i obiektywną decyzję sądu. Na czas postępowania karnego Ulbinaite ustąpiła ze stanowiska.

W październiku ub.r. agencja BNS podała, że Rosja przygotowuje atak informacyjny na prezydent Grybauskaite. Litwa w drugim półroczu ub.r. przewodniczyła Radzie UE. Na listopad był zaplanowany szczyt Partnerstwa Wschodniego w Wilnie, podczas którego miała być podpisana umowa stowarzyszeniowa Ukrainy z UE. Ówczesny prezydent Ukrainy Wiktor Janukowycz zmienił jednak zdanie i nie zgodził się na podpisanie umowy.

Z Wilna Aleksandra Akińczo

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy