Reklama

Reklama

Potężna eksplozja w Bejrucie. Rośnie bilans ofiar i rannych

W wyniku eksplozji, do której doszło we wtorek (4 sierpnia) w Bejrucie, zginęło co najmniej sto osób - poinformował w środę (5 sierpnia) libański oddział Czerwonego Krzyża. Liczbę osób, które doznały obrażeń, oceniono na co najmniej 4 tys. Szpitale w libańskiej stolicy są przepełnione. Media piszą o "apokaliptycznych zniszczeniach". Jako przyczynę podaje się pożar niebezpiecznych chemikaliów składowanych w porcie.

Według bilansu podanego w nocy z wtorku na środę przez telewizję Al-Dżazira, powołującą się na libańskie ministerstwo zdrowia, zginęło co najmniej 78 osób. Z kolei w środę rano libański oddział Czerwonego Krzyża poinformował o co najmniej stu zabitych. 

Reklama

Liczbę rannych ocenia się na ponad 4 tys. Port i budynki w jego otoczeniu zostały poważnie zniszczone.

Wybuch było słychać na Cyprze

Wybuch był tak silny, że było go słychać na Cyprze - wyspie odległej od Bejrutu o 240 km.

Eksplozja uszkodziła stojący w porcie okręt ONZ, są ranni wśród żołnierzy sił pokojowych, którzy przebywali na jego pokładzie. Według lokalnych mediów wśród rannych są też pracownicy ambasady Niemiec w Libanie. 

Przepełnione szpitale

Szpitale w libańskiej stolicy są przepełnione. 

Sekretarz generalny Libańskiego Czerwonego Krzyża George Kettaneh powiedział w rozmowie telefonicznej z telewizją LBCI, że jego organizacja koordynuje wraz z ministerstwem zdrowia akcję przewożenia zwłok ze szpitali do miejskich kostnic, ponieważ te funkcjonujące w szpitalach są przepełnione. 

"To, z czym mamy do czynienia, jest katastrofą bez precedensu" - podkreślił.

Kettaneh wyraził opinię, że pod zwałami gruzów ze zniszczonych budynków mogą być kolejne ofiary śmiertelne. "Nasze ekipy kontynuują akcję ratunkową, przeszukując cały dotknięty skutkami wybuchu obszar" - wyjaśnił. Dodał, że we wtorek doszło w sumie do dwóch wybuchów.

Władze: Przyczyną tragedii wybuch saletry amonowej

Jako przyczynę tragedii władze libańskie podają wybuch składowanych w porcie 2 750 ton saletry amonowej (azotanu amonu) wcześniej skonfiskowanej przez władze. Do wybuchu miało dojść podczas spawania otworu w magazynie, co miało zapobiec kradzieży.

Prezydent Libanu Michal Aoun napisał na Twitterze, że "jest nie do przyjęcia" aby 2 750 ton saletry amonowej było przechowywanych w portowym magazynie przez sześć lat bez żadnych środków zabezpieczających. Aoun zapowiedział, że osoby odpowiedzialne za tragedię "poniosą najsurowszą karę".

Apokaliptyczne obrazy

"Miasto z trudem dochodzi do siebie po eksplozji" - pisze Associated Press. Korespondent tej agencji donosi, że znad składów w porcie wciąż unosi się dym. Zlokalizowane tam ogromne silosy zbożowe są uszkodzone. 

Wiele budynków w najbliższej okolicy zostało kompletnie zniszczonych, a na ulicach piętrzą się stosy gruzu i papierów z pobliskich biur. "Jest też wiele uszkodzonych samochodów, które blokują przejazd" - pisze.

Korespondent AFP relacjonuje, że kontenery w porcie wyglądają jak zmiażdżone puszki po konserwach. Wojsko ewakuowało ludność z terenu dotkniętego wybuchem. Według amerykańskich służb geologicznych wybuch wywołał wstrząsy porównywalne do trzęsienia ziemi o magnitudzie 3,3.

Była to najsilniejsza eksplozja, z jaką zetknęli się mieszkańcy miasta od lat, mimo że wielu z nich pamięta jeszcze wojnę domową w Libanie z lat 1975-1990 i konflikt z Izraelem, a także zdarzające się ataki bombowe w Bejrucie - zauważa AP.

Jak wybuch bomby atomowej

W Bejrucie ogłoszono stan klęski żywiołowej. "Apokalipsa" - takim nagłówkiem opatrzył doniesienia o katastrofie "L'Orient", francuskojęzyczny dziennik wychodzący w Libanie. Arabskojęzyczny "Al-Akbar" zamieścił na pierwszej stronie zdjęcie zrujnowanego portu z podpisem "Wielka zapaść". 

W komentarzach medialnych pojawiły się porównania do wybuchu bomby atomowej. Libańskie media przywołują w tym kontekście obraz pomarańczowego dymu w formie grzyba, jaki roztaczał się nad portem po wybuchu.

"To był widok jak w filmie grozy" - powiedział w rozmowie z korespondentem AP mieszkaniec Bejrutu Marwan Ramadan, który w chwili wybuchu znajdował się pół kilometra od składów portowych, a mimo to fala uderzeniowa powaliła go na kolana. Pożar, jaki rozszerzył się po wybuchu na sąsiednie budynki, doszczętnie zdewastował setki domów.

Pomoc z Francji

Francja wysyła w środę dwa samoloty z pomocą dla Libanu. Według rzecznika obrony cywilnej w tej "skomplikowanej logistycznie" operacji weźmie w pierwszym rzędzie udział 55 wojskowych specjalistów od katastrof oraz lekarze i pielęgniarki.

Wśród 55 wojskowych ratowników, którzy w środę odlatują do Bejrutu, będzie pięciu specjalistów od "zagrożeń technologicznych" - sprecyzował rzecznik. Do Libanu Francja wysyła również dziewięciu strażaków morskich z Marsylii. Wraz z ratownikami do Libanu leci "kilkadziesiąt ton sprzętu".

Jak stwierdził Bernier, francuskie ekipy czeka na miejscu "mrówcza robota". Pracować będą według "klasycznego schematu poszukiwania i pomocy", zbliżonego do obowiązującego po trzęsieniach ziemi. Bernier zwrócił jednak uwagę na dodatkowe, z powodu pożarów, komplikacje związane z poszukiwaniem osób pod gruzami. "Swąd spalenizny myli psy wytresowane do poszukiwania zasypanych" - tłumaczył.

Żałoba narodowa

Premier Hassan Diab ogłosił środę dniem żałoby narodowej. Obiecał przy tym, że kierownictwo składów odpowie za skrajną nieodpowiedzialność, jaką się wykazało, przechowując przez lata ogromne ilości saletry bez właściwego zabezpieczenia,.

W komentarzach lokalnych mediów dominuje nastrój ogromnego zatroskania. Dziennikarze przypominają, że już przed wybuchem Liban znajdował się na skraju zapaści ekonomicznej, a krajem wstrząsały od miesięcy gwałtowne wybuchy niezadowolenia społecznego. 

Teraz do trudności ekonomicznych dołączyły się skutki katastrofy w Bejrucie - zauważa w komentarzu AP.

Obawy o skażenie przechowywanego zboża

Komentatorzy alarmują też, że zniszczenia w porcie, przez który przechodziło wiekszość dostaw, stawiają pod znakiem zapytania aprowizację i zapewnienie odpowiedniej ilości leków oraz żywności w Bejrucie. Liban sprowadza rocznie ok. 80 proc. tych towarów z zagranicy.

Zwraca się też uwagę na fakt, że elewatory zbożowe, ktore znajdują się w gestii libańskiego ministerstwa i handlu, zostały uszkodzone, a całe przechowywane w nich zboże uległo skażeniu. 

Ocenia się, że 85 proc. całych libańskich zasobów zboża jest przechowywanych właśnie w Bejrucie. Korespondenci AP, którzy fotografowali cały obszar objęty skutkami katastrofy za pomocą dronów, twierdzą, że skutki zniszczenia elewatorów, niedawno zresztą oddanych do użytku, są bardzo poważne.

Libańska agencja prasowa NNA cytuje ministra gospodarki i handlu Raoula Nehmego, który zapewnił, kraj ma wystarczające zapasy zboża. Eksperci argumentują jednak, że minister miał na myśli doraźne zapotrzebowanie, a nie strategiczne zapasy.

Nawarstwiają się problemy

Obawy budzi też bezpieczeństwo niewielkiego Libanu, który od 2011 r., gdy zaczęła się wojna domowa w Syrii, przyjął ponad milion syryjskich uchodźców - zauważa Reuters.

Z całego świata do Bejrutu napływają słowa solidarności i propozycje wsparcia, które - jak podkreślają media w Libanie - zaoferował nawet Izrael.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje