Prawdopodobnie zaśnięcie kierowcy przyczyną wypadku w Rumunii

Zaśnięcie kierowcy mogło być przyczyną wypadku, do którego doszło dzisiaj ok. godz. szóstej rano w środkowej Rumunii, w pobliżu miasta Deva i w którym śmierć poniosło pięć osób - czworo dzieci i kierowca, a 29 zostało rannych. Specjalna grupa przedstawicieli rządu wraz z psychologiem i lekarzem udała się rządowym samolotem na miejsce wypadku. Jeszcze dziś samolot Jak-40 z dziećmi, które nie ucierpiały w wypadku autokaru w Rumunii, wróci do kraju i wyląduje w Warszawie około północy. Do Warszawy wróci grupa ok. 25-ciorga dzieci. Samolot ma wystartować z lotniska w Klużu o godz. 22. Lot trwa ok. 2 godzin. Dzieci, których rodzice nie dotrą dziś do Warszawy, zostaną zakwaterowane w jednym ze stołecznych hoteli. Zostanie im zapewniona pomoc psychologiczna, jeśli będzie taka konieczność.

- To była masakra - przyznał polski konsul w Bukareszcie Marian Boris Sekała, przybyły na miejsce wypadku. Autokar stoczył się ze zbocza drogi i uderzył w drzewo. Pojazd wiózł 47-osobową grupę dzieci na kolonię do Sarafowa koło Burgas w Bułgarii. Organizatorem wyjazdu było Biuro Turystyczne "Gama" ze Skierniewic. Szpital w Devie udzielił także schronienia osobom nieposzkodowanym w wypadku, zapewniając im m.in. odrębne pomieszczenie i napoje.

Reklama

Przyczyny wypadku

Według informacji rumuńskiej policji, kierowcy autobusu zmienili się na granicy węgiersko-rumuńskiej, a wypadek nastąpił po dwóch godzinach od zamiany.

Policjanci podają, że autobus z dziećmi wjechał na lewy pas ruchu. Z naprzeciwka nadjeżdżał TIR, który zaczął trąbić, wtedy autobus gwałtownie skręcił w prawo i z powodu dużej prędkości wpadł na pobocze, ściął trzy drzewa i zatrzymał się na czwartym.

Do wypadku doszło w odległości 45 kilometrów od miasta wojewódzkiego Deva, odległego o około 400 kilometrów od Bukaresztu. Na miejscu zginęły cztery osoby, piąta zmarła w drodze do szpitala. Przedstawiciel szpitala miejskiego w Devie odmówił potwierdzenia informacji na temat ofiar śmiertelnych wypadku. Powiedział, iż ranni są obecnie poddawani koniecznym zabiegom, a lżej poszkodowani - opatrywani. Czworo spośród wciąż 15 hospitalizowanych jest w stanie ciężkim. Pozostali pasażerowie autokaru, którzy nie zostali poważniej poszkodowani, zostaną umieszczeni już w najbliższym czasie w szkole sportowej w Devie, gdzie miejscowe władze zapewniły ofiarom wypadku zarówno nocleg, jak i wyżywienie.

- Ośmioro dzieci i jedna osoba dorosła, których życiu nie zagraża niebezpieczeństwo, znajdują się w szpitalu w Devie. Troje dzieci w stanie ciężkim znajduje się w szpitalu w Timisoarze, a jedno w Targu Mures - powiedziała attache prasowy polskiej ambasady w Bukareszcie, Monika Wysocka.

Ambasada polska odmówiła podania informacji dotyczących tożsamości dzieci i skąd one pochodziły. Zaznaczono jednak, że "rodziny dzieci są informowane na bieżąco".

W Devie, gdzie w miejscowym liceum przebywają dzieci, które nie ucierpiały w wypadku, miejscowe władze i policja udzielają im wszelkiej pomocy. Dzieciaki mają dobrą opiekę, zjadły obiad i dostały kolację.

Akcja ratunkowa

Akcja ratunkowa trwała wiele godzin i była bardzo trudna - poinformowano w konsulacie RP. W akcji ratunkowej uczestniczyło 14 ambulansów i śmigłowce, którymi przewożono najciężej rannych do okolicznych szpitali. Władysława Pająk, jedna z pasażerek, powiedziała RMF, że w autobusie było 3 kierowców i prawdopodobnie pół godziny przed wypadkiem kierowca się zmienił. Posłuchaj:

Polski konsul powiedział RMF, że na razie nie wiadomo, kto jest ranny i jaki jest stan tych osób. Informacji o wypadku udziela Wydział Konsularny polskiej ambasady w Bukareszcie pod numerem telefonu: 00-4021-230-27-35.

- Skierowania na te kolonie sprzedawane były na terenie całego kraju, a pasażerowie zabierani byli przez autokar na trasie Warszawa-Lublin-Kraków - poinformowano w Biurze Turystycznym "Gama" ze Skierniewic, które było organizatorem wypoczynku. Ostatnim przystankiem był Kraków.

Jak dowiedział się dziennikarz PAP w Biurze Turystycznym "Gama", dzieci jechały autokarem marki mercedes 303. - Był to drugi autokar podstawiony przez organizatora. Rodzice zakwestionowali stan techniczny pierwszego autokaru. Z tego powodu dzieci spędziły noc z piątku na sobotę w Krakowie, gdzie było główne miejsce zbiórki. W podróż wyruszyły wczoraj przed południem - powiedziała pracownica biura, która nie chciała podać swego nazwiska.

Informacje o osobach podróżujących autokarem do Burgas można uzyskać w skierniewickim biurze podróży pod numerami: 0(prefix)46 832 11 04 i 0(prefix)46 832 30 89.

Pol: przedstawiciele rządu, psycholog i lekarz lecą do Rumunii

Specjalna grupa przedstawicieli rządu wraz z psychologiem i lekarzem ok. godz. 17.00 wyruszy dzisiaj specjalnym samolotem do Rumunii - zapowiedział na konferencji prasowej wicepremier Marek Pol. Nie wykluczone, że jeszcze dzisiaj do Polski wróci młodzież, która nie ucierpiała w wypadku.

Jak wyjaśnił wicepremier i minister infrastruktury, delegacja zajmie się zbadaniem sytuacji, ustali zakres koniecznej pomocy i oceni stan udzielonej pomocy ofiarom wypadku. Pol powiedział też, że jest przygotowany samolot sanitarny (zapewniony przez ubezpieczyciela firmy organizującej wyjazd dzieci), który zabierze do Polski tych poszkodowanych, których stan zdrowia na to pozwoli.

- To już nie może być przypadek - ocenił wicepremier nawiązując do czarnej serii wypadków autokarowych, jakie zdarzyły się w ciągu ostatnich dni. - Coś źle funkcjonuje w systemie pracy kierowców i firm transportowych - zaznaczył. Zapowiedział przedstawienie we wtorek Radzie Ministrów pakietu działań specjalnych, mających na celu zakończenie pasma wypadków autobusowych. Mają się w nim znaleźć m.in. natychmiastowe cofnięcie licencji dla wszystkich, którzy naruszyli zasady pracy kierowców.

Delegacja rządowa prawdopodobnie zostanie w Rumunii

Delegacja rządowa prawdopodobnie zostanie w Rumunii, natomiast samolotem rządowym powrócą do Polski dzieci, które nie zostały poszkodowane w wypadku autokaru - powiedział wiceminister infrastruktury Stanisław Muszyński.

Na pokładzie, oprócz niego, znajdą się: ekspert ruchu drogowego z policji i psycholog z Komendy Głównej Policji oraz lekarz i pielęgniarz Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

- My prawdopodobnie zostaniemy, a postaramy się, by dzieci, które są zdrowe, mogły wrócić do Polski - powiedział Muszyński.

Lekarz i pielęgniarz zabiorą ze sobą torbę zawierającą leki będące w standardowym wyposażeniu śmigłowca ratunkowego. - Z tego, co wiemy, rumuńskie służby medyczne działają sprawnie - powiedział Muszyński.

Czarna seria wypadków polskich autobusów na zagranicznych trasach

28 czerwca. 13 osób zostało rannych w wypadku dwóch polskich autokarów wycieczkowych w Austrii, które zderzyły się z ciężarówką. Na szczęście większość poszkodowanych odniosła tylko lekkie obrażenia.

Do najtragiczniejszego wypadku doszło 1 lipca na Węgrzech, gdzie zginęło 19 osób, a 32 zostały ranne. Trzy dni później na autostradzie w Austrii rozbił się kolejny autokar z Polski. Zginęły dwie osoby, a 10 zostało rannych.

4 lipca polski autokar uległ wypadkowi w Górnej Austrii. Zginęły dwie osoby, a pięć zostało poważnie rannych. Autokarem na wycieczkę do Włoch i San Marino jechało 30 osób, w tym dwóch kierowców i pilot.

9 lipca polski autokar spłonął na autostradzie koło Belgradu w Jugosławii. Na szczęście tym razem nie było ofiar.

Już po dwóch tragediach z początku zeszłego tygodnia ministerstwo infrastruktury i policja zarządziły szczegółowe kontrole stanu technicznego autobusów.

Dowiedz się więcej na temat: wypadek | rodzice | kierowca | RMF | delegacja | lekarz | konsul | infrastruktura | wicepremier | samolot | autokar | kierowcy

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje