Reklama

Reklama

Protesty na Białorusi. Swiatłana Cichanouska apeluje o międzynarodowe sankcje

Swiatłana Cichanouska wezwała we wtorek (8 września) władze w Mińsku do uwolnienia Maryi Kalesnikawej. Współpracowniczka Cichanouskiej w poniedziałek została zatrzymana przez niezidentyfikowanych ludzi i nie wiadomo, gdzie przebywa. Liderka opozycji zaapelowała też o nałożenie międzynarodowych sankcji na osoby odpowiedzialne za aresztowania na Białorusi.

Według Cichanouskiej Kalasnikawa obawiała się aresztowania, ale nie przypuszczała, że będzie to miało miejsce w środku dnia, na ulicy. Cichanouska przyznała, że wiadomość o tym była dla niej szokująca, w związku z tym wzywa społeczność międzynarodową do wywarcia większej presji na prezydenta Białorusi Alaksandra Łukaszenkę.

Reklama

- Pierwszym krokiem powinny być sankcje wobec niektórych osób, aby pokazać że społeczność międzynarodowa chce pomóc Białorusinom. Może w przyszłości będziemy potrzebować więcej pomocy, jeśli władze nie zdecydują się na dialog - powiedziała była opozycyjna kandydatka, która w sierpniowych wyborach prezydenckich stanęła przeciwko Łukaszenkce.

- Mam nadzieję, że (Kalasnikawa) wkrótce wyjdzie na wolność, bo gdyby bez powodu została wsadzona do więzienia, byłby to jeszcze jeden błąd ze strony naszych władz. To jeszcze bardziej rozzłościłoby naszych ludzi. To nie jest normalne, że takie rzeczy dzieją się w Europie w XXI wieku - zaznaczyła.

Zatrzymanie w centrum Mińska

Należąca do prezydium powołanej przez opozycję Rady Koordynacyjnej Kalesnikawa została zatrzymana w poniedziałek rano w centrum Mińska. Z relacji białoruskich mediów wynika, że osoby, które dokonały zatrzymania, nie nosiły mundurów żadnej z formacji struktur siłowych. Wieczorem w poniedziałek krewni Kalesnikawej zgłosili na milicję jej zaginięcie.

Cichanouska podkreśliła także, iż nowe wybory na Białorusi powinny odbyć się przed uchwaleniem nowej konstytucji, a nie później. - Rozumiemy, że nową konstytucję trzeba napisać, ale dopiero po nowych wyborach, a nie teraz - powiedziała podczas wspólnej konferencji prasowej z premier Norwegii Erną Solberg w rezydencji ambasadora Norwegii w Wilnie.

- Chcę podziękować wszystkim krajom, które rozumieją nasze zamierzenia, wspierają nasz naród w tej trudnej walce i nie milczą. Chcemy być szczęśliwi w swoim kraju, nie chcemy wojen. To, co dzieje się na Białorusi, jest sprawą całkowicie wewnętrzną i chcemy, aby wszystkie kraje szanowały naszą suwerenność, ale potrzebujemy waszej uwagi - oświadczyła Cichanouska. - Módlcie się za nas, bądźcie z nami, wspierajcie nas w walce o wolność - dodała. 

Premier Norwegii życzyła liderce białoruskiej opozycji wytrwałości w dążeniu do nowych wyborów i zapewniła, że Norwegia jest gotowa dołączyć do sankcji UE wobec reżimu w Mińsku. Zaznaczyła też, że możliwe wsparcie białoruskiej opozycji nie może przerodzić się w konflikt między Wschodem a Zachodem. - O procesach (zachodzących na Białorusi) muszą decydować sami Białorusini, by nie dawać pretekstu do oskarżeń, iż protesty są inicjowane przez Europę - podkreśliła Solberg.

Kalesnikawa podarła swój poszport

Białoruskie władze chciały przymusowo wywieźć Kalesnikawą z kraju. Kobieta zrobiła jednak wszystko, co była w stanie, by pozostać na Białorusi.   

- Zatrzymano nas w poniedziałek przed południem, ok. godz. 23 zawieziono nas w stronę granicy z Ukrainy - poinformował Iwan Kraucou, sekretarz wykonawczy Rady, który od wtorku jest na Ukrainie. Zaznaczył, że opozycjoniści nie chcieli opuszczać kraju.

Radniankou, który jest rzecznikiem Rady Koordynacyjnej, zaznaczył, że na granicy siłą przyprowadzono do nich Maryję Kalesnikawą. Stawiała opór. Wsadzili ją na siłę do samochodu, krzyczała, że nigdzie nie pojedzie. W pojeździe podarła swój paszport na wiele kawałków, wyrzuciła je przez okno. Następnie otworzyła okno, wyszła przez okno tylnych drzwi i poszła w stronę białoruskiej granicy - relacjonował Radniankou.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy