Reklama

Reklama

Rezygnacja dalajlamy nie zaskoczyła Tybetańczyków

Zapowiedź rezygnacji z władzy politycznej, piastowanej razem z religijną, ogłoszona przez Dalajlamę XIV, który korzysta od 1959 roku z azylu w Indiach, nie zaskoczyła Tybetańczyków w chińskim regionie autonomicznym Tybetu.

Według depesz agencyjnych z Pekinu, może ona pomóc w przełamaniu głębokiego impasu w toczących się rozmowach między tybetańskim rządem na uchodźstwie w Dharamśali w Indiach a władzami chińskimi.

Reklama

- Dalajlama od dłuższego czasu zapowiadał wycofanie się z życia politycznego - powiedziała przez telefon agencji EFE poetka i pisarka, Tsering Woeser, wywodząca się z chińsko-tybetańskiej rodziny.

Urodzona w 1966 r poetka, prześladowana przez władze w Pekinie z powodu jej sympatii dla tybetańskiego przywódcy religijnego i politycznego, zapewnia, że dalajlama nigdy nie wyrzeknie się swej roli buddyjskiego przywódcy.

Chociaż łączenie przywództwa politycznego i religijnego jest w Tybecie tradycją, która liczy sobie ponad pół tysiąca lat, zapowiedź dalajlamy, który przez ponad 60 lat przewodził buddyzmowi i walce o wolność Tybetu, może oznaczać koniec teokracji - twierdzi Tsering Woester.

Ze swej strony ugrupowania broniące niepodległości Tybetu wyraziły poparcie dla procesu politycznego otwartego przez dalajlamę. Podkreślają one jednocześnie rolę, jaką odgrywa on wśród swego ludu.

- Nikt nie może kwestionować znaczenia dalajlamy jako naturalnego przywódcy narodu tybetańskiego - podkreśliła Tsering Champa, kierująca w Europie Międzynarodową Kampanią na rzecz Tybetu. Przypomniała jednocześnie w ogłoszonym dziś komunikacie, że już w latach 60. ubiegłego stulecia wyraził on pragnienie, aby Tybetańczycy "wybrali demokratycznie" swego przywódcę.

- Zobaczymy teraz, jak parlament tybetański na wychodźstwie odpowie na ten znaczący krok w kierunku ustanowienia demokracji w łonie narodu tybetańskiego - dodała Tsering Champa.

Dalajlama jest uznany za wcielenie poprzedniego dalajlamy i skupia w swej osobie władzę polityczną i religijną.

Przywódca buddystów musiał szukać w 1959 roku schronienia w Indiach, uciekając przed chińską okupacją Tybetu, i od tego czasu przygotowywał działalnością swoją i emigracyjnego rządu tybetańskiego na uchodźstwie powrót do sprawowania władzy w Himalajach.

W ostatnich miesiącach dalajlama, uhonorowany Pokojową Nagrodą Nobla w 1989 roku, z naciskiem głosił ze swej rezydencji w mieście Dharamśala, że jego następca powinien narodzić się i odebrać wykształcenie religijne w warunkach wolności, poza terytorium Chin.

Oświadczenie, że zamierza zrezygnować ze swej władzy politycznej dalajlama złożył w kilka dni po ogłoszeniu przez władze chińskie nowego zakazu odbywania podróży turystycznych do autonomicznego regionu Tybetu.

Odkąd w 2008 roku doszło tam do gwałtownych protestów rdzennych Tybetańczyków przeciwko polityce chińskich władz, zakazały one zagranicznym dziennikarzom wstępu na to terytorium.

W starciach między Tybetańczykami a chińskimi osadnikami, do których doszło w związku z manifestacjami dla uczczenia stłumionego powstania tybetańskiego z 1959 roku, zginęło kilkanaście osób cywilnych.

Chiński rząd uznał, że ogłoszenie przez Dalajlamę XIV rezygnacji z roli politycznej to podstęp mający zmylić społeczność międzynarodową. Nie wypowiada się jednak w sprawie negocjacji, jakie rząd tybetański na wychodźstwie prowadzi z Komunistyczną Partią Chin.

Dotąd między obu stronami istniały "głębokie rozbieżności", jak to określił jeden z oficjalnych przedstawicieli chińskich, który jednocześnie oświadczył, że warunkiem wszelkiego postępu w rozmowach jest "dymisja" dalajlamy.

Jak podkreśla agencja Reutera, zrzeczenie się władzy politycznej przez dalajlamę może ułatwić mu przyszłe podróże i kontakty z zachodnimi przywódcami. Często unikali oni bowiem spotkań z nim w obawie, by nie zaszkodzić stosunkom dyplomatycznych i handlowym z Pekinem.

Dowiedz się więcej na temat: zaskoczenie | dalajlama | Nie

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje