RMF: Polacy wśród uwięzionych w Indonezji

Co najmniej czworo Polaków jest uwięzionych na indonezyjskiej wyspie Lombok po potężnym trzęsieniu ziemi. Zginęło tam 91 osób, a tysiące zostało ewakuowanych. Polskiej rodzinie nic się nie stało, ale przez najbliższe 48 godzin nie mają szans na opuszczenie tego niebezpiecznego miejsca. Twierdzą, że nie dostali żadnej informacji ze strony polskiego ministerstwa spraw zagranicznych. Mimo tego, że zarejestrowali się w specjalnym serwisie Odyseusz - informuje donosi RMF FM.

Pani Sandra i jej bliscy na wyspie pozostaną najprawdopodobniej do środy. Opuszczenie Lombok nie jest możliwe, ponieważ brakuje miejsc w samolotach, które odlatują z wyspy. 

Reklama

Tysiące turystów próbują jak najszybciej opuścić to miejsce. Pani Sandra wraz z rodziną ma bilet dopiero na środę. Z Lombok polecą na Jawę, stamtąd dopiero będą wracali do Europy. 

"Była wielka panika, wielka obawa, że nadciąga tsunami. Była totalna dezorientacja. Łapaliśmy tylko najpotrzebniejsze rzeczy, weszliśmy na najwyższy punkt w miejscu, w którym byliśmy" - relacjonowała pani Sandra.

Teraz polscy turyści najbliższe dwa dni zamierzają spędzić przed lotniskiem w Lombok. Jak mówią - choć bardzo zestresowani - to czują się tam bezpieczniej, bo są na otwartej przestrzeni.

Polscy turyści zdani sami na siebie

MSZ stworzył specjalny program, który ma ostrzegać w przypadku nadzwyczajnych sytuacji - Odyseusz. Na stronie ministerstwa czytamy, że za pośrednictwem programu resort będzie mógł wysyłać ostrzeżenia i udzielać niezbędnych informacji Polakom przebywającym za granicą, którzy znajdują się w zagrożonych miejscach. Do rejestracji zachęca nawet hasło - "te kilka minut może uratować Twoje życie".

By mieć informacje o ewentualnych zagrożeniach pani Sandra przed wylotem do Indonezji zarejestrowała się w Odyseuszu. Jednak, jak twierdzi, po potężnym trzęsieniu ziemi system nie zadział, bo rodzina z Polski nie dostała jakiejkolwiek informacji.

- Pomimo rejestracji w tym programie nie było żadnej reakcji. Byliśmy zdani na siebie - powiedziała pani Sandra reporterowi RMF FM Patrykowi Michalskiemu   

Pomyślną rejestrację potwierdził mail, który widział reporter RMF FM. 

O tę sprawę dziennikarz zapytał MSZ. Resort odpowiedział, że turyści przebywający na wyspie oraz ich bliscy kontaktują się z polskim konsulem, a ten przekazuje im informacje na temat dalszego postępowania. Być może chodzi o inne osoby - bo pani Sandra - z rodziną twierdzi, że takiej pomocy nie otrzymała.  

Dziesiątki ofiar

Co najmniej 91 osób zginęło w silnym trzęsieniu ziemi, które w niedzielę nawiedziło indonezyjską wyspę Lombok. Taką informację podała krajowa agencja ds. usuwania skutków katastrof (BNPB). Jak dodano, bilans ofiar może jeszcze wzrosnąć.

Poprzednio informowano, że w trzęsieniu życie straciły co najmniej 82 osoby.

BNPB zastrzegła, że ostateczna liczba zabitych może okazać się większa, w miarę napływania kolejnych informacji z terenów, zwłaszcza na północy wyspy, gdzie z powodu wstrząsów wiele budynków zawaliło się lub zostało mocno uszkodzonych.

Około 1000 zagranicznych i indonezyjskich turystów ewakuowano łodziami z trzech niewielkich wysp Gili położonych u północno-zachodnich wybrzeży Lombok - poinformował rzecznik BNPB Nugroho na Twitterze. Opublikował nagranie wideo pokazujące setki ludzi stłoczonych na plaży na jednej z tych wysp i oczekujących na łódź.

Ognisko wstrząsów sejsmicznych znajdowało się na południowy wschód od miejscowości Loloan na wyspie Lombok, na głębokości 15 km, a według amerykańskich specjalistów - płycej, na głębokości 10,5 km. Władze wycofały początkowe ostrzeżenie przed tsunami.
Przed tygodniem na znanej z pięknych plaż i gór Lombok zginęło wskutek trzęsienia ziemi 17 osób, a rannych zostało ponad 350.

Indonezja, będąca największym archipelagiem na świecie, położona jest w tzw. pacyficznym pierścieniu ognia, charakteryzującym się dużą aktywnością sejsmiczną. 

Patryk Michalski

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje