Reklama

Reklama

Rodzeństwo spotka się po 70 latach rozłąki spowodowanej wojną koreańską

Ahn Yoon-Joon nie ma żadnych wspólnych zdjęć ze swoim rodzeństwem. Tylko wspomnienia. Kiedy miał 18 lat, aby uniknąć mobilizacji do północnokoreańskiego wojska, postanowił uciec daleko. Nawet nie pożegnał się z bliskimi. Teraz ma 85 lat i mieszka w Seulu, stolicy Korei Południowej.

Przez blisko 70 lat nie widział nikogo ze swojej bliskiej rodziny. Teraz mówi, że gdyby ktoś z nich zadzwonił do niego, w pierwszej kolejności by przeprosił.

Reklama

- Prosiłbym młodsze siostry o wybaczenie. Zostawiłem je w natłoku obowiązków - wspomina Koreańczyk. 

- Moje serce pęka. Porzuciłem je - dodaje.

Od 1980 roku na półwyspie Koreańskim realizowany jest specjalny program, dzięki któremu rozłączone wojną rodziny mogą się spotkać. Ponad 130 tys. osób złożyło wnioski, ale tylko 4 tys. rodzin udało się spotkać. Niektórzy zmarli nie doczekawszy tej chwili. 

Ahn Yoon-Joon również wziął udział w programie. Teraz, po prawie 70 latach rozłąki, będzie mógł w końcu zobaczyć swoich bliskich.

- Słowa nie mogą wyrazić tego, jak się cieszę. Czuję się, jakbym spotykał ludzi, którzy powstali z martwych - wyznaje. Ahn Yoon-Joon otrzymał wcześniej list od Czerwonego Krzyża, w którym znalazły się informacje o jego bliskich.

Jego braci nigdy nie odnaleziono. Najmłodsza siostra zmarła 35 lat temu. Ale mężczyzna będzie miał możliwość spotkać dwie inne siostry. Przygotował już dla nich prezenty. Ale co najważniejsze, jak mówi, przy pożegnaniu będzie mógł im powiedzieć "do widzenia". Tym razem nie odejdzie bez słowa.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy