Rosja: Deputowani Rady Federacji oskarżają teatr o propagandę

​W rosyjskiej Radzie Federacji - wyższej izbie parlamentu - dwoje deputowanych oskarżyło słynny moskiewski Teatr na Tagance o propagandę amoralności w spektaklach i o brak patriotyzmu. Dyrektor teatru Władimir Flejszer wytknął deputowanym mijanie się z faktami.

Powodem, dla którego Rada Federacji zajęła się w poniedziałek działalnością teatru, był list teatralnego związku zawodowego. Jego sygnatariusze napisali, że "przez ostatnie lata w Moskwie trwa kolonizacja kultury rosyjskiej poprzez wprowadzanie do teatrów zachodnich modeli ideologicznych". Wyrazili też obawę, że Teatr na Tagance przetworzy się "w ostoję liberałów z białymi wstążkami", noszonymi przez przeciwników powrotu na Kreml Władimira Putina. Kopię listu skierowano do szefa państwa.

Głos w sprawie moskiewskiej sceny zabrał w Radzie Federacji deputowany Oleg Pantelejew. Ocenił, że w spektaklach "propagowana jest przemoc, homoseksualizm, pedofilia i samobójstwo". Według niego 15 marca na Tagance pokazano "festiwal dokumentalny 'Majdan', na który przyszli młodzi ludzie z opaskami Prawego Sektora", skrajnie nacjonalistycznej organizacji ukraińskiej.

Reklama

Pantelejew zarzucił dyrektorowi teatru, że zamówił u dziennikarza Dmitrija Bykowa sztukę "Szeremietiewo 3" - "satyrę na organy bezpieczeństwa Federacji Rosyjskiej". 23 kwietnia - kontynuował Pantelejew - gdy teatr obchodzi 50-lecie, odbędzie się w nim benefis znanego muzyka rockowego Jurija Szewczuka. Jest on znanym krytykiem Putina. Zaś na 9 maja, w Dzień Zwycięstwa, zaplanowano premierę sztuki "Sny o wojnie", która według deputowanego w sposób obraźliwy traktuje kombatantów Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

- Nadszedł czas, by wpłynąć na sytuację w naszym ulubionym teatrze (...), zatrzymać proces jego niszczenia, bronić wielkich tradycji rosyjskiego teatru repertuarowego, dać należyty odpór niemoralności - apelował Pantelejew.

Poparła go szefowa Rady Federacji Walentina Matwijenko, na której ręce skierowany był list związków zawodowych. Zaproponowała, by sytuacją w Teatrze na Tagance zajęło się rosyjskie Ministerstwo Kultury.

Flejszer w wypowiedzi dla agencji Interfax wyraził ubolewanie, że "na tak wysokim szczeblu słychać niesprawdzone informacje". Zaznaczył, że na moskiewskiej scenie nie było żadnego festiwalu "Majdan", a odbywał się w dniach 15-16 marca festiwal sztuk dokumentalnych o Teatrze na Tagance. "Zaprzeczam wszystkiemu, co powiedziano na dzisiejszej sesji" - powiedział dyrektor. Wyraził gotowość rozmowy z deputowanymi i wyjaśnienia im sytuacji.

Sygnatariusze wspomnianego listu związków zawodowych ostrzegają m.in., że skutkiem pokazywanych w teatrze spektakli może być za kilka lat "Plac Bołotny do trzeciej potęgi, rozpowszechniony ruch protestu, zaprogramowany ściśle na zniszczenie młodzieży". Wyrażają zaniepokojenie, że "liberałowie chcą znaleźć przystań w Teatrze na Tagance" i oskarżają dyrektora teatru, że oferuje im "trybunę do szerzenia niszczących prozachodnich idei i technologii".

Na Placu Bołotnym w Moskwie odbył się w maju 2012 roku 15-tysięczny protest przeciwników Putina. Doszło do starć z policją; oskarżonych w następstwie demonstracji zostało 29 osób, a osiem zostało skazanych na kary od 2,5 do 4 lat łagru.

Z Teatrem na Tagance związany był od 1964 roku do swojej śmierci w 1980 roku legendarny rosyjski bard, poeta i aktor Włodzimierz Wysocki.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje