Reklama

Reklama

Rosja: Liderzy opozycji procesują się z Putinem

Adwokaci premiera Rosji Władimira Putina nie zgodzili się na ugodę z trzema liderami opozycji demokratycznej, których szef rządu publicznie oskarżył o korupcję, a którzy pozwali go za to do sądu.

Polubowne zakończenie sporu Borys Niemcow, Władimir Miłow i Władimir Ryżkow uzależnili od osobistego stawienia się Putina w Sawiołowskim Sądzie Rejonowym w Moskwie, przed którym od 3 lutego toczy się ten proces. Obrońcy premiera odrzucili ten warunek.

Reklama

Niemcow - to były wicepremier, Miłow - były wiceminister energetyki, a Ryżkow - były pierwszy wiceprzewodniczący Dumy Państwowej, niższej izby rosyjskiego parlamentu. Niemcow stoi na czele ruchu Solidarność. Z kolei Miłow przewodzi partii Demokratyczny Wybór, natomiast Ryżkow kierował zdelegalizowaną Republikańską Partią Rosji (RPR).

Razem z byłym premierem i liderem partii Rosyjski Sojusz Ludowo-Demokratyczny (RNDS) Michaiłem Kasjanowem utworzyli oni w grudniu wspólną formację polityczną - Partię Wolności Narodowej "O Rosję bez przemocy i korupcji" - z którą chcą wziąć udział w wyborach parlamentarnych w 2011 roku i w wyborach prezydenckich w 2012 roku.

Pozew opozycjonistów jest konsekwencją grudniowego, dorocznego teledialogu Putina z obywatelami, podczas którego jeden z jego uczestników zapytał szefa rządu, czego chcą tacy politycy jak Niemcow, Miłow i Ryżkow. Putin odpowiedział, że chcą "władzy i pieniędzy".

"Chcą władzy i pieniędzy. Władzę już mieli. W latach 90. poszaleli sobie, ukradli razem z (Borysem) Bieriezowskim i z tym, o którym tutaj była już mowa (Michaiłem Chodorkowskim), wiele miliardów. Potem zostali odcięci od żłoba. Teraz chcą wrócić i napełnić kieszenie" - oświadczył premier i dodał: "Jeśli im na to pozwolimy, to teraz nie poprzestaną na miliardach, lecz całą Rosję wyprzedadzą".

Niemcow, Miłow i Ryżkow uznali wypowiedź Putina za "kłamliwą" i "oszczerczą". Zażądali, by szef rządu przeprosił ich przed kamerami państwowej telewizji Rossija, która transmitowała show Putina. Zażądali też po 1 mln rubli (34,2 tys. dolarów) jako zadośćuczynienie za doznane szkody moralne.

Na poprzednim posiedzeniu sądu reprezentująca premiera Jelena Zabrałowa przekonywała, że Putin miał prawo do takiej oceny. Odwołała się przy tym do europejskiej konwencji praw człowieka. Zabrałowa podkreśliła, że swoboda wyrażania poglądów jest jednym z fundamentów demokratycznego społeczeństwa i jednym z głównych warunków jego rozwoju.

Z kolei przedstawiciele telewizji Rossija wyrazili wątpliwość, czy nagranie z wystąpieniem szefa rządu się zachowało. Nie przeszkodził im fakt, że było ono w tym czasie dostępne na stronie internetowej ich własnej stacji.

Zdaniem Ryżkowa, celem takich wypowiedzi, jak ta Putina jest przerzucenie odpowiedzialności za pogarszającą się sytuację w kraju na mitycznych wrogów wewnętrznych i zewnętrznych, a także zastraszenie opozycji.

Z kolei Niemcow zauważył, że premierowi wszystko się "poplątało". "To on przyjaźnił się z Bieriezowskim w latach 90. To on chodził do niego na urodziny. I Bieriezowski zgłosił (Borysowi Jelcynowi - PAP) jego kandydaturę na prezydenta, poparł go w wyborach prezydenckich" - oświadczył lider Solidarności.

Natomiast Miłow nazwał Bieriezowskiego, byłego magnata finansowego, naftowego i prasowego, "ojcem chrzestnym" Putina. "Ze wszystkich, w kogo można było uderzyć, wybrał trzy osoby, których w żaden sposób nie da się podejrzewać o korupcję i związki z Bieriezowskim. Żaden z nas, będąc na służbie państwowej, nigdy nie wziął nawet kopiejki" - oznajmił.

Sam Bieriezowski, który po zwycięstwie Putina w wyborach prezydenckich w 2000 roku popadł w niełaskę Kremla i musiał uciekać z Rosji, ogłosił z Londynu, gdzie otrzymał azyl polityczny, że w 1999 roku przekazał na putinowską kampanię wyborczą 25 mln dolarów.

Dowiedz się więcej na temat: Nie | Władimir Putin

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje