Rosja: Zabił, a szczątki spuścił w toalecie. "Był o nią zazdrosny"

W rosyjskim Kraju Permskim doszło do brutalnego morderstwa 27-latki. Do zabójstwa przyznał się 36-letni partner kobiety, z którym podróżowała - podaje RMF FM.

27-letnia Tatiana mieszkała ze swoim chłopakiem, 36-letnim Dmitrijem w rodzinnym mieście Gubacha, na północ od Permu. Marzyli, by przenieść się do stolicy Kraju Permskiego i ułożyć sobie tam życie. 22 lipca kobieta zadzwoniła do swojego ojca i powiedziała, że przeprowadza się do Permu.

Reklama

"Zadzwonię do ciebie, jak tylko dotrę do miasta" - powiedziała Tatiana. To były ostatnie słowa, które jej ojciec usłyszał od swojej córki.

Tatiania nie dzwoniła, więc ojciec zaczął się denerwować. Sam zadzwonił do córki. Odebrał jej chłopak. Powiedział, że owszem, dotarli do miasta, ale obecnie "nie ma pojęcia, gdzie jest Tania".

Zdenerwowany rodzic próbował jeszcze kilka razy skontaktować się z córką. Nikt nie odbierał telefonu, a z czasem numer znalazł się poza zasięgiem. Ojciec 27-latki postanowił poinformować policję o zaginięciu dziewczyny. W pomoc zaangażowały się grupy poszukiwawcze wolontariuszy - bardzo częste zjawisko w Rosji. Służby w tym czasie sprawdzały kamery monitoringu.

Ustalono, że Tatiana i jej chłopak zrobili pierwszy przystanek w sąsiednim mieście - w Czusowoju. Tam kobieta wysiadła z samochodu i poszła do sklepu, gdzie kupiła nową kartę do telefonu. Kolejne nagranie pochodziło już z Permu - tam kamery zarejestrowały wyłącznie Dmitrija.

36-latek został zatrzymany. Przyznał się do morderstwa dziewczyny. Powiedział, że pociął jej ciało na kawałki. Mięso przepuścił przez maszynkę, a następnie spuścił do toalety. Kości wyrzucił z kolei do rzeki.

Nie wiadomo, co było motywem zabójstwa. Według mediów Dmitrij był często zazdrosny o Tatianę.

Jak informuje v-kurse.ru, mężczyzna jest także żonaty i ma małą córkę. Żona Dmitrija twierdzi jednak, że ich związek rozpadł się ponad rok temu.

Sąd ma teraz zdecydować o areszcie dla mężczyzny. Z kolei śledczy poszukują szczątków 27-latki. Wskazują, że od zabójstwa minęły prawie dwa tygodnie, więc rzeka mogła je ponieść nawet wiele kilometrów. 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje