Reklama

Reklama

Strzelanina w Strasburgu. Są ofiary

Francuski wiceminister spraw wewnętrznych Laurent Nunez oświadczył w środę, że nie jest wykluczone, iż napastnik ze Strasburga uciekł z Francji. Podkreślił, że podłoże terrorystyczne wtorkowego ataku nie jest na razie potwierdzone. Przez całą noc setki policjantów i żołnierzy poszukiwały mężczyzny, który na krótko przed godz. 20 we wtorek zabił w pobliżu jarmarku bożonarodzeniowego trzy osoby i ranił 12. Sześć z nich wciąż walczy o życie. - Po wtorkowych wydarzeniach miasto powoli wraca do swojego normalnego rytmu funkcjonowania. Francuzi chcą pokazać, że nie dali się zastraszyć - mówi Agnieszka Maj, dziennikarka Interii, która jest na miejscu.

Zamachowiec, który zbiegł z miejsca zdarzenia, został postrzelony przez funkcjonariuszy sił bezpieczeństwa. Jak podała agencja Reutera, powołując się na policję, chodzi o urodzonego w Strasburgu Cherifa Chekatta. Poszukuje go obecnie 420 policjantów. Na ulicach stolicy Alzacji pojawiły się dziesiątki wozów policyjnych. Nad dachami domów krążyły dwa śmigłowce.  

Reklama

Wiceminister Nunez w rozmowie z radiem France Inter w środę rano oświadczył, że "nie można wykluczyć", iż zamachowiec uciekł z kraju. Ujawnił jednocześnie, że ten mieszkaniec Strasburga prawdopodobnie nigdy nie był w Syrii, ani nie prowadził działań w celu wyjazdu do tego kraju.  

Przedstawiciel MSW zaznaczył, że "podłoże terrorystyczne (wtorkowych wydarzeń) nie jest jeszcze potwierdzone". "Trzeba być bardzo ostrożnym, gdy mówi się o zamachu. Napastnik nie był znany (służbom) z powodu przestępstw związanych z terroryzmem. Do jego radykalizacji w praktyce religijnej doszło w związku z pobytami w więzieniu" - mówił Nunez, podkreślając, że "fakt notowania w kartotece 'S' nie przesądza o stopniu zagrożenia, jakie stwarza" poszukiwany przestępca.  

Unijne flagi opuszczone do połowy masztu


Po ataku terrorystycznym w Strasburgu, na znak żałoby, unijne flagi przed Komisją Europejską w Brukseli zostały opuszczone do połowy masztu.

Szef Komisji Jean-Claude Juncker potępił wczoraj atak. "Moje myśli są z ofiarami strzelaniny. Strasburg jest symbolem miasta pokoju i demokracji. Wartości, których zawsze będziemy bronić" - napisał na Twitterze szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker.

W środę jarmark pozostanie zamknięty. Odwołano wszystkie imprezy publiczne. Władze ostatecznie zdecydowały, że szkoły będą otwarte, pozostawiając jednak rodzicom możliwość pozostawienia dzieci w domu.

- Po wtorkowych wydarzeniach miasto powoli wraca do swojego normalnego rytmu funkcjonowania. Francuzi chcą pokazać, że nie dali się zastraszyć - mówi Agnieszka Maj, dziennikarka Interii, która jest na miejscu.

Minister spraw wewnętrznych Francji ChristopheCastaner wyjaśnił, że napastnika próbowało uchwycić 350 funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa, ale mężczyzna nie dał się złapać. "Dwukrotnie wdawał się w wymianę ognia z naszymi ludźmi" - podkreślił minister i dodał, że w strzelaninie w pobliżu rynku bożonarodzeniowego rannych zostało 12 osób.

Szef francuskiego MSW zapowiedział, że Francja podnosi poziom zagrożenia bezpieczeństwa i wzmocniona zostanie ochrona rynków bożonarodzeniowych w innych miastach. Wzmocnione też będą kontrole graniczne.

Prawdopodobnie terrorystyczne podłoże ataku

Jak informowały francuskie media, powołując się na informacje MSW, morderca to znany z działalności przestępczej 29-letni mężczyzna urodzony w Strasburgu. Gdy odsiadywał karę za przestępstwa kryminalne, próbował nakłaniać współwięźniów do przejścia na radykalny islam.  

Do godz. 7 rano zamachowca nie udało się schwytać. W nocy ogłoszono podwyższenie w całym kraju poziom alertu antyterrorystycznego.

Ogień do ludzi w pobliżu jarmarku bożonarodzeniowego w centrum Strasburga otworzył samotny mężczyzna, który był uzbrojony w broń palną i nóż. Zanim zbiegł z miejsca zdarzenia został postrzelony przez policję, która zaczęła go ścigać.

Sprawca strzelał w trzech miejscach Strasburga, przemieszczając się pieszo; dwa razy natknął się na żołnierzy patrolujących ulice w ramach operacji "Sentinelle" (Wartownik), która trwa od paryskich zamachów z listopada 2015 roku. Według reporterek BFMTV żołnierze otworzyli ogień i zranili sprawcę. Udało mu się jednak uciec - odjechał taksówką. Powołując się na zeznania kierowcy, radio France Info podało, że terrorysta był ranny.  



Do strzelaniny doszło w historycznym centrum Strasburga, na obrzeżach zamykającego się właśnie na noc jarmarku bożonarodzeniowego, najsłynniejszego takiego targu we Francji. Liczni turyści i miejscowi opowiadali w radiu i telewizji, że gdy usłyszeli strzały, najpierw myśleli, że to sztuczne ognie, a następnie zaczęli uciekać w panice.  

Wielu ludzi schroniło się w restauracjach, hotelach czy sklepach, gdzie następnie, na polecenie policji, pozostać musieli do godz. 1 w nocy. Do godz. 2 w nocy pozostali w Parlamencie Europejskim eurodeputowani.

"Jak to możliwe, że jeden islamski bandyta może sparaliżować wielkie miasto?" - pytał w nocy z wtorku na środę jeden z mieszkańców Strasburga, wychodząc z restauracyjnej piwnicy, w której wraz z innymi schował się po zamachu.

- Dzień wcześniej dokładnie o tej porze mieliśmy w tym miejscu posiedzenie Zarządu naszego stowarzyszenia. Jesteśmy przerażeni sytuacją, ale nie panikujemy - mówi Interii Jerzy Jankowiak, prezes Stowarzyszenia Kulturalno-Oświatowego "Polacy w Alzacji".

- "Coś" się gotowało od pewnego czasu. Widać, służby zaspały... Dzisiaj Marché de Noel jest nieczynne ze względów bezpieczeństwa, nadal trwają poszukiwania tego 29-letniego bandziora - dodaje.

Władze apelują o spokój i rozsądek

Jarmark bożonarodzeniowy w Strasburgu już w 2000 roku był celem udaremnionego zamachu, przygotowanego przez Al-Kaidę. Według komentatorów religijny, antychrześcijański wymiar takich przestępstw jest niewątpliwy - stolica Alzacji słynie z bożonarodzeniowego jarmarku.

Przedstawiciele władz państwowych i samorządowych mówią o spokoju i solidarności mieszkańców. Zwracają uwagę na symboliczny wymiar Strasburga - w którym mieści się siedziba Parlamentu Europejskiego - miasta ilustrującego, jak twierdzą, "pojednanie narodów".

Przewodniczący rady regionu Grand Est (Alzacja-Szampania-Ardeny-Lotaryngia) Jean Rottner powiedział dziennikarzom: "Wszyscy jesteśmy dziś strasburczykami i cała Francja jest alzacka".

Wysoko ocenił postawę mieszkańców miasta, którzy "wzajemnie się wspomagali". Apelował o "spokój i rozsądek", ostrzegł przed "szerzeniem pogłosek". Przyznał następnie, że "stuprocentowa ochrona nie istnieje" i wszelkie zabezpieczenia świata nie pomogą, gdy do akcji wkracza "zdecydowany terrorysta".

Parlament Europejski nie przerywa pracy

Tuż po strzelaninie gmach Parlamentu Europejskiego został zablokowany. Nikt nie mógł opuścić budynku, pracowników ostrzeżono SMS-ami. Jednak przewodniczący PE Antonio Tajani wkrótce oświadczył na Twitterze, że Parlament nie przerywa pracy i nie zamierza poddać się terroryzmowi ani dać się zastraszyć.

Słowa potępienia dla tego aktu terrorystycznego wyraził na Twitterze także przewodniczący Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker, który podkreślił, że Strasburg jest miastem ściśle symbolizującym pokój i demokrację. "To wartości, których zawsze będziemy bronić. Komisja całkowicie wspiera Francję" - napisał Juncker.

Dochodzenie w sprawie ataku w Strasburgu wszczął wydział ds. terroryzmu sądu w Paryżu.

Dziennikarka Interii: W centrum było pełno żołnierzy

- W całym centrum miasta, gdzie trwają Targi Bożonarodzeniowe było pełno żołnierzy z karabinami. Od początku zastosowano specjalne środki ostrożności. Każdego, kto wchodził do centrum miasta sprawdzano prawie jak na lotnisku. A jednak komuś udało się wnieść broń na teren centrum - mówi Agnieszka Maj, dziennikarka Interii, która jest w Strasburgu.

- Wcześniej nie było takich kontroli przy ulicach prowadzących do ścisłego centrum. Podwyższony stan alarmowy był dzisiaj rano widoczny także w Parlamencie Europejskim. Służby sprawdzały wszystkich wchodzących dokładniej niż zazwyczaj. Teraz w całym mieście słychać auta jeżdżące na sygnale - relacjonuje.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne