Reklama

Reklama

Szef NATO wzywa Rosję, aby nie mieszała się w kryzys na Białorusi

Szef NATO Jens Stoltenberg wezwał w czwartek (27 sierpnia) Rosję, aby nie mieszała się w kryzys na Białorusi - informuje AFP, powołując się na jego wypowiedź dla niemieckiego dziennika "Bild". To najmocniejsze jego oświadczenie od czasu wyborów prezydenckich 9 sierpnia w tym kraju. Wcześniej prezydent Rosji Władimir Putin przekazał, że białoruski prezydent Alaksandr Łukaszenka poprosił go o "sformowanie pewnej rezerwy z funkcjonariuszy organów ochrony prawa" i że spełnił on tę prośbę.

- Białoruś jest suwerennym i niezależnym państwem. I nikt, łącznie z Rosją, nie powinien tam ingerować - powiedział Stoltenberg dziiennikowi "Bild". 

"NATO nie ma rozbudowanej armii w regionie"

Reklama

Stoltenberg, który w czwartek spotkał się w Berlinie z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, mówił podczas konferencji prasowej w niemieckiej stolicy, że Białorusini powinni sami decydować o swojej przyszłości.

- Wszystkie kraje sojusznicze NATO popierają suwerenną i niepodległą Białoruś. Reżim w Mińsku musi wykazać pełne poszanowanie praw podstawowych, w tym wolności słowa i prawa do pokojowych protestów. NATO nie ma rozbudowanej armii w regionie. Zatem każda próba wykorzystania tego jako pretekstu do rozprawienia się z pokojowymi demonstrantami jest absolutnie nieuzasadniona - zaznaczył.

Prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenka, który od trzech tygodni mierzy się z falą protestów na bezprecedensową skalę, potwierdził w połowie sierpnia, że otrzymał obietnicę "pomocy" z Moskwy, by utrzymać bezpieczeństwo swojego kraju.

Stoltenberg jeszcze w środę (26 sierpnia) ostrzegł Mińsk przed próbami wykorzystania rzekomego wzmocnienia sił Sojuszu w regionie do usprawiedliwienia represji wobec demonstrantów.

Łukaszenka mówił w weekend o "dużych działaniach sił NATO w bezpośrednim sąsiedztwie" białoruskich granic, na terytorium Polski i Litwy. Oskarżenie zostało natychmiast odrzucone przez Sojusz.

Relacja Putina

W wywiadzie dla telewizji Rossija prezydent Rosji Władimir Putin przekazał, że białoruski prezydent poprosił go o "sformowanie pewnej rezerwy z funkcjonariuszy organów ochrony prawa" i że spełnił on tę prośbę. - Jednak umówiliśmy się też, że ta rezerwa nie będzie wykorzystywana dopóty, dopóki sytuacja nie będzie wymykać się spod kontroli i dopóki elementy ekstremistyczne, zasłaniając się hasłami politycznymi, nie przekroczą określonych granic i nie zaczną po prostu rozboju: podpalania aut, domów, banków, zajmowania budynków administracyjnych, itd. - powiedział gospodarz Kremla.

Putin wyjaśnił, że podczas rozmowy z Łukaszenką doszli obaj do wniosku, że nie ma obecnie konieczności wysyłania tych sił. - Mam nadzieję, że jej nie będzie i że z tego powodu nie użyjemy tej rezerwy - dodał.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje