Szkockie referendum: Zaskakująca dymisja premiera

Zapowiedź rezygnacji szkockiego premiera Alexa Salmonda wywołała w Wielkiej Brytanii zaskoczenie i zrodziła pytania "dlaczego". Czy jest to wynik utraty wiary w siebie i w sprawę po przegranym czwartkowym referendum? Czy wręcz przeciwnie, element nowej kampanii na rzecz niepodległości, która rozpoczęła się zaraz po tej przegranej?

Trudno nie docenić ogromu osiągnięć politycznych Alexa Salmonda, który był liderem Szkockiej Partii Narodowej przez 20 lat (z czteroletnią przerwą na początku nowego stulecia). Wystarczy przypomnieć, że w referendum w 1979 roku Szkoci nie chcieli nawet samorządu, a Szkocką Partię Narodową, wegetującą od lat 30. na obrzeżach polityki, uważano za klub dziwaków.

Tymczasem w zeszły czwartek za pełną niepodległością kraju zagłosowało 45 proc. elektoratu. W powszechnej opinii wrogów i przyjaciół to Alex Salmond zmienił tę percepcję szkockiego nacjonalizmu.

Lider szkockich Liberałów, Willie Rennie powiedział, że Alex Salmond "doszedł do kresu swoich możliwości" - i w tym tkwi zapewne tajemnica jego dymisji. Szkockim narodowcom zabrakło do zwycięstwa tylko 5 proc. Mieli przewagę wśród młodszych wyborców, przeszłość więc przed nimi. Jedyną poważną przeszkodą są głosy kobiet, które znaczną większością są przeciw niepodległości.

Reklama

Przejęcie steru SNP przez zastępczynię Salmonda, Nicolę Sturgeon może ten deficyt zniwelować i za kilka klat szkoccy nacjonaliści mogą poczuć, że czas rozpisać kolejne referendum.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL