Tajemnicze "ataki" na dyplomatów na Kubie. Kanada reaguje

Kanada nie ma zamiaru wycofać swego personelu dyplomatycznego z Kuby, mimo że niektórzy pracownicy ambasady w Hawanie doświadczyli niezwykłych objawów, m.in. problemów z uszami i zawrotów głowy - powiedział w piątek rzecznik kanadyjskiego MSZ.

"W marcu 2017 roku u niektórych naszych dyplomatów i członków ich rodzin zaczęły się pojawiać nietypowe objawy, w tym problemy z uszami, zawroty głowy i bóle głowy" - stwierdził Adam Austen.

Reklama

"Wszyscy pracownicy, którzy mieli te objawy, przeszli w Kanadzie i USA badania, które jednak nie wyjaśniły ich przyczyny. Współpracowaliśmy w tej sprawie także z władzami Kuby" - podkreślił rzecznik kanadyjskiego MSZ. Poinformował on także, że Kanada nie planuje zmiany zaleceń dla podróżujących na Kubę.

USA redukują personel do minimum

Stany Zjednoczone przestrzegły w piątek Amerykanów przed podróżowaniem na Kubę. Waszyngton polecił też ponad połowie personelu ambasady USA w Hawanie opuszczenie wyspy. Jest to reakcja na na tajemnicze "ataki", powodujące uszczerbek na zdrowiu dyplomatów USA na Kubie.

Personel ambasady USA będzie zredukowany do niezbędnego minimum, "dopóki rząd kubański nie będzie mógł zapewnić bezpieczeństwa naszych dyplomatów na Kubie" - poinformował w oświadczeniu sekretarz stanu USA Rex Tillerson, informując o decyzjach Waszyngtonu.

Przestrzegając Amerykanów przed podróżami na Kubę, Departament Stanu podkreślił, że w ostatnich kilku miesiącach wielu pracowników ambasady USA w Hawanie "stało się celem specyficznych ataków", w których odnieśli "znaczące obrażenia". Wystąpiły u nich takie objawy jak utrata słuchu, zawroty głowy, bóle głowy, zmęczenie, zaburzenia funkcji poznawczych i zaburzenia snu.

Departament Stanu przyznał, że strona amerykańska nie była w stanie zidentyfikować "źródła tych ataków", do których doszło w rezydencjach dyplomatycznych USA i w hotelach, w których zatrzymują się obywatele USA.

Na Kubie ma pozostać tylko najważniejszy personel amerykański; pozostali mają opuścić wyspę wraz z rodzinami.

O podjętych decyzjach USA powiadomiły Hawanę w piątek rano za pośrednictwem ambasady kubańskiej w Waszyngtonie.

Ataki w wykorzystaniem specjalnych urządzeń?

Według Departamentu Stanu ostatni z serii incydentów z udziałem personelu ambasady USA na Kubie wydarzył się w sierpniu. Poszkodowanych zostało 21 osób. Jak podawały media, osoby te padły ofiarą ataków z wykorzystaniem - jak się przypuszcza - specjalnych urządzeń emitujących niesłyszalne dla ludzkiego ucha, szkodliwe dla organizmu człowieka dźwięki.

FBI i rząd kubański prowadzą śledztwa w sprawie incydentów, które według Departamentu Stanu USA rozpoczęły się pod koniec 2016 roku. Na znak protestu przeciw temu, że rząd Kuby nie uchronił pracowników amerykańskiej ambasady przed atakami, w maju USA nakazały opuszczenie kraju dwóm kubańskim dyplomatom akredytowanym w Waszyngtonie, a ci spełnili to żądanie. 

Hawana się broni

Hawana określiła postępowanie Waszyngtonu jako "nieuzasadnione".

Strona kubańska zapewnia, że "nigdy nie dokonała jakiegokolwiek ataku na dyplomatów i nigdy tego nie zrobi". Hawana podkreśla, że wprowadzono dodatkowe środki, by chronić amerykańskich pracowników, od kiedy poinformowali oni o incydentach.

W ramach zapoczątkowanej w 2015 roku odwilży w stosunkach między USA a Kubą po ponad 50 latach oba kraje otworzyły swoje ambasady. Placówki te działają nadal, mimo ogłoszonego w czerwcu przez prezydenta USA Donalda Trumpa przywrócenia części ograniczeń.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje