Reklama

Reklama

Turcja: Polscy turyści koczują na lotnisku. Doszło do starcia z policją

Około 200 turystów z Polski koczuje od kilkunastu godzin na lotnisku w Bodrum w Turcji. Mieli wrócić do Warszawy wczoraj o godzinie 19.30, ale z powodu awarii samolotu, lot odwołano.

Jak relacjonowała w rozmowie z radiem RMF FM pani Iwona, koczująca od wczoraj na lotnisku, przez kilka godzin nie było żadnego kontaktu z przedstawicielami biura podróży, w którym wykupiła wczasy.

Reklama

Nad ranem - według turystki - zjawił się jeden z rezydentów biura i zaproponował przejazd na dwie godziny do hotelu. - Była jednak informacja potwierdzona też przez konsula, że samolot wyleci nad ranem, dlatego turyści zostali - twierdził.       

Przed chwilą, próbując zażądać spotkania z kimś z przedstawicieli linii lotniczych, siedliśmy grzecznie przed bramką samolotu tej samej linii wylatującym do Wielkiej Brytanii, nasłano na nas policję, doszło do zamieszek, straszono nas aresztem, pałkami, Brytyjczycy napluli na część pasażerów, odciągano nasze dzieci siłą - relacjonowała pani Iwona.

Reporter radia RMF FM dowiedział się, że około południa po polskich turystów powinien przylecieć nowy samolot. Jak się okazuje, ich maszyna nie wyleciała wczoraj z Polski, bo miała awarię.

Samolot, tak jak nam to przekazywano, nie przyleciał z Warszawy z powodu awarii i teraz czekają (turyści-red.) na następny  - powiedział Marcin Wojciechowski, rzecznik Ministerstwa Spraw Zagranicznych.

Maszyna należy to linii lotniczych Pegasus.

Sprawą zajął się już polski konsul w Turcji. Ma zadbać o to, żeby Polacy czekający na lotnisku w Bodrum, mieli jak najlepsze warunki.

(j.)

Krzysztof Zasada

Michał Dobrołowicz








Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje