UE chce wysłać misję wojskową do Afryki

Unia Europejska rozważa wysłanie misji wojskowej do Republiki Środkowoafrykańskiej, ogarniętej chaosem, gdzie ginie ludność cywilna. Według unijnych dyplomatów misja ma liczyć do tysiąca żołnierzy. Dziś na ten temat będą rozmawiać ambasadorowie krajów członkowskich na spotkaniu w Brukseli. To odpowiedź na prośbę Francji, która rozpoczęła interwencję w regionie pod koniec roku i wysłała 1600 swoich żołnierzy.

Rozpatrywane są dwa scenariusze unijnej misji. Jej żołnierze mieliby albo zabezpieczać lotnisko w stolicy Republiki Środkowafrykańskiej, by odciążyć francuskie wojska, albo chronić główną drogę prowadzącą do Kamerunu.

Mandat misji obejmowałby ochronę ludności cywilnej i zagwarantowanie, że pomoc humanitarna dotrze do najbardziej potrzebujących.

W grupie unijnych krajów, które zadeklarowały udział w misji jest Polska. Potwierdził to na szczycie w Brukseli pod koniec grudnia premier Donald Tusk.

- Tam może rozpętać się piekło tak jak w kilku innych miejscach na świecie - szef rządu wskazywał na zagrożenie terrorystyczne i tłumaczył zaangażowanie Polski. To samolot transportowy Hercules C-130 i 50 żołnierzy. - Ta liczba związana jest z potrzebą technicznej i logistycznej obsługi sprzętu, który tam wyślemy - dodał premier.

Oprócz Polski pomoc Francji obiecały także Belgia, Niemcy, Hiszpania i Wielka Brytania. Jeśli dziś unijni ambasadorowie dadzą zielone światło na wysłanie misji wojskowej do Republiki Środkowoafrykańskiej, to decyzja w tej sprawie może zapaść na najbliższym spotkaniu unijnych ministrów spraw zagranicznych 20 stycznia. Wtedy też kraje członkowskie ustalą kto, jaki sprzęt i ilu żołnierzy wyśle w rejon konfliktu.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje