Reklama

Reklama

​Ukraina: Ambasador RP skierował list do władz lokalnych

Ambasador Polski na Ukrainie Bartosz Cichocki skierował w poniedziałek (31 sierpnia) do przewodniczącej Brodzkiej Rejonowej Administracji Państwowej Oksany Prokopec list z zapytaniem, czy lokalne władze udzieliły zgody na umieszczenie w Hucie Pieniackiej płyty ze sformułowaniem "bandyci z AK".

Jak podkreślił we wstępie pisma ambasador, leżąca na terenie obwodu lwowskiego "Huta Pieniacka to szczególne miejsce dla Polaków i Ukraińców". "28 lutego 1944 r. wieś stała się celem ataku jednego z batalionów 4. Pułku Policji SS, sformowanego z Ukraińców, oraz jednostki UPA. W okrutny sposób śmierć poniosło kilkuset moich Rodaków, nie wyłączając dzieci, kobiet i starców" - przypomniał.

Reklama

Mimo tego - jak dodał - w czasach współczesnych Huta Pieniacka zyskała szansę, by stać się symbolem pojednania między dwoma narodami. Cichocki zauważył, że sprzyjały temu "z jednej strony zabiegi o prawdę i pamięć potomków ocalałych z rzezi mieszkańców Huty Pieniackiej, którzy doprowadzili do odsłonięcia w tym miejscu pomnika, a z drugiej strony - szacunek i zrozumienie ze strony władz Ukrainy i mieszkańców okolicznych miejscowości".

Zaznaczył, że od lat w rocznicę tej zbrodni Polacy i Ukraińcy wspólnie modlą się pod pomnikiem ku czci polskich ofiar, w uroczystościach biorą udział przedstawiciele władz, a w 2009 r. na ich czele stanęli prezydenci Polski i Ukrainy.

"Niestety równocześnie działały w Hucie Pieniackiej środowiska wrogie zbliżeniu polsko-ukraińskiemu" - oznajmił polski ambasador. Jak dodał, "kilka lat temu w pobliżu polskiego pomnika stanęła kłamliwa tablica 'informacyjna' usprawiedliwiająca zbrodnię na Polakach".

"Do tej pory nikt nie odpowiedział na nasze zapytania o autorstwo tej tablicy i wydanie zgody na jej postawienie. Kilka lat temu nieco dalej stanął krzyż upamiętniający ukraińskiego nauczyciela, jego żonę i duchownego, zabitych w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach z dala od Huty Pieniackiej" - kontynuował.

Jak zaznaczył, w niedzielę "ten historycznie wątpliwy i prowokacyjny pod względem lokalizacji pomnik został przez działaczy GO 'Swoboda' uzupełniony haniebną tablicą, upamiętniającą 'niewinnych Ukraińców zabitych przez polskie podziemie oraz radzieckie służby specjalne". "Na kamiennej płycie znalazło się sformułowanie 'bandyci z AK" - napisał ambasador.

Cichocki zwrócił się do Prokopec

Cichocki zwrócił się do Prokopec z zapytaniem, czy podległy jej urząd wydał zgodę na postawienie tego pomnika, "w szczególności kłamliwej i obraźliwej płyty". Ponowił też pytanie o tablicę "informacyjną" w bezpośrednim sąsiedztwie pomnika polskich mieszkańców Huty Pieniackiej.

Ambasador wyraził "stanowczy protest" wobec działań Swobody oraz podkreślił, iż oczekuje podjęcia bezzwłocznych kroków, by na terytorium podległym Brodzkiej Rejonowej Administracji Państwowej "zakończyć demonstracje nienawiści i pogardy wobec tych, którzy doznali już krzywdy i o sprawiedliwość upomnieć się nie mogą".

Zadeklarował przy tym "pełne wsparcie w organizacji polsko-ukraińskiej współpracy naukowej, której celem byłoby opracowanie prawdziwej treści pomników i tablic informacyjnych w Hucie Pieniackiej".

"Jesteśmy zbyt tolerancyjni dla swoich wrogów"

Relację z odsłonięcia rzeczonej kamiennej tablicy zamieszczono w niedzielę na profilu na Facebooku oddziału nacjonalistycznej partii Swoboda miasta Czerwonohrad. Zacytowano też m.in. wojskowego kapelana Mychajło Hredilę, który oświadczył: "Jesteśmy zbyt tolerancyjni dla swoich wrogów".

"Oburzyła nas wiadomość o wczorajszym uroczystym odsłonięciu odnowionego pomnika i w szczególności kamiennej tablicy" - powiedział polskim dziennikarzom Cichocki.

"Wierzyłem i nadal wierzę, że Huta Pieniacka może stać się miejscem odbudowy procesu pojednania między Polakami i Ukraińcami, natomiast widzę, że są środowiska na Ukrainie, które każdy krok w dobrym kierunku niepokoi i każdy pozytywny proces, ostatnio zapoczątkowany przez prezydentów Andrzeja Dudę i Wołodymyra Zełenskiego, chciałyby z niezrozumiałych dla mnie przyczyn cofnąć" - oświadczył.

"Zdarza się tak, w nauce historycznej jest to wręcz częste, że jest różnica zdań co do interpretacji pewnych wydarzeń, ale nie powinniśmy przekraczać granicy pogardy, nienawiści i fałszerstwa" - podsumował polski dyplomata.

Z Kijowa Natalia Dziurdzińska 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje