USA: Były wspólnik pogrąża Paula Manaforta

Richard Gates, w przeszłości partner w interesach Paula Manaforta, który kierował sztabem wyborczym Donalda Trumpa, pogrążył w poniedziałek swojego byłego wspólnika, zeznając w procesie przeciw niemu, że wspólnie celowo zataili jego dochody, by nie płacić podatków.

Wychowany w rodzinie oficera sił lądowych Gates w październiku ub. roku razem z Manafortem został oskarżony przez specjalnego prokuratora Robert Muellera m.in. o udział w spisku przeciw Stanom Zjednoczonym, o składanie fałszywych zeznań i pranie pieniędzy.

W lutym br. w nadziei na złagodzenie kary Gates zgodził się na współpracę z Muellerem. Zdaniem ekspertów prawnych grożąca Gatesowi kara do 5 lat więzienia może być zamieniona na wyrok w zawieszeniu w zamian za współpracę ze specjalnym prokuratorem i składanie zeznań przeciw Manafortowi - jego byłemu szefowi i mentorowi.

Reklama

Podczas składania zeznań w sądzie w poniedziałek Gates wyznał, że nie tylko wspólnie z Manafortem, by nie płacić podatków, oszukiwał urząd skarbowy (Internal Revenue Service), zaniżając astronomiczne dochody swojego ówczesnego szefa, lecz także sam oszukiwał Manaforta na setki tysięcy dolarów, przedstawiając mu fałszywe faktury i zawyżając swoje wydatki służbowe.

Kiedy prokurator federalny Greg Andres zapytał Gatesa, czy kiedykolwiek popełnił wspólnie z Manafortem przestępstwo, Gates, unikając spoglądania na siedzącego kilka kroków dalej Manaforta, bez wahania odparł "tak".

W ubiegłym tygodniu zarzuty prokuratorów potwierdzili doradcy podatkowi Manaforta; korzystając z immunitetu zaoferowanego im przez specjalnego prokuratora Muellera, potwierdzili w swoich zeznaniach, że Manafort nalegał, by w jego oświadczeniach podatkowych uwzględnić fikcyjne załączniki.

46-letni obecnie Richard "Rick" Gates jest głównym świadkiem oskarżenia w procesie Manaforta toczącym się już od tygodnia przed sądem federalnym w Alexandrii pod Waszyngtonem.

Gates był długoletnim wspólnikiem Manaforta i jego zastępcą, gdy ten międzynarodowy strateg polityczny od marca 2016 roku był związany ze sztabem wyborczym Donalda Trumpa, a od czerwca do sierpnia 2016 roku sprawował funkcję szefa sztabu wyborczego. Gdy Trump zwolnił Manaforta z tej funkcji, Gates pozostał w sztabie, a następnie po zwycięstwie Trumpa w wyborach był wiceprzewodniczącym komitetu organizacyjnego uroczystości związanych z zaprzysiężeniem nowego prezydenta.

Manafort w procesie przed sądem federalnym jest oskarżony o 18 przestępstw, m.in. unikanie płacenia podatków i oszustwa bankowe. Udowodnienie Manafortowi nawet części tych zarzutów zdaniem prawników gwarantuje, że ten były strateg polityczny Partii Republikańskiej resztę życia spędzi w więzieniu. Były szef sztabu wyborczego Trumpa jest pierwszą osobą postawioną przed sądem w wyniku prowadzonego od prawie 15 miesięcy śledztwa Muellera.

Zarzuty skierowane przeciw Manafortowi nie mają bezpośredniego związku z podstawowym celem dochodzenia specjalnego prokuratora, jakim jest zbadanie "wszystkich zarzutów o ingerowanie Rosji w kampanię przed wyborami prezydenckimi w USA w roku 2016" ani nie są związane z okresem, gdy Manafort był szefem sztabu Trumpa. Jednak proces ten zdaniem komentatorów ma duże znaczenie w ogólnej strategii Muellera.

Ewentualne skazanie Manaforta może zwiększyć presję na inne osoby znajdujące się w kręgu podejrzeń prokuratora Muellera i może zmusić je do mówienia. Doprowadzenie do skazania Manaforta zdaniem komentatorów przyczyni się do zwiększenia poparcia opinii publicznej dla "misji" Muellera - Republikanina, który w przeszłości był dyrektorem FBI.

Proces w Alexandrii jest także sprawdzianem umiejętności prokuratorów z zespołu dochodzeniowego Muellera na sali sądowej. Natomiast jeśli sztabowi adwokatów Manaforta uda się doprowadzić do oczyszczenia go z większości zarzutów, zwolennicy Trumpa prawdopodobnie ogłoszą zwycięstwo i będą się jeszcze silniej domagać zakończenia przedłużającego się dochodzenia specjalnego prokuratora, które prezydent nazywa polowaniem na czarownice.

Osiemnaście zarzutów przedstawionych Manafortowi w sądzie federalnym w Alexandrii związane jest głównie ze wcześniejszą działalnością Manaforta, kiedy w latach 2010-2014 był politycznym konsultantem Partii Regionów byłego prorosyjskiego prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza.

Prokuratorzy federalni utrzymują, że oskarżony - znany z wystawnego stylu życia - za swoją działalność na Ukrainie w latach 2010-14 otrzymał 60 mln USD, których nie zgłosił w zeznaniach podatkowych w amerykańskim urzędzie skarbowym. Mniej groźne zarzuty, w tym oszustw bankowych, dotyczą późniejszego okresu życia Manaforta, gdy po utracie źródła dochodów, jakim była ukraińska Partia Regionów, zaciągał wielomilionowe pożyczki, podając bankom fałszywe informacje.

Eksperci zwracają uwagę, że kiedy Manafort w marcu 2016 roku spotkał się z Trumpem - wtedy jedynie kandydatem do otrzymania nominacji Partii Republikańskiej - mimo poważnych problemów finansowych zaproponował nowojorskiemu miliarderowi, że będzie pracował na rzecz jego kampanii bez żadnej rekompensaty finansowej.

Nic dziwnego, że ta propozycja intryguje komentatorów. "Dlaczego ten człowiek, będący w rozpaczliwej sytuacji, nie przyjął żadnego wynagrodzenia od sztabu Trumpa? Co zatem dostał i co zaoferował w zamian? Chociaż takie pytania z pewnością nie pojawią się podczas procesu, z pewnością prokurator Mueller i opinia publiczna chcieliby poznać odpowiedzi" - stwierdza Adam Davidson na portalu tygodnika "The New Yorker".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje