USA: Strzelanina w Orlando. Są ofiary śmiertelne

Sześć osób nie żyje po strzelaninie w Orlando. Wśród nich jest strzelec, który na koniec popełnił samobójstwo. Atak nie miał charakteru terrorystycznego.

Do tragedii doszło w magazynie w przemysłowej, południowej części miasta.

Reklama

Tuż po godz. 17 czasu polskiego miejscowy szeryf, Jerry Demings poinformował w krótkich słowach, że sześć osób nie żyje. Wśród nich jest jedna kobieta, a także strzelec, który popełnił samobójstwo. Szeryf dodał, że udało się siedem osób ocalało.

W miejscu zdarzenia są funkcjonariusze FBI. Na razie motywy ataku nie są znane. Policja podaje jednak, że "nie ma on charakteru ataku terrorystycznego". Telewizja WFTV przekonuje, że strzelanina jest prawdopodobnie związana z nieporozumieniami, jakie zaszły między pracownikami.

Do zdarzenia doszło w małej firmie "Fiamma", która zatrudnia zaledwie 10 osób. Są tam głównie pracownicy tymczasowi, a obiekt, w którym doszło do zdarzenia, składa się z dużej hali i części podpiwniczonej.

Demings dodał, że sprawca na początku tego roku został zwolniony z tej firmy.

W czerwcu 2014 roku policja interweniowała w tym samym zakładzie pracy, bo mężczyzna, który dokonał w poniedziałek zabójstw, uderzył wówczas kolegę. Nie postawiono mu wtedy żadnych zarzutów karnych. Mężczyzna miał jednak na koncie wyroki za posiadanie marihuany oraz stosowanie przemocy.

W lipcu 2016 roku w Orlando też doszło do ataku z użyciem broni. 29-letni Omar Mateen wpadł do klubu Pulse zabijając 49 osób i raniąc 53.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy