Reklama

Reklama

W Bułgarii kradną nawet pomniki

Członkowie ormiańskiej społeczności Bułgarii, wdzięczni poecie Pejo Jaworowowi za opisanie ich losu wygnańców, trzykrotnie w ostatnich latach stawiali mu pomnik w jednym z sofijskich parków. Wykonany z brązu monument systematycznie kradziono.

Każdy z wielu punktów skupu złomu w Sofii chętnie kupi bowiem każdy kawałek metalu, płacąc równowartość kilkudziesięciu butelek rakii.

Reklama

Trochę więcej, około 3 tys. euro, otrzymali złodzieje pomnika jednego z najwybitniejszych malarzy bułgarskich Władimira Dimitrowa-Majstora. Pomnik przez ponad 40 lat stał w rodzinnej wsi artysty aż pewnej nocy zniknął. Pocięte fragmenty znaleziono wśród złomu w jednej z hut metali kolorowych.

Na placach w małych miasteczkach Bułgarii pozostali już wyłącznie granitowi partyzanci i czerwonoarmiści.

Sprawa znikania w ciągu ostatnich 20 lat setek pomników stanowi jednak niewielki problem w ogromie kradzieży wyrobów metalowych i ich niekontrolowanym skupem. Straty dla gospodarki są wręcz niewyobrażalne: kradnie się tory kolejowe, przewody, nawet części wind. Dochodzi przy tym do wypadków, w których giną także sami złodzieje.

Jedna z trzech krajowych firm-dystrybutorów energii poinformowała, że tylko w styczniu i lutym straciła w wyniku kradzieży przewody za 1,1 mln lewów (550 tys. euro). W 2010 roku kradzieże jej infrastruktury wzrosły o 184 proc. w porównaniu z poprzednim.

Innymi poszkodowanymi na skutek kradzieży są koleje i telekomunikacja. Klienci nauczyli się, że jak telefon jest głuchy, to nastąpiła "awaria kablowa", czyli skradziono kabel. Naprawa trwa tygodniami. Bułgarskie koleje szacują swoje straty na dziesiątki milionów lewów rocznie, dodając, że uniknięcie wypadków w wyniku kradzieży infrastruktury jest coraz trudniejsze.

W miastach systematycznie znikają pokrywy studzienek kanalizacyjnych. Część z nich wymieniono na betonowe, lecz metalowe elementy pokryw wciąż są pokusą dla złodziei. Doszło do wielu wypadków z udziałem pieszych, którzy wpadli do takich dziur, i samochodów, które uległy uszkodzeniu. Niewielu wytrwałym udało się wygrać procesy z władzami lokalnymi o odszkodowanie.

Obecnie w Bułgarii istnieje 2400 legalnych i nieznana liczba nielegalnych punktów skupu złomu. Bez kontroli skupowane jest dosłownie wszystko: przewody miedziane, tory, sprzęt gospodarczy, akumulatory, części maszyn, fragmenty metalu, po których gołym okiem widać, że są częścią ogrodzeń czy pomników. Ceny skupu są niskie, lecz brak kontroli daje zatrudnienie szerokiej rzeszy Romów.

W marcu bułgarski parlament przyjął ustawę regulującą skup złomu. Liczba punktów skupu ma zostać ograniczona do 400 w całym kraju. Przyjęcie przewodów, metalowych pokryw studzienek, znaków drogowych, torów, elementów pomników bez odpowiednich certyfikatów, że są przeznaczone na złom, będzie uznawane za przestępstwo, za które grozi od trzech do 10 lat więzienia i grzywna w wysokości 100 tys. lewów (50 tys. euro). W punktach skupu ma być instalowany całodobowy monitoring, a nagrania mają być przechowywane przez rok.

Czy te kroki ustawodawcze przyniosą skutki w kraju, w którym wyroki skazujące są rzadkością, pozostaje sprawą otwartą? Społeczność ormiańska zadeklarowała już, że będzie odbudowywać pomnik poety Jaworowa tyle razy, ile będzie trzeba.

Dowiedz się więcej na temat: pomniki

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje