W Karbali spokojnie

Bojówki Muktady al-Sadra ogłosiły trzydniowe wstrzymanie ataków na oddziały polskie i bułgarskie z okazji obchodów święta Arbain Husajni ("powrotu głowy Husajna").

Dziesiątki tysięcy pielgrzymów szyickich nadciągały dzisiaj do Karbali na uroczystości religijne, mimo doniesień o sporadycznej wymianie ognia na peryferiach miasta między antyamerykańskimi bojówkami Muktady al-Sadra i wojskami koalicyjnymi.

Reklama

Władze koalicyjne oceniają, że w Karbali i na jej przedmieściach zgromadziło się przeszło milion pielgrzymów, ale po południu na ulicach nie było jeszcze wielkich tłumów.

Święto Arbain Husajni ("powrotu głowy Husajna"), w skrócie Arbain, zaczyna się w sobotę wieczorem i trwa do niedzieli wieczór. Kończy ono coroczne obchody męczeństwa imama Husajna, wnuka Mahometa i duchowego protoplasty wszystkich szyitów.

Szejk Hamez al-Taj, dowódca Armii Mahdiego, zapowiedział w Karbali, że "wstrzymanie operacji militarnych przeciwko stacjonującym w Karbali oddziałom polskim i bułgarskim będzie trwać do północy w poniedziałek", czyli do końca uroczystości religijnych.

- Podjęliśmy tę decyzję w wyniku apeli przywódców religijnych miasta i z powodu napływu tysięcy pielgrzymów. Pozostawi ona otwartą drogę do negocjacji, mających na celu znalezienie rozwiązania politycznego kryzysu - powiedział al-Taj.

Przypomniał, że al-Sadr postawił ultimatum siłom koalicji w Karbali, dowodzonym przez Polskę, żądając, aby wojska te wycofały się z miasta. Domaga się też, aby iracka policja podlegała Hawzy, czyli miejscowemu wysokiemu duchowieństwu szyickiemu.

Al-Taj podkreślił, że rozejm będzie trwać, o ile "siły okupacyjne nie wejdą do centrum Karbali i nie zbliżą się do miejsc świętych ani do posterunków kontrolowanych przez Armię Mahdiego przy wjeździe do miasta".

Wcześniej Iracka Rada Zarządzająca wezwała do natychmiastowego zawieszenia broni między wojskami koalicji i powstańcami, zwłaszcza w Faludży. W trwających od początku tygodnia walkach zginęło ok. 450 Irakijczyków, a ponad 1000 zostało rannych. Irackie władze potępiły "siłowe rozwiązania, które godzą w cywilów". Wezwały też Stany Zjednoczone do jak najszybszego przekazania władzy w ręce Irakijczyków i wycofania wojsk z kraju. Wielu z członków Irackiej Rady Zarządzającej zagroziło podaniem się do dymisji, jeśli Amerykanie nie zakończą krwawych starć w Faludży. Mimo ogłoszonego wczoraj wstrzymania ofensywy przez amerykańskie wojska, od nocy, szósty dzień z rzędu, w mieście toczą się zacięte walki.

Delegacja z członkami Rady Zarządzającej przybyła do Faludży, aby doprowadzić do zakończenia walk. - W konwoju przybyło 10 samochodów, w których znajdowało się 35 osób. Zdają one sobie sprawę z niebezpieczeństwa, lecz chcą podjąć ryzyko. Nie towarzyszy im żadna amerykańska eskorta - powiedział kpt. Will Dickens z posterunku wojskowego. Dwaj członkowie Rady Zarządzającej: sunnici Ghazi Maszal Adżil al- Jawer i Mushin Abd al-Hamid, sekretarz generalny Irackiej Partii Islamskiej, z powodu walk w Faludży bez powodzenia oczekiwali od wczoraj u bram miasta na możliwość udania się na negocjacje.

Zdaniem sekretarza stanu USA Colina Powella w Iraku doszło do taktycznego kontaktu szyitów z sunnitami w Iraku. Zjednoczyła ich walka z wojskami amerykańskimi. - To był ciężki tydzień, nie da się tego ukryć. Ale ciągle wierzę, że większość Irakijczyków nas popiera - powiedział Powell w wywiadzie dla telewizji Fox. Szef amerykańskiej dyplomacji podkreślił, że zaskoczyła go zaciekłość oporu, jaki wojska USA napotkały na szyickim południu Iraku oraz w rejonie sunnickich miast Faludża i Ramadi.

40 Irakijczyków zginęło w starciach w Bakubie

40 Irakijczyków, w tym policjant, zginęło, a kilkudziesięciu zostało rannych w ciągu ostatnich 24 godzin w Bakubie w starciach pomiędzy uzbrojonymi rebeliantami a oddziałami amerykańskimi. Walki w Bakubie, mieście położonym w odległości 60 km na północny wschód od Bagdadu, rozpoczęły się wczoraj późnym wieczorem równoczesnymi atakami rakietowymi na posterunek irackiej policji, biuro gubernatora i budynki należące do armii USA - powiedział kpt. Issam Bornales, rzecznik prasowy 1 dywizji piechoty. - Był to dobrze skoordynowany atak na pewne obszary, lecz doszło też do ostrzelania amerykańskich żołnierzy przez zwykłych ludzi - dodał rzecznik. Wśród zabitych 11 osób to cywile - powiedział dr Fuad Husajn ze szpitala w Bakubie.

Siły amerykańskie zrównały z ziemią miejscową siedzibę radykalnego szyickiego duchownego, Muktady al-Sadra, którego milicja walczy z koalicją w południowej części kraju. Nie wiadomo, czy w starciach z żołnierzami USA uczestniczyli zwolennicy Sadra, czy inne wrogie ugrupowania.

Starcia sił USA z sunnitami w Bagdadzie

Oddziały amerykańskie starły się dzisiaj rano z bojówkami sunnickimi w północno-zachodnim Bagdadzie - poinformowała agencja Reutera, powołując się na świadków. Dziesiątki bojówkarzy z przeciwczołgowymi pociskami rakietowymi (RPG) ostrzeliwały siły USA w dzielnicy Adhimija. Eksplozje i strzały słychać było w sektorze, gdzie znajduje się dawna rezydencja b. prezydenta Saddama Husajna. Obecnie jest ona pod kontrolą oddziałów amerykańskich, które okrążyły cały kwartał, nie dopuszczając do niego dziennikarzy.

Dowiedz się więcej na temat: oddziały | wojsko | wstrzymanie | USA

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje