Reklama

Reklama

W Norwegii każdy może zobaczyć, ile zarabia jego sąsiad

Norweski fiskus nie ma przed mieszkańcami żadnych tajemnic. Dosłownie. Właśnie opublikował kolejne zestawienie, które umożliwia zaglądanie do kieszeni. Każdemu.

Szokujące zwyczaje? Na pewno nie w Norwegii, gdzie zasada jawności i transparentności jest ponad wszystko. Mieszkańcy tego kraju znowu się o tym przekonują, bo tzw. Biuro ds. podatków upubliczniło nowe dane za rok 2018. Każdy może sprawdzić, ile zarobili sportowcy, celebryci albo inne osoby publiczne, ale także... sąsiedzi.

Reklama

Jedyne warunki, które trzeba spełnić to skończone 16 lat i limit 500 różnych wyszukiwań w ciągu miesiąca. Wystarczy połączyć się ze stroną urzędu skarbowego i wpisać specjalny numer identyfikacyjny przypisany do każdej osoby.

W ten sposób Norwegowie mogli dowiedzieć się choćby, że w ubiegłym roku najwięcej zarobił 76-letni biznesmen i filantrop Trond Mohn (ponad 440 mln koron, czyli ok. 43 mln euro) oraz że najbogatszy pozostaje przedsiębiorca Kjell Inge Rokke.

Wśród sportowców, dobrze znana w Polsce Therese Johaug - wieloletnia rywalka Justyny Kowalczyk, nie tak dawno zawieszona na trzynaście miesięcy po pozytywnej kontroli dopingowej - też nie może narzekać. Jej majątek powiększył się w ubiegłym roku o 1,2 mln euro (ok. 12 milionów norweskich koron). Z kolei inny znany sportowiec, trener Manchesteru United Ole Gunnar Solskjaer ma o dwa mln koron mniej.

Chcesz sprawdzić sąsiada? Nie jesteś anonimowy

Udostępnianie tak wrażliwych danych do publicznej wiadomości nie jest w Norwegii sprawą nową, ale jednak można zauważyć pewne zmiany w ostatnich latach. Związane przede wszystkim z pozbyciem się anonimowości. Osoby, których majątek jest sprawdzany dostają bowiem teraz informacje, kto się nimi interesuje. Takie obostrzenia zostały wprowadzone po kontrowersjach, które się pojawiały, a dotyczyły np. wytykania palcem dzieci rodziców, których dochody zostały przez kogoś upublicznione.

Efekt wprowadzenia tych zmian? Znaczny spadek zainteresowania w porównaniu z wcześniejszymi latami. Dla przykładu: przez rok między październikiem 2013 i październikiem 2014 prawie 900 tysięcy osób wyszukiwało 16,5 mln danych. W 2018 roku zainteresowanie spadło o połowę i wyszukiwano "tylko" 1,6 mln przypadków.

Pojawiły się też kolejne kontrowersje. Tym razem związane z niedawnym uprowadzeniem żony jednego z najbogatszych Norwegów, od którego zażądano okupu. Lobby, stojące za transparentnością i jawnością w życiu publicznym jest jednak cały czas bardzo silne, więc nie należy spodziewać się poważnych zmian.

RP

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy