Reklama

Reklama

Wielka Brytania i Izrael nie chcą u siebie Donalda Trumpa

Zdaniem Donalda Trumpa, faworyta Republikanów w wyborach prezydenckich w USA, muzułmanie nie powinni być wpuszczani na teren Stanów Zjednoczonych. Ta wypowiedź oburzyła społeczność międzynarodową, a obywatele Wielkiej Brytanii i Izraela odpowiadają, że nie chcą Trumpa u siebie.

Ponad 155 tys. Brytyjczyków podpisało internetową petycję, by zakazać faworytowi Republikanów w wyborach prezydenckich w USA Donaldowi Trumpowi wjazdu do Wielkiej Brytanii po jego propozycji, by nie wpuszczać muzułmanów do Stanów Zjednoczonych.

Reklama

Jednak minister finansów George Osborne uznał w środę wypowiedzi Trumpa za "nonsens", oceniając jednocześnie, że Amerykaninowi nie powinno się zakazywać wjazdu do Wielkiej Brytanii.

Trump jest właścicielem dwóch pól golfowych w Szkocji, które odwiedzał w tym roku.

I dla biednych, i dla bogatych

W petycji przypomniano, że "Wielka Brytania zakazywała wjazdu wielu osobom za mowę nienawiści".

- Jeśli Wielka Brytania ma wciąż stosować kryterium "dopuszczalnego zachowania" wobec tych, którzy chcą przekroczyć jej granicę, to musi ono obowiązywać zarówno bogatych, jak i biednych, słabych i potężnych - podkreślono.

Autorką petycji jest działaczka ze Szkocji Suzanne Kelly, która od dawna krytykowała najnowsze pole golfowe Trumpa w Aberdeenshire. Do środowego popołudnia petycję podpisało ponad 155 tys. ludzi, a liczba jej zwolenników wciąż rośnie.

Brytyjski rząd odpowiada na wszystkie petycje, które zdobędą ponad 10 tys. podpisów, a jeśli jest ich ponad 100 tys., sprawa jest rozważana jako temat do debaty parlamentarnej.

Politycy nie powinni dzielić

Brytyjskie MSW ma możliwość niewpuszczenia do kraju osób, jeśli uzna, że osoby te niedopuszczalnie się zachowują. W przeszłości zakazy wprowadzono wobec osób propagujących nienawiść, mogącą wywołać przemoc między wspólnotami.

Pytana w środę przez dziennikarzy, czy rozważy zastosowanie takich środków wobec Trumpa, szefowa MSW Theresa May powiedziała tylko, że ważne jest, by politycy przyczyniali się do "spójności między poszczególnymi społecznościami, a nie do podziałów".

Dyskusja najlepszym rozwiązaniem

Prokurator generalna USA Loretta Lynch, która wygłosiła przemówienie w Londynie, nie odpowiedziała, czy działania proponowane przez Trumpa byłyby zgodne z prawem.

Brytyjscy politycy zazwyczaj nie komentują kwestii politycznych, które dotyczą innych krajów, ale we wtorek rzeczniczka premiera Davida Camerona oświadczyła, że według szefa rządu wypowiedzi Trumpa są "dzielące, niepomocne i po prostu niewłaściwe".

W środę na cotygodniowej sesji pytań do premiera w parlamencie w imieniu Camerona wypowiadał się Osborne. Pytany o ewentualny zakaz, odparł, że "najlepszym sposobem skonfrontowania poglądów kogoś takiego, jak Donald Trump, jest wejście z nim w solidną demokratyczną dyskusję o tym, dlaczego głęboko się myli co do wkładu amerykańskich i brytyjskich muzułmanów".

- To jest najlepszy sposób poradzenia sobie z Donaldem Trumpem i jego opiniami, a nie usiłowanie wprowadzenia zakazu wobec kandydatów na prezydenta - powiedział.

2,7 mln muzułmanów

W liczącej 65 mln mieszkańców Wielkiej Brytanii żyje ok. 2,7 mln muzułmanów. W tym roku rząd uznał, że walka z ekstremizmem jest jedną z decydujących bitew tego wieku i ogłosił strategię mającą głównie na celu powstrzymanie ideologii promowanej przez bojowników Państwa Islamskiego, Al-Kaidy i innych radykalnych ruchów.

W poniedziałek Trump ogłosił propozycję wprowadzenia "całkowitego zakazu wjazdu do USA dla muzułmanów", zarówno dla imigrantów, jak i turystów, jako sposób, by chronić USA przed "straszliwymi atakami ze strony ludzi, którzy wierzą w dżihad". Pomysł został ogłoszony kilka dni po badanej przez FBI jako "akt terroryzmu" strzelaninie w San Bernardino w Kalifornii, w której muzułmańskie małżeństwo zabiło 2 grudnia 14 osób.

Izrael także niechętny

Izraelska scena polityczna krytycznie odnosi się do planowanej na koniec grudnia wizyty w Izraelu ubiegającego się w USA o nominację prezydencką Republikanów Donalda Trumpa. Opozycja domaga się zablokowania wizyty, premier Benjamin Netanjahu milczy.

Falę powszechnej krytyki także w Izraelu wywołała ta sama wypowiedź Trumpa, która poruszyła Brytyjczyków.

Jak informują izraelskie media, Trump miałby odwiedzić Jerozolimę 28 grudnia, jednak gabinet premiera Izraela wciąż nie potwierdza, że do takiej wizyty w ogóle dojdzie.

Według źródeł zbliżonych do otoczenia izraelskiego premiera, Netanjahu, któremu bliżej zdecydowanie do Republikanów, po ostatnich wypowiedziach Trumpa postanowił się od niego zdystansować, gdyż nie zgadza się ze wszystkimi postulatami przedstawionymi przez kontrowersyjnego amerykańskiego polityka. Z kolei sam Trump ma nadzieję, że wizyta w Izraelu wzmocni jego pozycję przed wyborami prezydenckimi w USA, które odbędą się w listopadzie 2016 r.

Zablokowanie wizyty

Izraelscy politycy od prawa do lewa, włącznie z rządzącym Likudem, potępili oficjalnie Trumpa za wypowiedź o muzułmanach. Zdaniem wielu polityków wizyta amerykańskiego miliardera powinna zostać zablokowana, bowiem - jak podkreślają - ok. 20 proc. mieszkańców Izraela stanowi mniejszość arabska.

"Neonazista", "rasista", "demagog" - to częste przydomki, jakie otrzymał w ostatnich dniach Trump od izraelskich polityków, którzy nie kryją oburzenia słowami polityka. W ich ocenie retoryka kandydata Republikanów do nominacji prezydenckiej jest szkodliwa z punktu widzenia Izraela.

Jak zaznacza agencja Reutera, słowa Trumpa nie spotkały się z natychmiastową odpowiedzią ze strony prezydenta Izraela Reuwena Riwlina, który od środy przebywa z wizytą w USA.

 

 

 

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje