Władza według planu

Napięta sytuacja w Iraku nie wpłynie na zmianę planów przekazania władzy w ręce Irakijczyków - takie wnioski płyną z dzisiejszego radiowego przemówienia prezydenta USA George'a W. Busha.

Bush mówił, że jedynym celem bojówkarzy jest upokorzenie Amerykanów i zmuszenie ich do zmiany terminu oddania władzy w Iraku. - Właśnie tego chcą nasi wrogowie. Chcą dyktować przebieg zdarzeń w Iraku i odebrać mieszkańcom tego kraju przyszłość. Chcą by Ameryka i inne kraje koalicji doznały porażki na oczach całego świata. Te zamiary wrogów wolności skończą się klęską - Irak odzyska pełne samostanowienie 30 czerwca - zapewnił.

Reklama

- Siły szybkiego reagowania naszej koalicji ścigają nieprzyjaciela i nawiązują z nim walkę. Nasze zdecydowane działania będą kontynuowane, aż poradzimy sobie z tymi wrogami demokracji - powiedział.

- W marcu iracka Rada Zarządzająca podpisała dokument, który chroni prawa narodu irackiego, przedstawia harmonogram wyborów i toruje drogę dla konstytucji kraju. Specjalny wysłannik ONZ, Lakhdar Brahimi, prowadzi intensywne konsultacje z (...) Irakijczykami na temat struktury tymczasowego rządu, który zacznie urzędowanie 1 lipca - powiedział Bush.

Krytycy administracji Busha twierdzą, że termin 30 czerwca jest sztucznie przyspieszony, aby Bush mógł pochwalić się sukcesem przed listopadowymi wyborami prezydenckimi. Bush ubiega się w nich o reelekcję.

Przypomina się, że nadal nie wiadomo, jak zostanie wyłoniony nowy rząd iracki, gdyż pierwotny plan transferu władzy - nie przewidujący na razie wolnych wyborów -- został odrzucony wskutek stanowczego sprzeciwu ze strony szyickiego przywódcy, ajatollaha Alego al-Sistaniego.

W odpowiedzi na radiowe przemówienie prezydenta opozycyjny, demokratyczny senator Carl Levin, wiceprzewodniczący senackiej Komisji Sił Zbrojnych skupił się na sprawie kontrowersyjnego terminu przekazania władzy. - Jeżeli nadamy suwerenność organowi stworzonemu przez USA, który nie ma poparcia irackiego społeczeństwa ani społeczności międzynarodowej, może nastąpić jeszcze większe nasilenie przemocy przeciwko naszym wojskom, z ewentualnością wojny domowej włącznie - powiedział.

Bush obiecał także pomoc w odbudowie Iraku i zapewnieniu mu bezpieczeństwa po przekazaniu władzy Irakijczykom 30 czerwca.

- Nasze wojska koalicyjne będą nadal gwarantować bezpieczeństwo Iraku. Nadal też będziemy pomagać narodowi irackiemu w odbudowie gospodarki, zrujnowanej przez dziesięciolecia dyktatury i korupcji - powiedział.

W Iraku od rana trwają walki w kilku dużych miastach, między innymi Faludży, Mosulu i w Bakubie, gdzie siły amerykańskie zrównały z ziemią siedzibę radykalnego szyickiego duchownego, Muktady al-Sadra.

Według ostatnich danych, w walkach zginęło 40 Irakijczyków w tym kilkunastu przypadkowych cywilów.

Bush przebywa na wakacjach na swoim rancho w Teksasie już od środy, co wywołało krytykę ze strony demokratów i niektórych komentatorów, zdaniem których prezydent "ukrywa" się przed opinią publiczną w trudnym okresie zaostrzenia sytuacji w Iraku. Wypomniał mu to m.in. demokratyczny kandydat do Białego Domu, senator John Kerry.

Dowiedz się więcej na temat: USA | Bush

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy