Reklama

Reklama

Włochy: Miś Papillon znowu uciekł z rezerwatu. Tym razem szukano go 42 dni

Pracownicy rezerwatu na północy Włoch zdążyli już przywyknąć do tego, że niedźwiedź brunatny M49 nie ma najmniejszej ochoty siedzieć w obrębie swojego wybiegu. Tym razem udało mu się rozerwać ogrodzenie pod napięciem i zaszyć się w dziczy na 42 dni - informuje CNN. Kudłaty mistrz ucieczek ma nieoczekiwanego sojusznika.

Niedźwiedź M49 został pieszczotliwie nazwany imieniem Papillon, na cześć postaci wymyślonej przez francuskiego pisarza Henriego Charrière'a, który w 1931 roku został niesłusznie skazany za morderstwo i wysłany do kolonii karnej, z której uciekł. Bohater jego powieści nosi to samo nazwisko co autor, a w półświatku nazywany jest Papillon, co znaczy Motylek. Mężczyzna ów pojawia się i znika niepostrzeżenie, a gdy zostaje schwytany zaczyna planowanie ucieczki.

Reklama

Czteroletni dziś niedźwiedź brunatny został złapany w 2019 roku i pierwszej wielkiej ucieczki spróbował już wówczas, w lipcu. Jak relacjonuje CNN, miś, który nie posiada kołnierza z lokalizatorem, spędził dziewięć miesięcy, umykając pracownikom agencji rządowych i leśnikom. Udało się go ponownie schwytać dopiero w kwietniu tego roku. Na ogrodzonym wybiegu, który miał dzielić z niedźwiedzicą, wytrzymał zaledwie kilka godzin, po czym znowu czmychnął.

Kiedy po tej ucieczce wrócił do niewoli, poddano go zabiegowi kastracji, z nadzieją, że uspokoi to temperament niepokornego misia. Jak pokazują jego dalsze wyczyny, niespecjalnie to pomogło.

- Problemem jest to, że jest zbyt dziki i ma mocny instynkt, który każe mu wracać do lasu - powiedział CNN rzecznik władz regionalnych. Papillon znowu wydostał się w lipcu 2020 roku i tym razem przebywał w dziczy 42 dni.

"Nie róbcie mu krzywdy"

Niedźwiedzie brunatne zostały ponownie wprowadzone do prowincji Trentino we wschodnich Alpach w 1999 roku, w ramach projektu ratującego zagrożone gatunku w tym paśmie górskim. Zaowocowało to populacją około 100 misiów żyjących w okolicy. Według założeń projektu zwierzęta miały się rozproszyć. One jednak wolały pozostać w sporym zagęszczeniu. Co więcej, przestały bać się ludzi i innych zwierząt. Jak uważają lokalni przyrodnicy, niedźwiedzie brunatne są odpowiedzialne za zabijanie zwierząt gospodarskich, w tym krów. Odnotowano też przypadki ataków na ludzi.

Specjaliści pobierają próbki DNA niedźwiedzi z ich odchodów i śliny, tworząc dokładną bazę danych genetycznych. Dzięki temu mogą dopasowywać konkretne zwierzęta do ewentualnych ataków i zniszczeń.

Papillon na razie nie musi się bać. Wśród fanów brunatnego mistrza ucieczek jest włoski minister ochrony środowiska Sergio Costa. Polityk wezwał, by nie robić misiowi krzywdy przy próbie schwytania - w końcu on też nikomu nie zrobił krzywdy. Narobił tylko szkód materialnych, za które zawsze można zapłacić. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje