Reklama

Reklama

​Wpadka księcia Karola. Lot śmigłowcem i zmniejszanie śladu węglowego?

Brytyjski następca tronu został przyłapany, a media wypominają mu hipokryzję. Książę Karol miał wygłosić przemówienie w White Laboratory w Cambridge przed naukowcami, którzy prowadzą badania nad dekarbonizacją podróży lotniczych. Na to wydarzenie udał się prywatnym śmigłowcem i bentleyem, pozostawiając tym samym potężny ślad węglowy.

Brytyjskie media nie mają litości. Książę Karol, który stara się kreować na championa ochrony klimatu, znalazł się w wizerunkowych tarapatach. Jak przypomina "Daily Mail", niedawno musiał się zmierzyć z falą krytyki w związku z tym, że wylatał blisko 26 tys. kilometrów, używając prywatnych odrzutowców i śmigłowców, w okresie poprzedzającym Światowe Forum Ekonomiczne w Davos.

Reklama

Tym razem następca tronu zdecydował się na przelot śmigłowcem należącym do rodziny królewskiej z Highgrove do Cambridge, które dzieli około 200 kilometrów. Sama jego podróż śmigłowcem wymagała jednak, by maszyna przeleciała łącznie ponad 590 kilometrów, co kosztowało w sumie przynajmniej 12 tys. funtów i spowodowało wyrzucenie do atmosfery około 2,5 t dwutlenku węgla. Ze śmigłowca przesiadł się do bentley’a, który podwiózł go na ostatnim, kilkukilometrowym odcinku.

Ratować "starą biedną planetę"

W trakcie spotkania z naukowcami z White Laboratory wzywał ich do tego, by spieszyli się z ratowaniem "tej biednej starej planety". Po wygłoszeniu swojej przemowy ponownie udał się na lądowisko, po czym śmigłowcem poleciał do Sandringham (ponad 85 km.) by spotkać się z królową.

W związku z falą krytyki oficjalna rezydencja księcia, Clarence House, wydała oświadczenie. Jak twierdzą jej reprezentanci, ślad węglowy pozostawiany przez podróże następcy tronu jest co roku kompensowany. "Są one wykonane w oparciu o to, co jest możliwe w ramach ograniczeń czasu, odległości i bezpieczeństwa." - skomentował sprawę podróży księcia Karola rzecznik Clarence House.

Do sprawy odniósł się też działacz na rzecz ustanowienia republiki Graham Smith. "Chce odgrywać rolę, ale nie chce wcielać swoich słów w czyn. Wydaje mu się, że obowiązują go inne zasady niż całą resztę" - skomentował.

Cytowana przez "Daily Mirror" dr Lucy Gilliam, działaczka do spraw lotnictwa i żeglugi w grupie proekologicznej Transport i Środowisko również skrytykowała członka rodziny królewskiej. "Mógłby użyć prywatnego samochodu z szoferem, najlepiej elektrycznego, jeżeli naprawdę chciałby wcielić głoszone idee w czyn. Zdecydowanie stać go na teslę" - stwierdziła.  

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje