Reklama

Reklama

Wrak statku Costa Concordia w coraz gorszym stanie

Kadłub statku Costa Concordia, leżącego w morzu przy włoskiej wyspie Giglio, rdzewieje, a dziób jest coraz bliżej dna - takie są wyniki oględzin dokonanych przez płetwonurków półtora roku po katastrofie wycieczkowca. Stan wraku stale się pogarsza.

Płetwonurkowie, o których inspekcji poinformowała agencja Ansa, stwierdzili postępującą korozję, a także osiadanie statku.

Reklama

13 stycznia zeszłego roku wielki wycieczkowiec z ponad 4 tysiącami osób na pokładzie wpadł na podmorskie skały, w wyniku czego w jego kadłubie powstała wyrwa długości kilkudziesięciu metrów. Jednostka nabrała wody, a potem przewróciła się na bok. W katastrofie zginęły 32 osoby. Ciał dwóch z nich nie odnaleziono.

Z obecnych obserwacji wynika, że do postępującej korozji przyczyniły się też fragmenty skał, które wbiły się w kadłub. To zaś zdaniem ekspertów osłabiło całą strukturę gigantycznego statku, przygotowywanego do wielkiej operacji podniesienia i odtransportowania do jednego z portów. Nie wiadomo, kiedy to nastąpi. Włoska Obrona Cywilna nie wyklucza, że nie uda się tego zrobić do końca lata, to jest  przy sprzyjających warunkach na morzu i wrak może pozostać na miejscu do przyszłego roku.

Jednak stan Concordii, zwłaszcza jego osiadanie, nie budzi zaniepokojenia konsorcjum Titan Micoperi, któremu powierzono zadanie jego podniesienia. Zapewniło ono, że obecna deformacja mieści się w przewidzianych normach. To, jak wyjaśniono, także naturalny rezultat wpływu warunków atmosferycznych i morskich.

W czasie inspekcji nie stwierdzono natomiast zatrucia środowiska - ani wody, ani morskiej flory i fauny.

Na toczącym się w Grosseto w Toskanii procesie kapitana statku Francesco Schettino, oskarżonego o doprowadzenie do katastrofy, jego obrona złożyła wniosek o przeprowadzenie nowej ekspertyzy aparatury na pokładzie Concordii i to jeszcze zanim wrak zostanie  podniesiony. Sąd na razie oddalił decyzję w tej sprawie do września uznając, że nie jest ona priorytetowa, a także - jak wyjaśniono - z powodu zagrożenia dla biegłych, którzy musieliby zanurzyć się w morzu, by skontrolować aparaturę znajdującą się obecnie pod wodą.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy