Reklama

Reklama

Wybuch w Bejrucie. Nowe fakty o katastrofie

W Bejrucie trwa walka ze skutkami wybuchu, jaki wstrząsnął miastem we wtorek, 4 sierpnia. W libańskiej stolicy rozpoczęły się pogrzeby pierwszych ofiar, a w mediach pojawia się coraz więcej informacji o przyczynach i okolicznościach tragedii. W wyniku eksplozji w Bejrucie zginęło co najmniej 145 osób, a rannych jest ponad pięć tysięcy.

Pierwsza silna eksplozja miała miejsce we wtorek około godz. 18 czasu lokalnego (godz. 17 w Polsce), po czym nastąpił pożar i kilka detonacji, a następnie doszło do drugiej, znacznie silniejszej eksplozji, która spowodowała ogromny dym w kształcie grzyba i praktycznie zmiotła z powierzchni ziemi port i okoliczne budynki.

Media podają coraz więcej informacji o tym, dlaczego doszło do wybuchu. Wiele wskazuje na to, że jedną z przyczyn tragedii były wieloletnie zaniedbania władz portu oraz polityków. 

Do pożaru i późniejszej eksplozji doszło w momencie, gdy spawacze prowadzili prace w magazynie numer 12. Składowano tam prawie trzy tysiące ton niezabezpieczonych w żaden sposób azotanów amonu.

Ładunek trafił do portu przypadkiem?

Reklama

Z ustaleń miejscowych mediów wynika, że ładunek trafił do bejruckiego portu przypadkiem. Sześć lat temu znajdował się na pokładzie statku płynącego do Mozambiku. 

Maszyna miała jednak awarię i zawinęła do portu w Bejrucie. Usterka była na tyle poważna, że libańskie służby nie pozwoliły okrętowi wyruszyć w dalszą drogę.

Azotany zostały wyładowane do magazynu, a marynarze uciekli. Właściciel statku nie zainteresował się dalszym losem maszyny. 

Ostrzegano, że to "tykająca bomba"

W samym Bejrucie ostrzegano, że ładunek w porcie to "tykająca bomba", ale nikt nie doprowadził do jego usunięcia. Azotany przeleżały w porcie sześć lat, aż doszło do tragedii.

Gubernator Bejrutu Marwan Abbud mówił w arabskiej telewizji Al-Hadath, że straty po wtorkowej eksplozji, w wyniku której zniszczona została duża część miasta, mogą sięgać 10-15 mld dolarów.

Abbud wyjaśnił, że szacunek ten obejmuje zarówno straty bezpośrednie, jak i pośrednie związane z działalnością biznesową, która w związku ze zniszczeniami może przeżywać poważny kryzys.

Według gubernatora Bejrutu bez dachu nad głową pozostało do 300 tys. ludzi. W środę rząd Libanu wprowadził na dwa tygodnie stan wyjątkowy w stolicy kraju. 

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje