Wykładowcy i studenci protestują przeciw liście "ludzi Sorosa"

Ponad 300 wykładowców i studentów Uniwersytetu im. Loranda Eoetvoesa (ELTE) w Budapeszcie zaprotestowało we wtorek przeciw opublikowaniu przez prorządowy tygodnik węgierski listy "ludzi Sorosa".

316 sygnatariuszy listu, który zamieścił na Facebooku jeden z wykładowców, uznało za niedopuszczalne opublikowanie przez tygodnik "Figyeloe" listy osób, pracujących - jak twierdzi periodyk - dla amerykańskiego biznesmena George'a Sorosa i opłacanych przez niego organizacji.

Reklama

Według sygnatariuszy listu publikacja listy "wpisuje się ściśle w długotrwałą kampanię nienawiści, w wyniku której piętnująca, stygmatyzująca i prostacka narracja oraz szczucie przywodzące na myśl najgorsze dyktatury stały się już częścią naszej codzienności".

Wykładowcy i studenci podkreślili, że obowiązkiem odpowiedzialnych obywateli jest obrona wartości sprawiedliwości społecznej i demokracji nie tylko w słowach, ale i w czynach. "Jesteśmy dumni ze wszystkich, w tym z członków społeczności ELTE i naszych kolegów, którzy dzięki swojej pracy przyczyniają się do realizacji tych celów" - czytamy w iście, który został wysłany do redakcji "Figyeloe".

Ubiegłotygodniowy numer pisma w artykule zatytułowanym "Ludzie spekulanta" wymienia z imienia i nazwiska osoby, które zdaniem autorów tekstu pracują dla Sorosa. Są wśród nich wykładowcy uniwersyteccy oraz m.in. osoby pracujące w takich organizacjach jak Amnesty International, Węgierski Komitet Helsiński czy organizacja pozarządowa Stowarzyszenie na rzecz Prawa do Swobód (TASZ).

Na pierwszym miejscu wymienieni zostali wykładowcy założonego przez Sorosa Uniwersytetu Środkowoeuropejskiego (CEU), w tym byli ministrowie: spraw zagranicznych Peter Balazs czy finansów Albert Laszlo Barabasi i Lajos Bokros, a także rektor uczelni Michael Ignatieff.

Na Węgrzech od kilku lat trwa intensywna kampania przeciwko osobie Sorosa. Władze kraju zarzucają mu działania na rzecz sprowadzenia do Europy milionów emigrantów. Był to też jeden z kluczowych wątków kampanii Fideszu przed wyborami parlamentarnymi 8 kwietnia.

Premier Viktor Orban oświadczył pod koniec marca, że na Węgrzech działa około 2 tys. najemników, którzy czynią starania, by w kampanii wyborczej doprowadzić do upadku rządu i stworzyć gabinet proimigracyjny.

W reakcji na publikację "Figyeloe" Amnesty International wydała komunikat, w którym oceniła artykuł jako próbę zastraszenia i zapewniła, że się nie boi. AI dodała, że jeśli rząd węgierski osiągnie swój cel i w kraju nie będzie organizacji pozarządowych, to bez wsparcia pozostanie wiele osób znajdujących się w trudnej sytuacji. "W tej historii nie chodzi o atakowane organizacje, ale o nas wszystkich, o nasze życie, dlatego wszyscy powinni zabrać głos, nie możemy pozwolić, żeby nas zastraszano" - napisała AI.

Na listę zareagowała też ambasada USA w Budapeszcie, pisząc na Twitterze, że społeczeństwo obywatelskie to zwykli obywatele czyniący starania, by ich kraj był lepszym miejscem. "Stany Zjednoczone potępiają próbę zastraszenia tych obywateli przez 'Figyeloe'" - napisano na Twitterze. 

Z Budapesztu Małgorzata Wyrzykowska 

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje