Reklama

Reklama

Wypowiedź Cavusoglu "nie do przyjęcia". Bułgarzy oburzeni

Czwartkowa wypowiedź szefa tureckiej dyplomacji Mevluta Cavusoglu, który oświadczył, że jego kraj ingerował na rzecz korzystnych dla wyznania muzułmańskiego zmian w bułgarskim ustawodawstwie, wywołała ogromne oburzenie w Bułgarii.

Wicepremier i szefowa MSZ Ekaterina Zachariewa uznała w piątek, że wypowiedź Cavusoglu jest "nie do przyjęcia", i wezwała go do powstrzymania się od tego rodzaju komentarzy. Zachariewa przeprowadziła z Cavusoglu rozmowę telefoniczną, a w piątek po południu do bułgarskiego MSZ został wezwany ambasador Turcji, wobec którego wyrażono oficjalny protest.

Reklama

"Jestem naprawdę zdziwiona i skrajnie niezadowolona w związku z tą wypowiedzią. Nie sprzyja ona naszym przyjacielskim stosunkom. Ta wypowiedź padła na wiecu przedwyborczym (w niedzielę w Turcji odbędą wybory samorządowe - PAP). Niedobrze jest wykorzystywać sąsiadów w swoich kampaniach wyborczych" - stwierdziła.

W bułgarskim parlamencie reakcja była znacznie ostrzejsza, mimo zapewnień posłów partii GERB i tureckiej mniejszości, że żadnej tureckiej ingerencji nie było.

Liderzy trzech partii nacjonalistycznych, które są partnerami GERB w koalicji rządzącej, a które nie głosowały za nowelizacją ustawy o wyznaniach, domagają się od premiera Bojko Borisowa wyjaśnienia, "kto, jak i na jakiej podstawie ingeruje w sprawy wewnętrzne kraju, otwiera po kryjomu drzwi do finansowania wyznań z zagranicy".

Opozycyjna lewicowa Bułgarska Partia Socjalistyczna (BSP) domaga się, by prokuratura zbadała sprawę ingerencji tureckiej. Liderka BSP Kornelia Ninowa zwróciła się do prezydenta Rumena Radewa o zawetowanie nowelizacji ustawy.

Skandal wybuchł na mniej niż dwa tygodnie przed oficjalną wizytą Mevluta Cavusoglu w Bułgarii.

Bułgarski parlament przyjął w czwartek nowelę ustawy o wyznaniach, zezwalając na odroczenie do 10 lat spłaty podatków, z którymi zalegają wspólnoty wyznaniowe. Uregulowanie sytuacji podatkowej jest konieczne do otrzymywania subsydiów. Zmiana dotyczy wyłącznie wspólnoty muzułmańskiej, której zadłużenie wobec fiskusa przekracza 8 mln lewów (4 mln euro). Cerkiew prawosławna długów nie ma.

Państwo bułgarskie chciało wstrzymać zagraniczne finansowanie i płacić z własnego budżetu, by uniknąć potencjalnie niebezpiecznych zagranicznych wpływów. Dlatego postanowiono udzielać subsydiów państwowych wyznaniom, których wierni stanowią ponad 1 proc. populacji. Cerkiew prawosławna ma otrzymywać 22 mln lewów (11 mln euro) rocznie, a urząd głównego muftiego - 15 mln lewów (7,5 mln euro).

Z poddanej pod głosowanie wersji nowelizacji usunięto jednak zakaz finansowania wyznań z zagranicy. Ostatecznie więc urząd głównego muftiego będzie finansowany jednocześnie z budżetu Bułgarii oraz tureckiego urzędu ds. wyznań. Zgodnie z przyjętym w czwartek tekstem ustawy wyznania nie są zobowiązane do deklarowania faktu otrzymywania środków z zagranicy ani ich wysokości.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne