Zamachy w Christchurch. "Modliłem się, by skończyły mu się kule"

"Ktoś obok mnie powiedział, żebym był cicho. Potem widziałem, jak zamachowiec strzela mu prosto w klatkę piersiową" - tak opowiada jeden ze świadków zamachów, do których doszło w Christchurch w Nowej Zelandii. Według ostatnich informacji zginęło 49 osób, 20 zostało poważnie rannych. Terroryści wtargnęli do dwóch meczetów w mieście i otworzyli ogień do znajdujących się tam osób. Do tej pory zatrzymano trzech mężczyzn i kobietę.

"Modliłem się, by skończyły mu się kule" - opowiadał jeden z mężczyzn, który w czasie strzelaniny był w jednym z zaatakowanych meczetów. "Ktoś obok mnie powiedział, żebym był cicho. Potem widziałem, jak zamachowiec strzela mu prosto w klatkę piersiową" - dodał mężczyzna, któremu udało się przeżyć.

Reklama

Terrorysta najpierw strzelał w sali dla mężczyzn, potem wtargnął do pomieszczenia dla kobiet i tam otworzył ogień. "Słyszałem, jak jedna z kobiet ginie" - opowiada kolejny świadek.

Inny, niepełnosprawny mężczyzna, mówił, że na miejscu strzelaniny widział setki łusek po nabojach. Osoby, którym udało się przeżyć, twierdzą, że masakra mogła trwać aż 20 minut.

"Widziałem, jak ludzie w panice uciekają przez płot, krzyczeli i płakali. Słyszałem co najmniej 20 strzałów" - opowiadał Benjamin Jellie, któremu udało się przeżyć atak. "Najpierw usłyszałem około 8 strzałów. Trwało to około 30 sekund lub minutę. Potem znów się zaczęło. Słyszałem kolejne osiem strzałów, potem znów minuta przerwy i następne strzały" - relacjonował Jellie.

Inny mężczyzna, który w momencie strzelaniny przejeżdżał obok meczetu, w rozmowie z CNN odpowiadał, jak pomógł mężczyźnie, którego trzy- lub czteroletnia córka została postrzelona w plecy. Krzyczał rozpaczliwie: "zabierzcie ją do szpitala", ale karetki nie były w stanie podjechać w to miejsce. "Zabrałem go i dziewczynkę oraz mężczyznę postrzelonego w nogę i zawiozłem do szpitala" -  mówił mężczyzna.

"To wszystko wydaje się nierealne" - tak relacjonowała Rosemary Omar, matka 24-letniego Tariqa, która cały czas czeka na informacje o losie swojego syna. Kobieta opowiadała, że podwiozła swojego syna do meczetu, a potem próbowała znaleźć miejsce parkingowe. Wtedy usłyszała serię strzałów. Gdy podjechała przed meczet, "wszędzie było pełno ciał". 

Inny świadek opowiadał, że udawał się do meczetu, gdy usłyszał strzały. Zaczął uciekać za meczet i przeskoczył przez mur otaczający meczet. Mężczyzna podkreślał, że widział wiele rannych osób. 


Do strzelaniny miało dojść ok. 14:45 (godz. 2:45 w nocy w Polsce) w meczecie Masdżid AL-Nur i przed godz. 16 (godz. 4 nad ranem w Polsce) w położonym na przedmieściu Christchurch meczecie Masdżid Linwood. Do tej pory zatrzymano trzech mężczyzn i kobietę. 

Premier Australii Scott Morrison poinformował, że co najmniej jeden z zamachowców to obywatel Australii. Morrison mówił, że zamach przeprowadzili "ekstremalni prawicowcy, brutalni terroryści". Jak pisze CNN, tuż przed zamachem jeden z zamachowców umieścił w mediach społecznych 87-stronnicowy manifest przeciwko imigrantom i muzułmanom.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje