Reklama

Reklama

Zaostrza się spór dyplomatyczny pomiędzy Bułgarią a Serbią

Premier Bułgarii Bojko Borisow zażądał we wtorek osobistych przeprosin od szefa serbskiej dyplomacji Ivicy Daczica. Zaognił tym samym trwający od kilku dni spór dyplomatyczny między Sofią a Belgradem, w którego tle jest polityka UE wobec Kosowa.

Spór rozpoczął się w piątek podczas odbywającego się w Poznaniu Szczytu Bałkanów Zachodnich. Odpowiadając na pytanie bułgarskich mediów Borisow oświadczył, że przyszły szef dyplomacji UE, Hiszpan Josep Borrell nie powinien bronić stanowiska własnego państwa - które nie uznało Kosowa - lecz trzymać się pozycji unijnej, i przypomniał, że niepodległość tej byłej serbskiej prowincji uznały 23 państwa członkowskie.

Spór o politykę UE wobec Kosowa

Reklama

Na te słowa zareagował serbski minister spraw zagranicznych Ivica Daczić, który zwracając się do Borisowa per "ty", powiedział, że nie powinien on pouczać Borrella. Przypomniał też, że UE nie ma wspólnego stanowiska ws. Kosowa, co nie do końca jest prawdą, bo Kosowo jest częścią unijnego procesu rozszerzenia i Borrell będzie musiał stosować się do unijnych decyzji względem tego dawnej serbskiej prowincji.

W odpowiedzi bułgarskie MSZ wezwało ambasadora Serbii, którego poinformowano, że "wypowiedź ministra Daczicia jest nie do przyjęcia i nie odpowiada oczekiwaniom bułgarskiej strony w ramach utrzymywania przyjacielskich i dobrosąsiedzkich stosunków", zaś serbskie MSZ wezwało ambasadora Bułgarii. Ponieważ jednocześnie prezydent Serbii Aleksandar Vuczić wyraził nadzieję, że spór zostanie zażegnany i dwustronne stosunki szybko wrócą do tradycyjnie dobrego stanu, wydawało się, iż sprawa jest zamknięta.

Jednak Borisow powrócił do incydentu podczas odbywającego się w poniedziałek i wtorek w Sarajewie spotkania przywódców państw bałkańskich. "Czego dokładnie chce Daczić? Byłaś na briefingu w Poznaniu, co w mojej wypowiedzi było nie tak? (...) Jeżeli coś było nie w porządku, dlaczego nie zareagowałaś?" - zwrócił się publicznie do serbskiej premier Any Brnabić. "Mamy bardzo dobre stosunki, napięcie nie jest potrzebne. Postawiliśmy kropkę" - odparła.

Jednocześnie bułgarskie MSZ poinformowało, że na Słowacji, podczas spotkania szefów dyplomacji OBWE, minister Ekaterina Zachariewa rozmawiała o incydencie z Ivicą Dacziciem. "Widocznie słowa Borisowa zostały mylnie zinterpretowane przez nasze media i mylnie zaakceptowałem jego wypowiedź. (...) Wyjaśniliśmy wszystko z minister Zachariewą. Chcemy utrzymywać z Bułgarią dobre, przyjacielskie, sojusznicze i strategiczne stosunki, będące w interesie obu państw i narodów. Dziękujemy Bułgarii za pomoc w integracji europejskiej" - powiedział Daczić, którego cytuje bułgarskie MSZ.

Borisow oczekuje przeprosin

Borisow podkreślił jednak, że domaga się od Daczicia osobistych przeprosin. "Pozwolił sobie wzywać mojego ambasadora i mówić, że moje zachowanie było nie do przyjęcia. Dopiero zobaczy, co to jest zachowanie nie do przyjęcia. Ja go nie potrzebuję. Do wczoraj mówiłem o nim jak najlepiej i dopóki nie powie mi 'Przepraszam, Bojko', nie interesuje mnie, co mówią ani Vuczić, ani Ana" - powiedział Borisow bułgarskim mediom.

W ślad za tym w mediach pojawiły się wypowiedzi z antyserbskimi elementami. Nowo wybrany europoseł Aleksander Jordanow, należący do centroprawicowej partii SDS, przypomniał w wywiadzie dla radia publicznego konflikty bułgarsko-serbskie jeszcze z końca XIX wieku. Podkreślił, że obecnie Serbia jest w bardzo bliskich stosunkach z Rosją i "nadszedł czas, by pokazać Serbii twardsze stanowisko".

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje