Reklama

Reklama

Zarzut prowokowania zajść dla działacza Frontu Lewicy

Konstantin Lebiediew, asystent koordynatora opozycyjnego radykalnego Frontu Lewicy Siergieja Udalcowa, pozostanie co najmniej do 16 grudnia w areszcie w związku z zarzutem planowania rozruchów i aktów przemocy w Rosji - orzekł w czwartek moskiewski sąd.

Sam Udalcow został zwolniony pod warunkiem, że nie będzie opuszczał Moskwy.

Reklama

Obu zatrzymano w środę po nadaniu przez prokremlowski kanał telewizyjny NTV nakręconego ukrytą kamerą filmu wideo, przedstawiającego ich jakoby w trakcie rozmowy na temat wzniecania zajść, prowadzonej z udziałem mężczyzny, którego określono jako gruzińskiego parlamentarzystę Giwiego Targamadzego.

"Lebiediew nie przyznał się do winy i odmówił zeznań na temat okoliczności zarzucanego mu organizowania masowych zajść" - głosi oświadczenie Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej.

Zdaniem osób związanych z zatrzymanymi, wypuszczenie Udalcowa, który również nie przyznaje się do stawianych mu zarzutów, jest formą nacisku na Lebiediewa, by złożył dogodne dla linii oskarżenia zeznania.

"Sądzimy, że jest to klasyczna zagrywka państwowych organów porządku. Najprawdopodobniej jej celem jest pokazanie Konstantinowi, osobie o wiele mniej znanej, że się po prostu nie liczy. Nie będziemy ruszali tego sławnego, ale z ciebie zrobimy w więzieniu śmiecia. Zatem złóż właściwe zeznania" - powiedział na konferencji prasowej Ilja Ponomariow, jeden ze współzałożycieli Frontu Lewicy, a obecnie opozycyjny deputowany do Dumy Państwowej.

Trzon Frontu Lewicy, któremu przewodzi 35-letni Udalcow, stanowi dawna Awangarda Czerwonej Młodzieży (AKM). W 1999 roku Udalcow bez powodzenia kandydował do Dumy Państwowej z listy Stalinowskiego Bloku na rzecz ZSRR, utworzonego przez Jewgienija Dżugaszwilego, wnuka Józefa Stalina. Od 2006 roku Udalcow współpracuje z radykalną Inną Rosją (dawną Partią Narodowo-Bolszewicką), na której czele stoi były dysydent i pisarz Eduard Limonow.

Udalcow pomagał w organizowaniu serii masowych demonstracji ulicznych po zwycięstwie putinowskiego ugrupowania Jedna Rosja w wyborach parlamentarnych w grudniu ubiegłego roku. Podłożem tych protestów były szeroko rozpowszechnione opinie, że wynik głosowania poważnie zmanipulowano.

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje