Zginął redaktor Milewicz

Polscy wojskowi twierdzą, że zamach na dziennikarzy Telewizji Polskiej w Iraku był dokładnie zaplanowany, miał wstrząsnąć Polską. I wstrząsnął. W zamachu zginęli Waldemar Milewicz i Mounir Beouamrane.

Waldemar Milewicz, jeden z najlepszych polskich korespondentów wojennych oraz Algierczyk Mounir Beouamrane, obaj od lat pracujący dla Telewizji Polskiej, zginęli wczoraj w Iraku. W szpitalu przebywa polski kamerzysta Jerzy Ernst. Operator jest ranny w przedramię, przeszedł operację, jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo.

Reklama

Ofiary zamachu osierociły córki.

Mounir Beouamrane od 1993 roku był montażystą w Telewizyjnej Agencji Informacyjnej. Wyjazd do Iraku był jego pierwszym wyjazdem z ekipą telewizyjną w rejon konfliktu zbrojnego.

Z Iraku napływają sprzeczne informacje na temat zdarzenia. - Ekipa TVP nie wjechała na minę - powiedział telewizyjnym "Wiadomościom" ranny operator telewizji Jerzy Ernst. Według niego, dziennikarze zostali ostrzelani z ciężkiej broni maszynowej. Wcześniej dowództwo amerykańskie w Iraku poinformowało dowódcę wielonarodowej dywizji gen. Mieczysława Bieńka, że samochód ekipy telewizyjnej wjechał na minę.

- Wybraliśmy bezpieczniejszą drogę w kierunku Nadżafu - uważa operator Jerzy Ernst.

- Wyjechaliśmy o godzinie 8.15, może 8.20, sprzed hotelu Palestyna. Poza Badgadem okazało się, że autostrada jest zablokowana przez wojsko, więc kierowca, który wcześniej pracował z innymi stacjami wybrał inną drogę, mówiąc, że jest bezpieczna - relacjonował Ernst w specjalnym wydaniu "Wiadomości".

- Ja siedziałem na przednim siedzeniu, Mundi (Mounir Bouamrane - red.) siedział za kierowcą, a Waldek siedział za mną. W pewnym momencie nastąpiła seria strzałów z jakiejś chyba ciężkiej broni i z dosyć bliska, ponieważ było wszystko słychać - opowiadał Ernst.

- Wszyscy schyliliśmy się, kierowca jakby jechał, ale szyby się sypały i wszystko się sypało. Nie wiem dokładnie, jak to było, w każdym razie po pierwszej serii, która trwała 30, 40 sekund, była chwila ciszy, za chwilę była kolejna seria. (...) Ta pierwsza seria była długa, spowodowała, że samochód sam zatrzymał się na środku pobocza - relacjonował operator.

- Po tej pierwszej serii Mundi zaczął krzyczeć i z kierowcą wyskoczyli z samochodu - ja nie mogłem wyjść, bo mnie było trudno z tą kamerą się wydostać. Spojrzałem na Waldka, który siedział na siedzeniu, był blady - opowiadał Ernst. Jak powiedział, w chwilę później kierowca podszedł do Milewicza od strony pasażera.

- Próbował go wyciągnąć, w tym czasie znowu zaczęli strzelać, a ja rzuciłem się na siedzenie kierowcy razem z kamerą i wtedy zostałem trafiony pod łokciem prawej ręki. Mam przestrzeloną kość i uszkodzony nerw, nie ruszam dwoma palcami - dodał.

- Nie wiem ile to było (czasu - red.), bo później znowu zaczęli strzelać - mówił Jerzy Ernst.

Irakijczyk, który podróżował razem z dziennikarzami informował, że samochód został ostrzelany przez zamaskowanych bandytów. Gdy samochód się zatrzymał, napastnicy wstrzymali ogień, ale po chwili powrócili i wtedy właśnie padły śmiertelne strzały. Atak na samochód dziennikarzy miał miejsce 30 km na południe od Bagdadu - w Mahmudii. Ekipa telewizyjna jechała czarnym samochodem marki japońskiej.

Polski charge d'affairs potwierdził, że dziennikarze w Iraku poruszają się na własną odpowiedzialność. MSZ doradza bowiem wszystkim obywatelom naszego kraju, by rezygnowali z przyjazdu do Iraku. Tych, którzy przyjeżdżają, ambasada ostrzega przed niebezpieczeństwem.

Wszyscy polscy dziennikarze przebywają na terenie Obozu Babilon. Jeśli wyjeżdżają, to zwykle irackim samochodem w towarzystwie miejscowego przewodnika. - Czynią to na własne ryzyko. Ambasada ostrzega, że jest to niebezpieczne - podkreślił Giełżecki. - Powszechnie wiadomo, że obie drogi z Bagdadu nie są bezpieczne. Mimo dużego ruchu lokalnego, na trasie ze stolicy do Obozu Babilon istnieje "wysoki stopień ryzyka" - powiedział Giełżecki.

Okolice miejscowości Mahmudia, gdzie doszło do tragedii, uchodzą za bardzo niebezpieczne. W listopadzie napastnicy zastrzelili na tej samej drodze siedmiu hiszpańskich agentów wywiadu. W styczniu, w podobnym ataku zginął tam dziennikarz CNN. O pracy korespondentów wojennych opowiada Jan Mikruta:

Informacje o zamachu zbierał reporter RMF Przemysław Marzec:

Tę tragiczną informację oficjalnie potwierdził prezes TVP Jan Dworak:

Informacjami dochodzącymi z Iraku zszokowani są pracownicy Telewizyjnej Agencji Informacyjnej, dla której pracował zabity reporter. Posłuchaj relacji Tomasza Skorego:

Według Międzynarodowej Federacji Dziennikarzy, w Iraku zginęło 11 dziennikarzy z różnych krajów. Wśród nich był operator agencji Reutera Ukrainiec czekający na polski paszport - Taras Protsyuk. Zginął 8 kwietnia 2003 roku w ostrzale hotelu Palestyna w Bagdadzie.

Zaledwie tydzień temu Federacja wystąpiła z otwartym apelem o międzynarodowe dochodzenie w sprawie okoliczności ich śmierci, w większości przypadków do tej pory nie wyjaśnionych.

Dodajmy, że 12 października 2002 roku w ataku terrorystycznym na indonezyjskiej wyspie Bali zginęła dziennikarka "Gazety Wyborczej" Beata Pawlak.

Zobacz także: IRAK - raport specjalny

Dowiedz się więcej na temat: zamachy | kierowca | operator

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje