Reklama

Reklama

Karol Kot - wampir z Krakowa

Kot, badany na wiele sposobów przez biegłych sądowych, wykazywał dość wysoki stopień inteligencji. Jest więc możliwe, że jedynie pozował na wampira. Podobne wnioski przedstawiła w swojej książce Maria Osiadacz, która przyjęła, że mógł "otrzaskać się z terminologią psychiatryczną", co umożliwiło mu perfekcyjne odegranie roli. Zresztą Kot, poza przydomkami wymyślanymi przez kolegów, miał również te, które wymyślał sam, tj. "Krwawy Lolo", "Anastazja" (od jednego z przywódców sycylijsko-amerykańskiego gangu "Cosa Nostra" - przyp. aut.), "Al Capone", "Lolo-rozpruwacz" czy "Lolo-benzyna".

Reklama

Podczas jednego z badań musiał dokończyć rozpoczęte zdania słowami, które przyszły mu do głowy w pierwszej kolejności. Przytaczam je poniżej:

"Przyszłość wydaje mi się ....mglista..."

"Czekam na .....życie..."

"Gdy będę starszy ...umrę..."

"Kocham matkę, lecz ...nie lubię jej..."

"Chciałbym, żeby mój ojciec...umarł..."

"Zrobiłbym wszystko, żeby zapomnieć ...że istnieję..."

"Najgorszą rzeczą, którą udało mi się zrobić ...urodzić się..."

Ostatnie dwa zdania pokazują, że Kot uważał się za człowieka "wybrakowanego". Wiedział, że nie jest normalny. Próbował nawet walczyć ze swoimi morderczymi zapędami...

"Nie jestem złym człowiekiem"

Choć miał świadomość swojej odmienności, w żadnej rozmowie nie przyznał, że jest złym człowiekiem. Miał swoją, dość szczególną definicję zła. Nie mieściło się w niej zabójstwo człowieka. "Nie piję przecież wódki i nie zadaję się z prostytutkami. Można być mordercą i zarazem dobrym człowiekiem, tak jak ja" - tłumaczył.

W tej ocenie samego siebie szedł jeszcze dalej, uważając się za człowieka moralnego i etycznego. Postępowanie etyczne, to "takie, które sprawia przyjemność i które odpowiada człowiekowi", czyli proste przełożenie: "to, co jest przyjemne, to jest moralne". "Jeśli mnie sprawiało satysfakcję i zadowolenie zgładzanie ludzi, to było to postępowanie zgodne z moją moralnością" - dedukował.

Rozbieżne opinie biegłych co do poczytalności

Opinie na temat psychicznej kondycji zabójcy wydali biegli z Krakowa i Grodziska Mazowieckiego. Były całkowicie rozbieżne.

Krakowscy biegli wysunęli trzy możliwości. Według nich Kot mógł cierpieć na psychopatię sadystyczną, zespół charakteropatii, będący wynikiem uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, lub nietypowo przebiegający proces psychopatyczny z kręgu rozszczepieniowego (schizofrenię).

Patologiczny rozwój osobowości mógł być "następstwem niekorzystnych, działających trwale wpływów środowiska". Atmosfera w domu Kota była chłodna. "Rodzice nie mieli zbyt wiele czasu dla nas. Bardziej zajęci byli pracą zawodową i społeczną (...). Do rodziców miałem pretensje tylko o jedno - że więcej kochali moją siostrę" - mówił.

Eksperci z Grodziska Mazowieckiego nie potwierdzili podejrzeń kliniki krakowskiej i nie stwierdzili u badanego choroby psychicznej, a to byłoby równoznaczne z tym, że w chwili dokonywania czynów był całkowicie poczytalny.

Skąd tak duża rozbieżność opinii? Która strona miała rację? Czy był ktoś, kto mógł wpłynąć na opinię wydaną przez małopolskich psychiatrów, żeby ocalić Kota? A może nie było wątpliwości, że zasługuje na karę śmierci i opinia z Krakowa była jedyną, choć beznadziejną i skazaną na niepowodzenie, linią obrony? Komu mogło zależeć na tym, aby go ocalić od śmierci? Krąg tych osób, jeśli w ogóle taki istniał, wydaje się być niesłychanie wąski.

Sąd, choć przyjął psychopatię Kota, stwierdził, że w momencie dokonywania zbrodni, był całkowicie poczytalny i skazał go na karę śmierci. "Nie jestem zaskoczony i zdziwiony tym, że lekarze psychiatrzy uznali mnie za całkowicie poczytalnego, bowiem ja również za takiego się uważam" - zeznał skazany.

Kraków utrudniał śledztwo?

14 lipca 1967 r., dokładnie rok po ujęciu, Karol Kot został skazany na karę śmierci. W "Dzienniku Polskim" z 15 lipca czytamy:

"Uzasadnienie wyroku trwało dokładnie 65 minut i przez cały ten czas Kot siedział na ławie oskarżonych spokojnie. Nie drgnął mu na twarzy ani jeden mięsień, nawet wówczas, kiedy sędzia przewodniczący odczytywał wstrząsającą formułę kary śmierci. W tym momencie nerwowo tylko przełknął ślinę. Uzasadnienia słuchał bez większej uwagi, blady, ale spokojny".

W uzasadnieniu wyroku sędzia A. Olesiński powiedział: "(...) Czyny, jakie oskarżony popełnił, wykazują, że jest groźniejszy od dzikiej bestii, bo obdarzony rozumem".

Opinia krakowskich psychiatrów i psychologów była bardzo niewygodna dla całego śledztwa. Przeszkadzała w usunięciu ze społeczeństwa niebezpiecznej osoby. Nic więc dziwnego, że sąd upierał się przy wersji mazowieckiej. Wyniki badań krakowskich ekspertów stanowiły jedyną linię obrony. Na tej podstawie obrońcy - mec. Stanisław Warcholik i Władysław Pociej - wnieśli rewizję od wyroku skazującego Kota na śmierć. domagając się zastosowania art. 18, par. 1 kodeksu karnego, który stanowi:

"Odpowiada za sprawstwo nie tylko ten, kto wykonuje czyn zabroniony sam albo wspólnie i w porozumieniu z inną osobą, ale także ten, kto kieruje wykonaniem czynu zabronionego przez inną osobę lub wykorzystując uzależnienie innej osoby od siebie, poleca jej wykonanie takiego czynu."

22 listopada 1967 r. Sąd Najwyższy zamienił karę śmierci na dożywocie. Z możliwości wniesienia rewizji nadzwyczajnej skorzystał jednak Prokurator Generalny PRL. Dzięki tej interwencji 17 marca 1968 r. skazano "krakowskiego wampira" na karę śmierci i utratę honorowych praw obywatelskich na zawsze za 2 zabójstwa, 10 usiłowań (wśród nich 6 przez otrucie) oraz 4 podpalenia.

"Każdy, kto siedział na sali wie, że dla tego człowieka nie ma miejsca w społeczeństwie. Nawet, gdyby dopuścić, że był niepoczytalny" - pisała później Maria Osiadacz. Sam Kot do końca nie okazał skruchy.

Krótkie życie nie pozwoliło mu zrealizować wszystkich zbrodniczych planów. Społeczeństwo odetchnęło z ulgą, a Kot odszedł w poczuciu klęski. Powiedział podczas wywiadu, że "czuje niedosyt, a głupio umierać ze świadomością, że nie spełniło się swojego posłannictwa na tym świecie".

16.maja 1968 r. na Karolu Kocie wykonano karę śmierci przez powieszenie.

Źródła:

Akta sądowe, tomy I-IV, Archiwum Państwowe w Krakowie

Maria Osiadacz, "Sąd orzekł", Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1971 r. Warszawa

Bogusław Sygit, "Kto zabija człowieka... Najgłośniejsze procesy w powojennej Polsce", Wydawnictwo Prawnicze, 1989

Krzystof Kąkolewski , "Antyczłowiek", "Dziennik tematów" t.1, 1984

Paweł Krukow, Dariusz Piotrowicz, Jan Gołębiowski, Neurobiologiczna charakterystyka wybranych typów zachowań homicydalnych - aspekty kliniczne i kryminalne, http://www.ipin.edu.pl/ppn/archiwum/2006/3/t15n3_10.pdf

Małopolska Biblioteka Cyfrowa http://mbc.malopolska.pl/dlibra

Chwalba Aneta, Muzyczuk Paweł, "Seryjni mordercy. Był sobie chłopiec", Discovery historia

Polecam również przegląd prasy z tamtych lat oraz powieść "Dwanaście" Marcina Świetlickiego, w której pojawia się postać Karola Kota.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację
Dowiedz się więcej na temat: Kraków | Nie | kara | sprawcy | zaufanie | biegli | zawody | Kościół | Polska Rzeczpospolita Ludowa | śledztwo | Karol | kot

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy