30 lat Centrum Pompidou

To wiek, można by rzec, w pełni dojrzały. Lata chmurne i durne minęły, a marzenia o wielokulturowości się zbanalizowały. Narodowe Centrum Sztuki i Kultury im. Georges'a Pompidou, zwane przez paryżan Beaubourgiem, świętuje okrągłą rocznicę otwarcia.

Od początku wzbudzało skrajne reakcje, szczególnie jego siedziba. Nagle w starym Paryżu, w dzielnicy niehigienicznej, bo wystawionej na prostytucję, w sąsiedztwie wyburzonych Hal, wzniesiono zdumiewającą budowlę, ba, budowlę prowokacyjną, dla niektórych wręcz skandaliczną. Przez nich to bez ogródek okrzykniętą ohydnym wrzodem na obliczu miasta. Innym przychodziły bardziej stonowane skojarzenia - rafineria, terminal lotniska, kosz na langusty.

Reklama

Skandal jak to skandal, przyciąga tłumy. Tylko pierwszego roku do Centrum Pompidou zawitało 8 milionów. Z czasem liczba zwiedzających ustabilizowała się na poziomie 5 mln rocznie, co daje imponującą liczbę 16 tysięcy dziennie. W ciągu 30 lat Centrum odwiedziło 150 mln ludzi, więcej niż żyje ich w Rosji. Dwie trzecie to Francuzi, reszta turyści, czyli w porównaniu z Luwrem, proporcje dokładnie odwrotne. Paryż spał, Beaubourg go obudził, twierdzą jego paryscy zwolennicy. Zdesakralizował kulturę. Zmienił tradycyjne, nudne muzeum z kamienia i marmuru w obiekt tętniący życiem, zdolny uwolnić kulturę z jej skarbnicą sztuki z dusznych, snobistycznych klatek. To nowy symbol Paryża, nowa wieża Eiffla, ładna zabawka, witryna na współczesny świat, elektryzująca nie tylko miłośników współczesnej sztuki, ale i szeroką publiczność odnoszącą się do niej z rezerwą.

Beaubourg ciągle jest miejscem trochę szalonym. Rury, rusztowania, zewnętrzne windy, cała infrastruktura techniczna została wyprowadzona na zewnątrz, by maksymalną przestrzeń zostawić kulturze. Ruchome schody umieszczono w zewnętrznych szklanych rurach, a kanały przewodowe w zależności od funkcji pomalowano na odpowiednie kolory: niebieskie przewodzą powietrze, zielone wodę, żółte prąd, czerwone ogrzewanie. Na pochyłym dziedzińcu powstała uliczna, nieco jarmarczna scena - kilku Latynosów gra na gitarach, dziewczyna tańczy flamenco, dalej jacyś portreciści, magicy, mimowie.

Na niższych kondygnacjach budynku ulokowały się kina, filmoteka, sale teatralne, stylowa kawiarnia, atelier dla dzieci i biblioteka - o dziwo - jedna z większych atrakcji Centrum. Liczy 350 tys. książek, 10 tys. płyt kompaktowych, 2,2 tys. filmów, 2,5 tys. periodyków w 250 językach. Każdego dnia przyjmuje 6 tys. osób. Sukces niebywały, trochę za sprawą swobodnej atmosfery, jaka w niej panuje. Oszacowano nawet, że co 6 minut jakaś para się tu całuje. Właśnie jedną z nich poinformowano, że prawdopodobnie wykonała milionowy pocałunek w historii tej wielce kulturalnej placówki.

Dowiedz się więcej na temat: Narodowe Centrum Sportu

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje