Barszcz Sosnowskiego. Dlaczego jest tak niebezpieczny?

W Centrum Leczenia Oparzeń w Siemianowicach Śląskich zmarła 67-latka, która kosząc trawę oparzyła się barszczem Sosnowskiego. O hospitalizacji pacjentki, niebezpieczeństwie, jakie niesie za sobą oparzenie rośliną i krokach, które należy podjąć po kontakcie z nią opowiada w rozmowie z Interią dr Justyna Glik, rzecznik siemianowickiej placówki.

Dariusz Jaroń, Interia: W jakim stanie pacjentka trafiła do Centrum Leczenia Oparzeń? Jak przebiegała jej hospitalizacja?

Reklama

Dr Justyna Glik: Pacjentka została nam przekazana 8 czerwca ze szpitalnego oddziału ratunkowego w Jeleniej Górze. Znajdowała się w stanie ogólnym dobrym. Potwierdziliśmy oparzenie chemiczne trzeciego stopnia - ok. 5 proc. całkowitej powierzchni ciała. Z wywiadu i dokumentacji szpitala, który przekazał nam pacjentkę wynikało, że jest obciążona różnymi schorzeniami. Przeprowadzone badania to potwierdziły. Początkowo stan pacjentki był dobry, kontaktowała się z otoczeniem, to od niej dowiedzieliśmy się, że doszło do styczności właśnie z tą rośliną.

- Niestety, wraz z upływem dni stan pacjentki zaczął się pogarszać: w szóstej dobie doszło do nagłego zatrzymania krążenia. Podjęto akcję reanimacyjną, która zakończyła się sukcesem. Zaczęły natomiast narastać objawy niewydolności oddechowej, dlatego pacjentka została przekazana na oddział intensywnej terapii leczenia oparzeń, gdzie została zaintubowana i poddana wentylacji mechanicznej. 19 czerwca doszło do kolejnego zatrzymania krążenia. Niestety, tym razem nie udało się pacjentki odratować.

Jak duży wpływ na pogorszenie się stanu zdrowia i w rezultacie śmierci kobiety miały inne dolegliwości, potwierdzone podczas badań?

- Odpowiem w ten sposób: oparzenia chemiczne - a takie wywołuje barszcz Sosnowskiego - to naprawdę ciężkie oparzenia, zawsze są kierowane do hospitalizacji. Ale każde oparzenie, obojętnie jaką substancją, u osoby obciążonej cukrzycą czy innymi schorzeniami, zawsze gorzej rokuje niż u osoby zdrowej, która doznała urazu oparzeniowego. To samo dotyczy dzieci i osób starszych, o słabszym układzie odpornościowym.

Osoby starsze, chore, dzieci. Czy ktoś jeszcze jest szczególnie narażony na działanie barszczu Sosnowskiego?

- Na pewno osoby nadwrażliwe, uczulone, które nie wiedzą o tym. Także alergicy jak najbardziej do tej grupy się wpisują.

Dlaczego kontakt z barszczem Sosnowskiego jest tak niebezpieczny dla organizmu?

- Główną substancją odpowiedzialną za to niebezpieczeństwo są pochodne kumaryn, które wywołują reakcje alergiczne. W połączeniu z promieniami słonecznymi dają reakcje w postaci mrowienia, swędzenia, pieczenia i bąbli. Odpowiedź alergiczna jest zawsze bardzo indywidualna. U niektórych osób przebieg oparzenia może być łagodny, u innych może się pogłębić i dojść do tak głębokiej martwicy, jak to miało miejsce w przypadku zmarłej pacjentki.

Co zrobić w przypadku oparzenia?

- Jak najszybciej trzeba trafić do placówki medycznej. Nigdy nie wiemy, jaki przebieg poparzenie będzie miało w naszym przypadku.

Nie należy podejmować żadnego leczenia domowymi sposobami?

- Pierwsze co można zrobić, jeśli doszło do kontaktu z taką substancją, to umyć poparzoną powierzchnię ciała wodą z mydłem. Pamiętajmy też o profilaktyce: unikajmy miejsc, gdzie ta roślina może rosnąć. Jeżeli podejmujemy akcje związane z pielęgnacją ogrodu, zabezpieczmy się odpowiednio.

Czy poparzenie jest bolesne?

- To nieprzyjemna reakcja, wywołuje świąd, pieczenie. Jej przebieg jest znacznie bardziej dokuczliwy niż np. oparzenie pokrzywą. Z czasem mogą pojawiać się gorsze dolegliwości, dlatego nie wolno lekceważyć sytuacji, kiedy mogło dojść do kontaktu z rośliną i jak najszybciej należy zgłosić się do lekarza.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje