Reklama

Reklama

Bronisław Komorowski: Nie zrewanżuję się Beacie Szydło

"Ci ludzie nie chcą zgadzać się z wolnymi wyborami Polaków" - w ten sposób list m.in. byłych prezydentów w obronie praworządności w Polsce komentowała premier Beata Szydło. "My, polski rząd, Prawo i Sprawiedliwość, realizujemy dzisiaj wolę polskich wyborców i to jest demokracja" - dodała. Bronisław Komorowski, Marek Borowski i Kazimierz Marcinkiewicz w rozmowie z Interią odnoszą się do tych słów, jak i do aktualnej sytuacji w kraju.

Bronisław Komorowski, Marek Borowski i Kazimierz Marcinkiewicz uczestniczyli we wtorek w konferencji "Konstytucja z 1997 roku - praktyka polityczna i prawna".

Reklama

Były prezydent Bronisław Komorowski to jeden z sygnatariuszy listu, który wywołał całe zamieszanie (list można przeczytać tutaj).

- Nie zamierzam rewanżować się żadnymi negatywnymi komentarzami - odpowiedział na słowa Beaty Szydło Bronisław Komorowski w rozmowie z Interią. 

- W dalszym ciągu jestem pełen nadziei, że ma sens dzielić się własnym doświadczeniem, także własnymi obawami, a kto chce, to to słyszy - dodał.

Z kolei były premier w rządzie PiS, Kazimierz Marcinkiewicz, podkreśla, że "podpisuje się pod każdym słowem" rzeczonego listu.

- Prawo konstytucyjne jest zagrożone. Dziś mamy taką sytuację, że Trybunał Konstytucyjny nie może pracować, w związku z tym nie ma ciała w Polsce, które określa, czy władze działają zgodnie z konstytucją czy nie. Jeśli nie ma takiego ciała, to określa to Jarosław Kaczyński, który steruje polskimi władzami - twierdzi Kazimierz Marcinkiewicz.

Były marszałek Sejmu Marek Borowski uważa, że PiS nie ma mandatu, by z pominięciem prawa i trójpodziału władzy zmieniać ustrój w Polsce.

- Trzeba przypomnieć, że na PiS głosowało 5,5 mln Polaków z 30 mln uprawnionych do głosowania. To zbyt mała liczba, by mówić: to my teraz będziemy zmieniali ustrój - przekonuje Borowski.

Słowa Beaty Szydło odebrał jako naturalną dla PiS polityczną narrację.

- Cechą charakterystyczną PiS, od momentu kiedy powstał, było oczernianie przeciwników politycznych. Nie dyskusja, nie podawanie argumentów, tylko grzebanie im w życiorysach, grzebanie w życiorysach ich rodziców, dziadków, przypisywanie złych intencji typu: bronią swojej kasy albo cudzej kasy i tak dalej. Powiem szczerze, to jest obrzydliwe i to jest coś, co zaciążyło nad rozwojem sytuacji w Polsce - powiedział Interii Borowski.

Więcej newsów znajdziesz
w aplikacji INTERIA
Pobierz aplikację

Reklama

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje