​"Cichy zwycięzca" szczytu Turcja-UE. "Wykorzystali swoją przewagę"

Po nadzwyczajnym szczycie UE-Turcja przywódcy europejscy po raz pierwszy od długiego czasu mówili jednym głosem. W ich opiniach przewijały się słowa takie jak "przełom" i "rozwiązanie kryzysu". Okazuje się jednak, że największym wygranym tej dyskusji może nie być ani Unia Europejska, ani uchodźcy, a... Turcja.

- Dni nielegalnej imigracji do Europy dobiegły końca - oświadczył śmiało przewodniczący Rady Europejskiej Donald Tusk na konferencji prasowej w nocy z poniedziałku na wtorek.

Reklama

- Mamy wspólny plan działania dotyczący współpracy z Turcją - mówiła z kolei polskim dziennikarzom premier Beata Szydło wychodząc ze szczytu.

Jak w rozmowie z Interią wyjaśnia Rafał Baczyński-Sielaczek, po komentarzach każdej ze stron negocjacyjnych widoczne jest wyraźne dążenie do wypracowania porozumienia. - To wydaje się być pewnym przełomem w kwestii rozwiązania kryzysu migracyjnego. Natomiast kierunki negocjacji i zaproponowanych rozwiązań stanowią w dużej mierze powtórzenie i rozwinięcie ustaleń z poprzednich negocjacji pomiędzy Turcją a UE - mówi ekspert z Instytutu Spraw Publicznych. 

Turecki plan...

Propozycje Turcji, nad którymi debatowali wczoraj europejscy liderzy zakładają, że wszystkie osoby przeprawiające się nielegalnie do Europy, będą odsyłane na greckie wyspy. Turcy żądają także przyspieszenia liberalizacji wizowej dla swoich obywateli i przyśpieszenia wypłaty 3 miliardów euro na pomoc uchodźcom. Dodatkowo Unia Europejska miałaby udostępnić Turcji kolejne 3 miliardy euro po 2018 roku, co miałoby stanowić dodatkową pomoc finansową. 

Tureccy przedstawiciele zaapelowali także o przygotowanie do otwarcia pięciu nowych rozdziałów w negocjacjach w sprawie przystąpienia Turcji do UE.

Tematy nad którymi dyskutowano dotyczyły także możliwości utworzenia "bardziej bezpiecznych" stref w Syrii; a także kwestii przesiedlenia uchodźców bezpośrednio z Turcji do UE według formuły, że za jednego odesłanego imigranta syryjskiego z Grecji do Turcji, Unia Europejska przyjmie jednego Syryjczyka z tureckich obozów dla uchodźców.

- Oznacza to uruchomienie programu przesiedleń postulowanego od wielu lat miedzy innymi przez UNHCR - wyjaśnia Baczyński-Sielaczek w rozmowie z Interią, zwracając jednocześnie uwagę na to, że jest to rozwiązanie "sprzeczne między innymi ze stanowiskiem polskiego rządu i pozostałych państw Grupy Wyszehradzkiej, którego fundament stanowi uszczelnienie granic i wsparcie uchodźców w obozach tymczasowych poza terytorium UE".

Ekspert z ISP przypomina także słowa rzecznika rządu Rafała Bochenka, który przed poniedziałkowym szczytem UE-Turcja oświadczył: "Powinniśmy dążyć do zabezpieczenia i umocnienia granic zewnętrznych, a tym samym ograniczenia napływu migrantów do Unii. Jesteśmy też za tym, by wspierać humanitarnie uchodźców w miejscu, gdzie narodził się konflikt". 

... i turecki sukces

Mimo pewnych niejasności, nad którymi Unia Europejska będzie jeszcze dyskutowała z Turcją, w świetle poczynionych na szczycie ustaleń można powiedzieć, że tak naprawdę największym jego "wygranym" jest Turcja. - Warto zauważyć, że to Turcja prowadzi negocjacje z poziomu rozgrywającego, podejmując próby przeforsowania kolejnych elementów porozumienia - podkreśla analityk z Instytutu Spraw Publicznych. - Turcja stawia kolejne warunki osiągnięcia porozumienia, umiejętnie wykorzystując swoją przewagę wobec UE - dodaje ekspert.

- Umiejętne wykorzystanie dominującej pozycji, przekute zostanie w sukces negocjacyjny w obszarze integracji pomiędzy Turcją a wspólnotą europejską. Twarde warunki stawiane przez stronę turecką przekładają się na otwarcie kolejnych rozdziałów akcesyjnych oraz wprowadzenie bezwizowego ruchu pomiędzy Turcją a UE - wyjaśnia Rafał Baczyński-Sielaczek w komentarzu dla Interii.

Koniec szlaku bałkańskiego?

Poza wcześniej wspomnianymi ustaleniami, europejscy przywódcy zdecydowali się także wykreślić z końcowej deklaracji fragment dotyczący zamknięcia szlaku bałkańskiego. W zamian za to w dokumencie stwierdzono, że: "nieregularny napływ migrantów szlakiem bałkańskim się zakończył".

Dyskusja wokół szlaku, którym uchodźcy przemieszczali się na zachód i na północ Europy, wywołała ogromne emocje. Między innymi dlatego, że kwestia zamknięcia szlaku, wzbudziła obawy podobne do tych, jakie powstały po zamknięciu granicy Grecji z Macedonią. Głos na ten temat zabrała Angela Merkel, która stanowczo sprzeciwiała się zamykaniu szlaku. 

- O konsekwencjach uszczelnienia granic, które oznacza zamknięcie Europy przed migrantami poszukującymi ochrony, przekonaliśmy się brutalnie tydzień temu, po zamknięciu granicy grecko-macedońskiej. Niedopuszczalne jest uszczelnienie granic bez wdrożenia sprawnego rozwiązania umożliwiającego osobom poszukującym ochrony złożenie wniosku na terenie UE. Jest to sprzeczne z podstawowymi prawami człowieka - przekonuje Baczyński-Sielaczek. - Niestety za takim niehumanitarnym rozwiązaniem optuje między rząd Beaty Szydło - dodaje analityk z ISP. 

Według Baczyńskiego-Sielaczka UE może skupiać się na uszczelnieniu granic i nad kontrolą napływu migrantów przymusowych do Europy, pod warunkiem, że będzie równolegle wdrażała funkcjonalne rozwiązania umożliwiające złożenie wniosku o objęcie ochroną przez wszystkie osoby, które takiej ochrony potrzebują. 

- Oznacza to uruchomienie programu przesiedleń we współpracy z UNHCR. Rozwiązanie, które praktycznie w ostatnim czasie nie było wykorzystywane. Wdrożenie takiego rozwiązania umożliwi między innymi złamanie modelu biznesowego organizacji zajmujących się przerzutem ludzi do Europy, co kilka dni temu postulował Donald Tusk - podsumowuje analityk z Instytutu Spraw Publicznych w rozmowie z Interią. 

---

Śledź autorkę na Twitterze

Reklama

Reklama

Reklama