Człowiek, który uratował świat

27 października 1962 roku świat, jaki wówczas znano, mógł przestać istnieć. Zapobiegł temu jeden człowiek - Wasyl Archipow. Co takiego zrobił ten mężczyzna, że do dziś nazywa się go człowiekiem, który uratował świat?

W 1962 roku Związek Radziecki i Stany Zjednoczone uwikłane były w konflikt, który mógł doprowadzić do zniszczenia całego świata. Oba mocarstwa były bowiem w posiadaniu broni masowego rażenia, a w miarę jak konflikt narastał świat zastanawiał się, które z tych państw użyje jej jako pierwsze.

W maju 1962 roku przywódca Związku Radzieckiego Nikita Chruszczow zawarł porozumienie z przywódcą Kuby, Fidelem Castro. Umożliwiło ono rozpoczęcie budowy tarczy rakietowej na Kubie. Warto wspomnieć, że już wówczas USA dysponowały pociskami nuklearnymi, które - wystrzelone z Turcji lub Włoch - były w stanie dotrzeć do Moskwy w 16 minut. Tarcza rakietowa umieszczona na Kubie dawała Rosjanom wyrównanie sił w zimnej wojnie.

Reklama

Polityce Chruszczowa sprzyjały także okoliczności. John Fitzgerald Kennedy zaledwie rok wcześniej został prezydentem i był uważany za osobę młodą i niedoświadczoną. Przywódca ZSRR chciał to wykorzystać. Sytuacja była jednak o wiele bardziej skomplikowana, a napięcie, jakie powstało pomiędzy tymi dwoma państwami, mogło doprowadzić do krwawej wojny.

Odmówił wciśnięcia guzika

Wasyl Archipow przyszedł na świat  30 stycznia 1926 r. w biednej, chłopskiej rodzinie pod Moskwą. Kiedy miał 16 lat, postanowił rozpocząć naukę w Szkole Marynarki Wojennej. Pierwsza akcja, w jakiej później brał udział, odbyła się pod koniec II wojny światowej.

Wasyl w 1947 roku skończył szkołę i służył na okrętach podwodnych na Morzu Czarnym, Północnym i na Bałtyku. Z pierwszą poważną sytuacją kryzysową na okręcie Wasyl zetknął się w 1961 roku. Po tym jak sobie z nią poradził zdobył szacunek w środowisku. Wówczas jednak nikt nawet nie podejrzewał, że prawdziwy kryzys dopiero nadchodzi.

Wkrótce Archipow został mianowany na zastępcę na okręcie B-59, jednym z czterech okrętów podwodnych, które 1 października 1962 roku wypłynęły z bazy na półwyspie Kolskim z misją wsparcia dostawy broni na Kubę (operacja Anadyr). Okręt B-59 wyposażony był w 22 torpedy, z których jedna miała głowicę jądrową o mocy podobnej do bomby, którą zrzucono na Hiroszimę.

24 października Stany Zjednoczone rozpoczęły blokadę morską Kuby i przyjęły strategię, która zmusiła niektóre radzieckie okręty do wynurzenia się, B-59 był jednym z nich. Okręt Archipowa nie komunikował się z Moskwą, ponieważ był zanurzony zbyt głęboko, aby nawiązać łączność, a już 27 października, po namierzeniu okrętu, USA zaczęły używać bomb głębinowych, by spowodować jego wynurzenie.

Sytuacja zaostrzyła się po tym, jak amerykański samolot wywiadowczy został zestrzelony nad Kubą.

Kapitan okrętu, Walenty Sawicki, który był przekonany, że wojna nuklearna już wybuchła, chciał wystrzelić torpedę wyposażoną w głowicę nuklearną. Każdy z czterech kapitanów okrętów podwodnych miał na to pozwolenie, jednak musiał mieć w tym celu poparcie oficera politycznego (tzw. politruka). Dodatkowo jeszcze jedna osoba miała prawo weta, a na pokładzie B-59 tą osobą był właśnie Wasyl Archipow.

Kiedy dowódca łodzi i oficer polityczny zgodnie uznali, że torpedę należy wystrzelić, Archipow zaprotestował. Swoje stanowisko argumentował między innymi tym, że okręt podwodny przez niemal cztery tygodnie nie miał żadnego kontaktu z Moskwą i nie otrzymał w związku z tym żadnych nowych rozkazów. Jego słowa były na tyle przekonujące, a weto na tyle stanowcze, że do wystrzelenia głowicy nie doszło.

Po tym wydarzeniu B-59 wynurzył się i w "eskorcie" amerykańskich samolotów patrolowych ruszył na wschód.

Później pojawiały się sprzeczne doniesienia dotyczące tego, dlaczego początkowo okręt B-59 się nie wynurzył. Według jednej z wersji, jego kapitan miał myśleć, że okręt został zaatakowany, stąd decyzja o tym, aby wystrzelić głowicę. Druga wersja mówiła o tym, że Sawicki dobrze znał amerykańskie procedury wynurzania i dobrze rozumiał sygnały nadawane przez Amerykanów, a podjęta przez niego decyzja była spowodowana paniką.

To, że USA i ZSRR były o włos od wojny nuklearnej, wyszło na jaw dopiero w 2002 roku. Wówczas okazało się, że decyzja o tym, że nie dojdzie do wojny, nie została podjęta ani na Kremlu, ani w Białym Domu. To dzięki Wasylowi Archipowowi nie wybuchła wojna nuklearna...

***

Archipow odnosił później sukcesy w sowieckiej armii, dowodził okrętami podwodnymi, został mianowany admirałem, a na emeryturę przeszedł w późnych latach 80. Zmarł 19 sierpnia 1998 roku.

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje