"Czternaście milimetrów życia". Rzeczywistość nieraz przewyższa fikcję

W największym w Krakowie centrum medycyny niekonwencjonalnej dochodzi do brutalnego zabójstwa jednego z członków zarządu spółki. Sprawę badają policjanci z elitarnego "Archiwum X". Wkrótce okazuje się, że niemal wszyscy bohaterowie mają swoje mroczne tajemnice... To fikcja literacka, ale - jak podkreśla w rozmowie z Interią Natan Noraj, autor książki "Czternaście milimetrów życia" - policyjna rzeczywistość nieraz ją przewyższa.

Bohaterowie jego powieści w pościgu za sprawcą będą zmuszeni omijać procedury, działać i myśleć nieszablonowo, posługując się blefem, prowokacją, a także swoimi wtykami w mediach. Trop zaprowadzi ich daleko w mroczną przeszłość...

Reklama

Interia: "Czternaście milimetrów życia" to pański debiut literacki. Dlaczego kryminał?

Natan Noraj: Zainteresowanie "mrocznymi historiami" towarzyszyło mi odkąd pamiętam. Pierwszymi książkami, które jako dziecko wybierałem z półek były thrillery Ludluma, klasyczne powieści kryminalne Agathy Christie z Herkulesem Poirot, opowiadania Arthura Conana Doyle’a o Sherlocku. Potem przyszła fascynacja kinem i filmami takich reżyserów jak Hitchcock i Polański. Od tego pierwszego zresztą poniekąd "skradłem" tempo prowadzenia akcji, drugi zainspirował mnie włączaniem w fabułę nut tajemniczości; ezoteryzmu, mistycyzmu, metafizyki.

Skąd pomysł na wprowadzenie bohaterów związanych z krakowskim "Archiwum X"?

- We współczesnej powieści kryminalnej wyeksploatowano już niemal wszystkie możliwe motywy, kolejne pojawiające się powieści są nieraz kalkami schematów wykorzystanych już dziesiątki razy. Liczę na to, że przygody moich "archiwistów" wniosą coś świeżego. Prawdziwy oddział "Archiwum X" to przecież elitarna jednostka. Sam byłem zaskoczony faktem, że nigdy nie natrafiłem na fabułę poruszającą ten wątek.

Jak wyglądało zbieranie materiału do powieści?

- Chcę zaznaczyć, że cała historia jest czystą fikcją literacką. To przede wszystkim powieść rozrywkowa. Jednak kilka z opisanych spraw wydarzyło się w rzeczywistości. Miejsca, w których pojawiają się moi bohaterowie naprawdę znajdują się na mapie Krakowa. Zależało mi na tym, żeby stworzyć coś, dzięki czemu czytelnik będzie mógł trochę "odlecieć", ale nie za daleko. Chciałem stworzyć intrygę, która będzie skomplikowana, wymagająca, ale jednocześnie osadzona w miejskich realiach. Dlatego przygotowując się do pisania musiałem zapoznać się z materiałami z archiwów Instytutu Pamięci Narodowej, zagadnieniami techniki kryminalistycznej i, jak już wspomniałem, sprawami rozwiązanymi przez prawdziwy Wydział Kryminalny KWP.

Krakowskie archiwa skrywają wiele mrocznych historii?

- Rzeczywistość nieraz przewyższa fikcję. To stwierdzenie jest prawdziwe, straszne i ciekawe zarazem. Ale to jaką mroczną historie skrywają archiwa w "Czternastu milimetrach życia" czytelnik będzie musiał już odgadnąć sam.

Czy to dopiero początek przygód podkomisarza Daniela Atmana?

- Tak, niedawno rozpocząłem pracę nad kolejną częścią z serii o moich "archiwistach". Mogę zdradzić, że czytelnicy będą mieli okazję zobaczyć jednego z nich w zupełnie innej roli. Pojawią się nowi bohaterowie, w tym pewna urocza kobieta uchodząca za medium.

***

"Sixto Rodriguez śpiewał z głośnika o czasie srebrnych magicznych statków, kokainy i słodkiej marihuany, podczas gdy Atman leżał z zamkniętymi oczami na kanapie i czuł, że jego dusza kołysze się w rytm muzyki. Mieszkanie przy ulicy Świętej Bronisławy sprawiało wrażenie, jakby zamieszkiwał je bibliofil albo szalony, bez reszty oddany swojej pasji naukowiec. Każdy wolny fragment przestrzeni zajmowały książki, czasopisma, wycinki, fotografie i kartki, zapisane wieloma stylami pisma.

Poza kuchnią i łazienką, które wprowadzając się, Daniel zastał nowocześnie wyposażone, mieszkanie mieściło niewielki salon i jeszcze mniejszą sypialnię. Salon zastawiony był teraz komodami i szafami, które pamiętały trzy pokolenia rodziny Atmana. Całość tworzyła wrażenie celowo stworzonego bałaganu, a sam Atman twierdził, że w tym chaosie jest pewien ukryty porządek. Przez pół roku jego nieobecności prawie nic się tutaj nie zmieniło. Prawie. Rachunki płacił za niego brat, Konrad, i raz na parę tygodni zaglądał albo on, albo ojciec, zetrzeć kurze z tych nielicznych dostępnych miejsc i podlać rośliny w donicach. Difenbachię, dracenę i jukę lub - jak lubił mawiać ojciec - Baśkę, Darka i Julkę.

Rodriguez śpiewał: "Sugar man, you’re the answer, that makes my question disapear", a w głowie Atmana zaczęły się rodzić pytania. Pytania, na które nie chciał szukać odpowiedzi. Rodziły się już od kilku dni, ale Daniel robił wszystko, co mógł, żeby przedwcześnie umierały. Efekt działania LSD już prawie całkiem zniknął i Atman poczuł piekącą ochotę, żeby zniknąć razem z nim. Mózg natychmiast podsunął odpowiedź - opróżnić kilka szklaneczek rumu. Usiadł na kanapie. Przed nim, na małym okrągłym stoliczku, leżały papierosy, zapalniczka, złożone w kupkę papiery i otwarta "Księga niepokoju" Fernanda Pessoi. Wyjął chesterfielda, odpalił i siwy dym wypełnił ciemne pomieszczenie.

Zerknął w kierunku wejścia do kuchni. W jednej z szafek znajdowała się nieotwarta butelka pełna bursztynowego płynu. Wystarczy odkręcić i świat znów nabierze kolorów. Zaciągnął się chciwie. Nie był alkoholikiem, nigdy nie miał problemów ani z alkoholem, ani z jego brakiem. Nigdy też nie pił więcej, niż to było, według jego kryteriów, konieczne. Nic jednak nie działało na niego tak stymulująco, jak kilka kieliszków rumu. Albo śledztwo. A bez jednej z tych dwóch rzeczy władzę nad nim przejmowały upiory; osobowość schizoidalna, napady lękowe, fobie.

Tylko w trakcie dochodzenia albo przy odpowiednim stężeniu alkoholu we krwi czuł, że może wszystko, że żyje, że oddycha pełną piersią, że realizuje dokładnie to, po co pojawił się na tym świecie. Poza tym były jeszcze narkotyki. Okazjonalnie. LSD, meskalina, inne substancje z grupy tryptamin, specjały, dzięki którym raz na jakiś czas mógł się oderwać, poczuć więź z istnieniem. Zasmakować tego, co rzeczywiste, absolutne, a nieuchwytne w codziennym życiu.

Dogasił papierosa, podejmując decyzję. Przyciszył muzykę, wyjął z kieszeni czarnych dżinsów starą nokię, wcisnął B w książce telefonicznej i czekał".

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje