Czy broń nuklearna może trafić w niepowołane ręce?

Siedemdziesiąt lat temu bomby atomowe zrównały z ziemią Hiroszimę i Nagasaki, zabijając - w wyniku wybuchu i choroby popromiennej - około ćwierć miliona osób. Dwa lata później Amerykanie rozpoczęli wraz ze Związkiem Radzieckim zimnowojenny wyścig zbrojeń, rozpalając przy tym wyobraźnię pisarzy i scenarzystów filmowych, ale również szaleńców, pragnących zgładzić ludzkość.

- Rzeczywiście, mnóstwo filmów ma komponent nuklearny. To, że coś może pójść nie tak, przyciąga uwagę widza. Gdyby doszło do użycia broni jądrowej w świecie realnym, konsekwencje byłyby niewyobrażalne. I nie chodzi wyłącznie o liczbę ofiar. Nikt tak naprawdę nie chciałby do tego dopuścić - podkreśla Jacek Durkalec z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Reklama

Zastąpmy hollywoodzkie czarne charaktery budzącym dziś największy strach ze wszystkich organizacji przestępczych samozwańczym Państwem Islamskim i otrzymamy przerażające widmo terroryzmu nuklearnego, które prezydent USA Barack Obama określił jakiś czas temu mianem "największego zagrożenia", przed jakim stoi nasza cywilizacja.

Czy ISIS może dążyć do zdobycia broni jądrowej? - pytamy Juergena Todenhoefera, niemieckiego dziennikarza, który spędził dziesięć dni wśród dżihadystów w Mosulu. - Nie, to nie jest prawdopodobne - odpowiada reporter. Jednak inni nasi rozmówcy równie jednoznaczni w swoich ocenach nie są.

- Nie ma twardych dowodów na to, że Państwo Islamskie aktywnie próbuje zdobyć broń nuklearną, ale trzeba wziąć poprawkę na to, że nie znamy wszystkich sekretów tej organizacji. Z pewnością przyświeca im apokaliptyczna wizja zbliżającej się ostatecznej batalii z Zachodem, w której broń atomowa byłaby, z perspektywy ISIS, bardzo przydatna - zwraca uwagę w rozmowie z Interią prof. Matthew Bunn z Uniwersytetu Harvarda, były doradca Białego Domu.

Specjaliści od bezpieczeństwa wskazują na kilka możliwych scenariuszy nuklearnego terroryzmu: pozyskanie gotowej broni jądrowej lub jej składowych, zwerbowanie i sabotaż służb zajmujących się obsługą i bezpieczeństwem arsenału atomowego, konstrukcję "brudnej bomby" lub zamach terrorystyczny, w tym cyberatak, na elektrownię jądrową.

Wszystko jest na sprzedaż

"Fakt, że nigdy nie doszło do zamachu terrorystycznego z użyciem broni jądrowej lub materiałów radioaktywnych, nie powinien uśpić naszej czujności" - napisał w wydanym na początku września oświadczeniu Yukiya Amano, dyrektor generalny Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej (IAEA). Dodał, że są dowody na to, iż terroryści próbowali zdobyć materiał potrzebny do skonstruowania broni jądrowej lub "brudnej bomby"

Od 1995 roku IAEA odnotowała ok. 2800 incydentów związanych z brakiem dostatecznej kontroli materiałów radioaktywnych. Nieliczne przypadki dotyczyły substancji, które mogły zostać wykorzystane do zbudowania broni masowej zagłady, ale - jak przypomina Yukiya Amano - nawet niewielka ilość materiałów radioaktywnych wystarczy do stworzenia "brudnej bomby", mogącej doprowadzić do śmierci wielu osób, zanieczyszczenia znacznych obszarów i masowej paniki.

Zdaniem dr Aleksieja Arbatowa, byłego wiceszefa Komitetu Obrony rosyjskiej Dumy, możliwość zdobycia i użycia przez terrorystów "brudnej bomby" wzrasta.

- Według naszej wiedzy, nie ma czarnego rynku broni nuklearnej, chociaż nie można całkowicie wykluczyć zakupu gotowego ładunku od Korei Północnej czy Pakistanu. Istnieje natomiast czarny rynek informacji, ekspertów i materiałów niezbędnych do jej budowy. Najwyżej oceniam zagrożenie związane z wykorzystaniem materiałów radioaktywnych, czyli konstrukcją "brudnej bomby". To zagrożenie rośnie  - powiedział Interii ekspert moskiewskiego oddziału think tanku Carnegie.

Z raportu ekspertów ds. bezpieczeństwa Uniwersytetu Harvarda wynika, że na świecie jest składowanych ok. 500 ton plutonu i 1400 ton wysoko wzbogaconego uranu. Głowice jądrowe (między 15 700 a 17 000 sztuk - źródła różnie podają) magazynowane są w ponad stu lokalizacjach rozsianych po wielu miejscach globu.

Materiał mogący służyć do konstrukcji broni jądrowej znajduje się w setkach budynków w kilkudziesięciu krajach świata. Nie wspominając o substancjach, które mogą zostać wykorzystane przy stworzeniu brudnej bomby - są powszechnie używane w szpitalach i przemyśle. Przekazanie 0,01 procenta światowych zasobów plutonu czy uranu w niepowołane ręce mogłoby doprowadzić do globalnej katastrofy.

- Na szczęście służby są wyczulone na wszelkie transakcje związane z plutonem czy uranem. Gdy pojawia się informacja, że ktoś zamierza kupić materiały radioaktywne, dochodzi do współpracy służb ponad podziałami - zaznacza Jacek Durkalec.

Groźniejsi niż Al-Kaida

Shoko Asahara miał obsesję na punkcie broni jądrowej. Próbował dostać ją w krajach byłego Związku Radzieckiego, na własną rękę chciał też wydobywać uran. W końcu, rozczarowany kolejnymi niepowodzeniami, zwrócił się w kierunku broni chemicznej i biologicznej. W marcu 1995 roku jego sekta Aum Shinrikyo rozpyliła w tokijskim metrze sarin. Zginęło dwanaście osób, obrażeń doznało prawie sześć tysięcy.

- Działalność sekty Aum Shinrikyo była motywowana religijnymi wizjami. Oni poważnie rozważali wykorzystanie broni jądrowej. Gdyby Państwo Islamskie poszło tym tropem, mielibyśmy poważny problem. Pamiętajmy, że ISIS ma więcej pieniędzy, ludzi i terenu do pracy nad bronią i możliwości rekrutowania ekspertów niż Al-Kaida kiedykolwiek miała - nie kryje prof. Matthew Bunn. 

Osama Bin Laden rozważał atak terrorystyczny z wykorzystaniem broni jądrowej. Al-Kaida pod jego wodzą próbowała rekrutować ekspertów, a także kupić na czarnym rynku gotową broń masowej zagłady i materiały niezbędne do jej produkcji. Na pustyni w Afganistanie prowadzono nawet testy prymitywnego programu nuklearnego.

W 2001 roku Bin Laden i jego następca Ayman al-Zawahiri spotkali się z dwoma pakistańskimi naukowcami. Rozmowa dotyczyła stworzenia broni atomowej na potrzeby Al-Kaidy. W 2003 roku Bin Laden otrzymał od radykalnego islamskiego duchownego fatwę, czyli opinię na temat wykorzystania broni przeciwko cywilom. Pięć lat później podobne rozmowy przeprowadził al-Zawahiri.

Grupa terrorystyczna z Północnego Kaukazu parokrotnie groziła atakiem na reaktor nuklearny, w tym na Instytut Kurczatowa w Moskwie, i zdetonowaniem "brudnych bomb" w stolicy Rosji. Z dokumentów przejętych przez służby wynika, że terroryści mieli planować również uprowadzenie okrętu podwodnego, przewożącego broń nuklearną. Sondowali także skuteczność skoku na jeden z rosyjskich arsenałów nuklearnych i pociągi przewożące głowice jądrowe.

- Broń jądrowa może dostać się w niepowołane ręce, chociaż w trakcie obowiązywania programu Nunna - Lugara i współpracy USA z Rosją poziom zabezpieczeń poprawił się. Obawiam się jednak, że po zakończeniu kooperacji rosyjsko-amerykańskiej może on ulec pogorszeniu - ocenia dr Aleksiej Arbatow.

Nie tylko terroryści

Ryzyko związane z bronią jądrową nie odnosi się wyłącznie do działalności terrorystycznej. Dziennikarz śledczy Eric Schlosser w książce "Poza kontrolą" opisał wiele przypadków, które mogły doprowadzić do tragedii z powodu ludzkiego błędu lub awarii aparatury. Amerykanie mogą mówić o wielkim szczęściu, że w trakcie karkołomnego wyścigu zbrojeń z Sowietami sami nie sprowadzili na siebie katastrofy...

Procedury bezpieczeństwa szwankowały także wiele lat po zakończeniu zimnej wojny. Tak jak w przypadku 82-letniej zakonnicy, której niestraszne były zabezpieczenia w Oak Ridge.

- Staruszka włamała się na teren amerykańskiego kompleksu i przez długi czas nie została zauważona przez ochronę. Aktywiści w Belgii i Niemczech również skutecznie włamywali się do baz nuklearnych w Europie. Poziom zabezpieczeń tych obiektów niepokoi i stawia pytanie o bezpieczeństwo broni jądrowej w innych regionach świata - mówi Beatrice Fihn, dyrektor wykonawcza Międzynarodowej Kampanii na Rzecz Likwidacji Broni Jądrowej (ICAN).

Broń psychologiczna

Według wspomnianych wyżej szacunków, na świecie jest ok. 15 700 głowic jądrowych. To wariant minimalistyczny, bo inne źródła mówią nawet o 17 000 sztuk. Znajdują się one na wyposażeniu armii Stanów Zjednoczonych (ok. 7200 szt.), Rosji (ok. 7500 szt.), a także Wielkiej Brytanii, Francji, Chin, Indii, Pakistanu, Izraela i Północnej Korei. Większość tych ładunków ma o wiele większą siłę potencjalnego rażenia niż bomby, które w 1945 roku zgładziły Hiroszimę i Nagasaki.

- Broń jądrowa jest używana codziennie. Sam fakt jej posiadania ma wpływ psychologiczny na drugą stronę ewentualnego konfliktu, bo stwarza poczucie niepewności. Nie wiemy czy zostanie wykorzystana, czy też nie. A co jeżeli po przeciwnej stronie stoi szaleniec lub kiedy przeciwnik kalkuluje w innych kategoriach niż my i zamierza tej broni użyć? Ta niepewność to siła bomby atomowej - twierdzi Jacek Durkalec.

- Świat bez broni jądrowej jest, przy dużej dawce dobrej woli, teoretycznie możliwy. W praktyce jednak, dopóki jedno państwo będzie ją miało, drugie również z niej nie zrezygnuje. Broń jądrowa jest straszakiem, gotowym do użycia w odwecie - podkreśla.

- Rządy wykorzystują broń jądrową do realizacji swoich interesów, ponieważ powszechnie uważamy ją za gwarancję bezpieczeństwa - mówi Beatrice Fihn. - Często przypisujemy tej broni niezwykłe właściwości, zapominając o humanitarnych konsekwencjach jej zastosowania. Broń, która w tak dramatyczny sposób może uderzyć w ludność cywilną, nie powinna być legalna - dodaje.

Najpotężniejsza bomba termojądrowa, jaka kiedykolwiek powstała - rosyjska Car Bomba - miała moc 58 megaton, czyli 4000 bomb zrzuconych na Hiroszimę. Bez trudu mogła zniszczyć miasto wielkości Londynu, ale skutki jej wybuchu byłyby o wiele potężniejsze, dotykając opadem radioaktywnym większość Starego Kontynentu.

Utopia rozbrojenia czy zimna wojna 2.0?

- Mogę sobie wyobrazić świat bez broni jądrowej, ale w obecnej sytuacji to mniej prawdopodobna wizja niż w latach 90. Nie da się po prostu wyjąć ze znanego nam świata broni nuklearnej - to byłby zupełnie inny świat, zarządzany przez prawo międzynarodowe oraz ponadpaństwowe organizacje o znaczeniu lokalnym i globalnym - uważa dr Aleksiej Arbatow.

Rozbrojenie nuklearne wymagałoby zatem całkowicie nowego rozdania w stosunkach międzynarodowych, ale mając na uwadze chociażby napięte relacje na linii Rosja - NATO, spowodowane konfliktem na Ukrainie, prężenie muskułów przez inne państwa nuklearne czy wrzenie w kilku punktach zapalnych świata jest to scenariusz - przynajmniej na ten moment - nierealny.

- Niepokojące jest to, że rola broni jądrowej znów wzrasta. W trakcie kryzysu ukraińskiego sporo było dość swobodnych wypowiedzi ze strony rosyjskiej na temat ewentualnego użycia broni jądrowej. Do tego doszły prowadzone na szeroką skalę ćwiczenia, obejmujące środki mogące przenosić ładunki atomowe. To wskazuje na to, że próg użycia broni jądrowej przez Władimira Putina jest niższy niż na Zachodzie. Pytanie: czy to, co robi Rosja, nie doprowadzi do zwiększenia roli odstraszania nuklearnego w NATO - zastanawia się Jacek Durkalec z PISM.

Jeszcze śmielej od rosyjskich oficjeli o możliwości użycia broni atomowej wypowiedział się niedawno Donald Trump. Ekscentryczny miliarder, ubiegający się o nominację Republikanów w wyborach prezydenckich w Stanach Zjednoczonych, przyznał, że "bez wątpienia wykorzystałby broń nuklearną do zatrzymania Państwa Islamskiego". Realizacja zapowiedzi Donalda Trumpa, zakładających uderzenie np. w syryjskie miasto Al-Raqqah, doprowadziłaby do śmierci milionów cywili. Słowa miliardera mogą być jednak wyłącznie częścią kampanii prezydenckiej, w trakcie której próbuje zbudować image twardego męża stanu, bezwzględnie rozprawiającego się z każdym napotkanym problemem.

W ocenie dr Aleksieja Arbatowa, ryzyko użycia broni nuklearnej przez jedno ze światowych mocarstw jest bardzo niskie, chociaż - jego zdaniem - nawet w trakcie zimnej wojny zdarzały się okresy cieplejszych relacji Zachodu z Rosją. - To prawdopodobieństwo jest dziś niższe niż w trakcie pierwszego okresu zimnej wojny (1947-1962), ale prawdopodobnie wyższe niż w drugim jej etapie (1963-1989) i w latach 1991-2012. Ewentualnego ryzyka szukałbym jednak w eskalacji napięcia pomiędzy Indiami i Pakistanem, na Półwyspie Koreańskim i Bliskim Wschodzie.

- Nie sposób ocenić, czy ryzyko jest teraz większe czy mniejsze, ale jednego jestem pewna: więcej wiemy dziś o zagrożeniu, wynikającym z samego posiadania broni jądrowej. Ryzyko przypadkowego, nieupoważnionego czy zamierzonego wykorzystania broni nuklearnej wciąż istnieje po zakończeniu zimnej wojny. Tak długo jak to ryzyko jest większe od zera, tak długo powinniśmy być zaniepokojeni. Nie zapominajmy, że systemy zabezpieczeń arsenałów jądrowych nie są odporne na cyberterroryzm i ludzki błąd - zaznacza Beatrice Fihn.

Ciągła gotowość bojowa

- Mówimy o terroryzmie, ale weźmy pod uwagę fakt, że jedyną jak dotąd decyzję o wykorzystaniu broni nuklearnej, czyli zrzuceniu bomb atomowych na Japonię, podjęły Stany Zjednoczone, czyli stabilny i demokratyczny kraj.

Tak długo, jak długo będą istnieć arsenały atomowe, nie będzie można wykluczyć, że historia się powtórzy, a któreś z państw dysponujących bronią jądrową, świadomie ją wykorzysta - dodaje dyrektor wykonawcza Międzynarodowej Kampanii na Rzecz Likwidacji Broni Jądrowej.

Z kilkunastu tysięcy głowic znajdujących się w arsenale atomowym dziewięciu państw - jak podaje ICAN - około 1800 znajduje się w stanie ciągłej gotowości bojowej. Oznacza to, że broń ta może zostać przygotowana i wystrzelona w kierunku obranego celu w zaledwie kilka minut. Jednych ta świadomość uspokaja, innych - bez względu na ambicje terrorystów czy mocarstw nuklearnych - napawa przerażeniem...

Czy Polska mogła zbudować własną bombę atomową? Sprawdź!

Reklama

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje